Auto w Pracy

Slideshow Image

Żyjemy w czasach, w których jedyną pewną rzeczą są zmiany. Od momentu wejścia na nasz rynek chińskich producentów tempo zmian przyspieszyło tak bardzo, że nawet osoby zawodowo zajmujące się motoryzacją mają problem z nadążaniem za nimi. W tej sytuacji postawione pytanie nabiera sensu, a odpowiedź nie jest wcale taka oczywista.

Suzuki Vitara w tej formie debiutowała ponad dekadę temu. W samochodowym życiu to całkiem długi okres, wystarczająco długi, aby model całkowicie się zmienił. Vitara skutecznie potrafiła przetrwać ten czas. Oczywiście były zmiany, ale raczej kosmetyczne. Myślę, że gdyby zrobić konkurs „wymień dziesięć zmian”, niewiele osób potrafiłoby je wskazać. Sam miałbym z tym problem, pomimo że z Vitarami jestem zaprzyjaźniony od ich narodzin.

 

Trochę więcej zmieniło się we wnętrzu i pod maską. Część zmian wymusiły przepisy UE i nie jestem przekonany, czy był to dobry kierunek.

Zacznijmy od wyglądu. Auto, pomimo upływu czasu, nie straciło nic ze swojej świeżości. Design nie odbiega od współczesnej konkurencji. Trzeba przyznać, że projektanci dobrze wykonali swoją pracę. Od debiutu zmieniono zderzak, delikatnie przemodelowano światła, ale to drobiazgi. Cały koncept pozostał bez zmian.

To duży plus, szczególnie kiedy sprzedajemy kilkuletni samochód, który nadal wygląda jak nowy egzemplarz z salonu. Kupujący zwracają na to uwagę. W końcu mało kto chce usłyszeć, że jego nowy nabytek to już poprzednia generacja modelu.

Otwieram drzwi i czuję się, jakbym przeniósł się w czasie. Tapicerka foteli ma identyczny wzór jak w mojej pierwszej Vitarze. Wtedy zachwyciły mnie te pikowane fotele kojarzące się z klubowymi fotelami i zdania nie zmieniłem. Nadal mi się podobają. Trochę retro, ale w dobrym stylu.

Zestaw wskaźników również utrzymano w podobnym klimacie. Klasyczne okrągłe tarcze zegarów to coraz rzadszy widok. Smaczkiem jest mechaniczny przycisk do resetowania licznika przebiegu. To już prawdziwa rzadkość.

Moja Vitara została skonfigurowana z manualną skrzynią biegów. Taka skrzynia powoli również przechodzi do historii. Coraz więcej klientów wybiera automat i taki Suzuki także ma w ofercie.

Automat jest wygodny, ale czy lepszy? Tu zdania są podzielone, szczególnie przy napędzie 4x4, a taki właśnie mam w testowanym egzemplarzu. Dobre wyczucie auta, trochę techniki i kierowca z manualem potrafi zrobić cuda w terenie. Automat jeszcze sporo musi się nauczyć.

Pytanie tylko, ilu klientów rzeczywiście wybierze się w prawdziwy teren. Aby to zrobić, wypadałoby przynajmniej zmienić opony na terenowe. Jak do tej pory spotkane tak obute Vitary mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. Trochę szkoda, bo ten samochód potrafi znacznie więcej, niż się ludziom wydaje. Wiele lat doświadczenia w budowaniu aut z napędem 4x4 robi swoje. Procentuje to nawet w całkiem cywilnych samochodach.

Nie każdy jeździ w teren, ale od zimy nikt nie ucieknie. Wtedy napęd 4x4 często okazuje się ratunkiem. Nawet w mieście zdarzają się nieodśnieżone drogi czy parkingi. Na śliskiej nawierzchni dodatkowa przyczepność zawsze jest atutem. Warto więc rozważyć taki wybór. W końcu bezpieczeństwo nie ma ceny.

Wracam jednak za kierownicę. Centralny wyświetlacz wbudowany w kokpit jest estetycznym rozwiązaniem, chociaż obecnie większość producentów przechodzi na doklejane tablety. Być może są bardziej funkcjonalne, ale moim zdaniem odbywa się to kosztem estetyki.

Tutaj wszystko wygląda spójnie. Funkcje, których potrzebuję, bez problemu znajduję. Jest kamera cofania, nawigacja, klimatyzacja, możliwość podłączenia smartfona i korzystania z aplikacji w telefonie. Nie ma przesadnej liczby gadżetów, ale specjalnie mi na nich nie zależy.

Pod maską pracuje hybrydowy zespół napędowy. Jest to tak zwana miękka hybryda. Ten rodzaj napędu nie wymaga od kierowcy żadnych dodatkowych czynności. Nie ma możliwości ładowania baterii z zewnętrznego źródła. System sam odzyskuje energię i sam decyduje, kiedy ją wykorzystać.

Układ składa się z benzynowego silnika o pojemności 1,4 litra i mocy 110 KM oraz elektrycznego motoru o mocy 12,22 kW. Przekłada się to na prędkość maksymalną 170 km/h i przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 12,2 sekundy. Wersja z automatem jest o sekundę szybsza.

Parametry nie robią wielkiego wrażenia, ale do sprawnego poruszania się w zupełności wystarczają. Vitara jest bardzo uniwersalnym samochodem. Doskonale odnajduje się w mieście. Atutem są umiarkowane rozmiary, zwiększony prześwit i solidne zawieszenie.

Miasto bywa zaskakująco terenowe. Krawężniki, dziury i radosna twórczość drogowców przy projektowaniu spowalniaczy sprawiają, że coraz częściej słyszy się określenie „miejski off-road”. Pasuje ono do różnych skrótów, placów i lokalnych dróg, które nie wiadomo dlaczego nazywają się ulicami.

Napęd 4x4 może nie jest koniecznością, ale dobrze wpływa na samopoczucie. Daje poczucie, że możemy więcej.

Gabaryty również są tu atutem. Bez problemu zmieścimy komplet pasażerów, chociaż ten piąty nadal pozostaje rozwiązaniem awaryjnym. Do dyspozycji mamy także bagażnik o pojemności 362 litrów. Po złożeniu oparć tylnej kanapy przestrzeń wzrasta do 1119 litrów.

Dla mnie to idealne auto codziennego użytku. Co istotne, do parkowania wystarcza standardowe miejsce parkingowe.

Zerkam na spalanie. Komputer pokazuje 6,1 l/100 km. Wynik w pełni akceptowalny. Pewnie dałoby się zejść niżej, ale po co? Samochód ma służyć do sprawnego przemieszczania się z punktu A do punktu B. Miejska jazda podporządkowana wyłącznie oszczędności paliwa raczej nie pomaga w płynności ruchu. Co najwyżej zirytuje pozostałych uczestników ruchu.

Oszczędności postanowiłem poszukać w trasie, ale bez przesady. Wystarczy myśleć, przewidywać sytuację na drodze, nie przyspieszać gwałtownie bez potrzeby, a wynik zrobi się sam. I faktycznie się zrobił. Komputer pokazał 4,2 l/100 km.

Przy takich wartościach dalsza walka o oszczędności przestaje mieć sens. Pewnie można urwać jeszcze litr, ale dla kieszeni nie będzie to szczególnie odczuwalne. 20 czy 30 złotych miesięcznie nie zmieni domowego budżetu, więc nie widzę sensu walczyć o każdą kroplę paliwa.

Przestaję przejmować się spalaniem, a realna średnia z kilkuset kilometrów stabilizuje się na poziomie 5,4 l/100 km.

Bardziej interesują mnie walory trakcyjne, przyspieszenie, trzymanie się drogi i systemy wspomagania kierowcy. Zacznijmy od dynamiki. Powiedziałbym, że jest poprawnie. Demon szybkości to nie jest, ale ruchu tamować nie będziemy. Jeśli chcemy więcej wigoru, wystarczy włączyć tryb Sport.

Auto jest przewidywalne, stabilne i wyposażone w liczne systemy wspomagania. Prowadzenie nie sprawia trudności. W zasadzie wystarczy wsiąść i jechać.

Wiem już, co mam do dyspozycji, więc pora odpowiedzieć na pytanie postawione na początku. Czy takie Suzuki ma jeszcze sens?

Punktem wyjścia jest odpowiedź na pytanie, do czego naprawdę potrzebujemy samochodu. Jeśli ma służyć do codziennych dojazdów do pracy, na zakupy czy weekendowe wyjazdy, okazuje się, że wcale nie potrzebujemy tak wiele. I właśnie wtedy docenimy Vitarę. Wszystko jest na swoim miejscu, nie trzeba się niczego uczyć i – co najważniejsze – wszystko działa. Bezproblemowe prowadzenie, umiarkowane spalanie i przyzwoite możliwości przewozowe.

To dobra propozycja dla tych, którzy nie lubią albo nie ufają nowinkom. Sprawdzony produkt mało awaryjnej marki nadal ma swoje zalety.

W świecie, który za wszelką cenę chce być nowoczesny, Vitara przypomina, że czasem największą zaletą samochodu jest to, że po prostu działa. I właśnie dlatego nadal ma sens.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor

Test Suzuki Vitara 2016

Test Suzuki Vitara 2019 - 1,4 Boosterjet

Test 2022 Suzuki Vitara Hybrid Strong

Test 2022 Suzuki Vitara Hybrid

Test 2024 Suzuki Vitara 35th anniversary special edition