Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Swift trafił do mnie przez przypadek, ot taka miła niespodzianka na zastępstwo za inny samochód. Nie planowałem testu tego modelu, bo rok temu nim jeździłem i nic mi nie wiadomo, aby nastąpiły w nim jakieś zmiany. Jazda Swiftem zawsze sprawiała mi frajdę, więc teraz musi być tak samo. Ciekawe, czy odkryję w nim coś nowego. Nawet, jeśli nic się nie zmieniło to mam plan na test tego modelu.

Swift FL  to nówka sztuka. Piękny jak zawsze, dwukolorowy lakier doskonale pasuje do Swiftów. W takim malowaniu wydają się bardziej agresywne, a to też cecha, która kojarzy mi się z tym modelem. Swift sport to klasyka na której wychowała się cała rzesza fanów Suzuki. Szkoda, że teraz Suzuki odeszło od motosportu.

Na pierwszy rzut oka, wygląda na taki sam model jak w tamtym roku.

Wnętrze też bez zmian, więc przystępuję do planu awaryjnego. Ecodriving, już wiem co powiedzą pasjonaci motoryzacji. Sam jeszcze nie tak dawno, uważałem że to rozrywka dla masochistów. Tak było do czasu, dokąd nie pojawiły się hybrydy. Miało być oszczędnie, a wychodziło jak zawsze. Ściema, czy moja nieudolność ? Nie było innego wyjścia, jak próbować dalej i wciągnęło mnie to. Suzuki Swace był pierwszym sukcesem, wreszcie byłem zadowolony z wyniku. (Test Suzuki Swace )

Swift też jest hybrydą, więc skoro nie muszę opisywać tego co już było  (test Suzuki Swift 2021),  skoncentruję się tylko na zrobieniu jak najmniejszego zużycia paliwa. Miasto od razu odpuszczam, zbyt wiele tam zmiennych aby szybko uzyskać wiarygodne wyniki. Co innego drogi lokalne o małym natężeniu ruchu. Wystarczy tylko znaleźć taką trasę o odpowiedniej długości i można zaczynać testowanie możliwości, swoich i auta. Mam już upatrzoną taką drogę. 30 kilometrów powtarzalnych warunków. Po drodze trafi się kilka tirów do wyprzedzenia, parę osobówek czy jakiś traktor. Bez autostrad czy odcinków szybkiego ruchu, za to jest trochę miejscowości gdzie trzeba będzie zwolnić.

Najpierw jednak trzeba tam dojechać.  To też dobra okazja, aby już sprawdzić co potrafi autko.

Spokojna jazda zakończyła się wynikiem 4,2 l/100km. Całkiem dobry wynik. Co prawda jak w tamtym roku testowałem Swifta to spalanie było na podobnym poziomie, ale wydaje mi się, że wymagało to więcej wysiłku. Normalnie było w okolicach 5l/100km.

Teraz poszło mi dużo łatwiej, aż z radości pochwaliłem się na grupie Klubu Suzuki. No cóż, pierwsze odpowiedzi sprowadziły mnie na ziemię, bo okazało się, że nie jest to żadna rewelacja. Można zejść dużo poniżej 4 l/100km. W takim razie trzeba podjąć wyzwanie i spróbować poprawić swoje osiągnięcia. Dobrze, że jestem już na miejscu i jutro powalczę na swojej testowej drodze.

Założenia brzegowe, to spokojna jazda, ale bez blokowania ruchu. Oczywiście muszę pohamować się przed gwałtownymi manewrami, zwłaszcza podczas wyprzedzania.  No to w drogę. Tak jak myślałem, ruch umiarkowany, ktoś mnie wyprzedził, kogoś ja wyprzedziłem.

Rezultat miło mnie zaskoczył - 3,4 l/100km. Takie wyniki były na klubowej grupie i wydawało mi się, że nie będzie łatwo je uzyskać. Okazuje się, że wystarczyło się lepiej przyłożyć do pracy. Istotne dla mnie, że można było zejść do takiego spalania podczas normalnego użytkowania auta. Ok. w mieście, czy na autostradzie będą inne wskazania, ale przecież każdy samochód będzie tam palił więcej. Ja wracam do swojej trasy. Ciekawi mnie czy uda się jeszcze zbić ten wynik. Najlepiej do 3 l/100km. Tym razem wybrałem późno wieczorną porę, aby był zdecydowanie mniejszy ruch. Porę wybrałem nie przypadkowo, bo postanowiłem zmniejszyć prędkość i pojechać jeszcze spokojniej. Dziwne, bo taka jazda nie przynosi oczekiwanych rezultatów.

Komputer pokazuje mi 3,3l/100km, za to czas przejazdu wydłużył się masakrycznie. Wygląda, że nie tędy droga i całe szczęście, bo jakby przy takim stylu jazdy, spalanie spadało by tak jeszcze o litr, to pewnie przy obecnych cenach paliw sporo osób zaczęłoby tak jeździć. Trzeba próbować dalej. Może szybciej i więcej hamować, aby odzyskiwać więcej energii? Sprawdzam i nie będę się chwalił wynikami, bo nie ma czym. Ewidentnie to też nie jest dobry kierunek, zwłaszcza, że 83KM nie pozwala na szaleństwa. Szczerze mówiąc to brakuje mocy. Oczywiście przy spokojnej jeździe wystarcza do podróżowania, ale jeśli lubimy odrobinę adrenaliny podczas jazdy to nic z tego. Chyba, że lubimy dreszczyk emocji podczas wyprzedzania na styk, bo przyśpieszenie nie jest rewelacyjne, więc taki manewr trwa sporo czasu. Szkoda, bo wygląd sugeruje coś zupełnie innego.

Sytuacje poprawia redukcja biegów, ale dalej szału nie ma, za to spalanie szybuje w okolice 5 l/100km. Coś za coś, osiągi przeciętne, ale spalanie rewelacja. Na szczęście jest alternatywa – Swift Sport. Koni jest zdecydowanie więcej bo 129, ale też trzeba za to zapłacić 20 tys. złotych więcej.

Szybko źle, przesadnie wolno też nie, więc pozostaje szukać złotego środka. Kolejne próby w różnych warunkach nie przynoszą sukcesów, ale też nie są porażką. Spalanie mieści się w przedziale 3,4 – 3,9 l/100km. Pewnie mógłbym szukać ekstremalnych metod i wyłączyć klimę, czy radio, ale sprawdzam auto w realnych warunkach. Wychodzi, że mniej się już się nie da, ale i tak jest to jedno z bardziej ekonomicznych aut na rynku.

Trzeba pamiętać, że Swift jest pełnowymiarowym pięcioosobowym autem.

Jest nawet bagażnik o pojemności 265 litrów.

Testowany model wyceniono na 76190 PLN i trzeba przyznać, że w tej cenie otrzymujemy dobrze wyposażony samochód.