Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Takie cuda tylko w Europie. Była terenówka, a jest ciężarówka. Dobrze, że jest, bo nie wiele brakowało, aby UE normami o emisji spalin, wycięła ten pojazd z europejskiego rynku. Pierwsze egzemplarze nowego Jimny były sprzedawane jako małe terenówki. Z tyłu miejsca dużo nie było, ale w razie awaryjnej sytuacji, pasażera można było zabrać. Teoretycznie, auto było czteroosobowe, co było dobrym rozwiązaniem, dla rodziców z dziećmi.  Co tam dzieci, jak Europa walczy z globalnym ociepleniem, a mały Jimny zatruje planetę.  Pomimo ogromnego popytu, Jimny musiał zniknąć z Europy.

Wrócił jako ciężarówka z homologacją N1. Samochody z homologacją ciężarową N1 mają łagodniejsze normy emisji spalin, ale wnętrze musi być przystosowane do przewozu ładunków. Zniknęła tylna kanapa, a pojawiła się kratka oddzielająca przestrzeń osobową od ładunkowej.

W pierwszej chwili myślałem, że takie rozwiązanie mocno obniży funkcjonalność auta. W trakcie użytkowania zmieniłem zdanie, nie jest tak źle. Ma to nawet i dobre strony, pod warunkiem że nie mamy dzieci, albo mamy jeszcze drugie auto w domu.

Zacznijmy od wyglądu. Mały samochodzik, a trudno przejść koło niego obojętnie. Co mnie zdziwiło, bo auto debiutowało w 2018 roku, a ciągle budzi zainteresowanie na ulicy. Fakt, że przez pierwsze lata, auto było praktycznie nie do kupienia, więc spotkać je na ulicy było niezwykłym fartem. Drugi powód, to jego wygląd. Wyróżnia się gabarytami i niezwykłą urodą.

3,5 metra długości, 1,64 metra szerokości i 1,7 metra  wysokości pozycjonuje autko bardziej wśród miejskich maluchów niż pojazdów dostawczych, o ciężarówkach nie wspominając. Ponieważ nie traktuje Jimnego jako dostawczaka, to na razie nie zaglądam do przestrzeni ładunkowej. Na moje potrzeby na pewno wystarczy.  Przy takim nastawieniu do auta, te mikro rozmiary są dużym plusem.

W mieście masę czasu traci się na szukanie miejsca do parkowania. Jimny ma przewagę nad większymi autami, bo zmieści się w każde zwolnione przez inne auto miejsce. Nie dosyć, że potrzebuje mało miejsca, to nie straszne mu są miejskie przeszkody. Krawężniki, dziury, jakieś porozwalane brudy niewiele nam przeszkadzają.  Tak samo jak nieutwardzone drogi w czasie pluchy. Trochę błotka to nawet będzie dla nas miłą rozrywką. Zima w tym roku sypnęła śniegiem, więc autko miało okazję zaprezentować kolejne umiejętności. Nawet ucieszyło mnie to, że dróg nie odśnieżono. Wyższy prześwit 210 mm przydaje się nie tylko na bezdrożach, w mieście też jest atutem. Szczególnie zimą, co właśnie sprawdziłem.

Czterocylindrowy silnik benzynowy o pojemności 1462 cm generuje 102KM.  Przy masie własnej samochodu 1090 kg zapewnia to całkiem sprawne poruszanie się autem. Prędkość maksymalna 145 km/h nie jest oszałamiająca, ale w mieście i tak więcej nie wolno. W trasie niby też nie wolno tej prędkości przekraczać, ale jakby tak do 160km/h by się rozbujał to nie miałbym nic przeciwko temu. Inna sprawa, że trzeba się przyzwyczaić do prędkości w takim małym samochodziku.

Zanim wrócę do opisu wrażeń z jazdy, kilka słów o wnętrzu. Jeżeli jeszcze tego nie widzieliśmy, to możemy być w szoku, bo wnętrze jest zupełnie inne niż to co znamy z Suzuki. Jakby nie patrzeć to wnętrze ma swój niepowtarzalny styl.

W moim Jimny jest klasyczny zestaw audio. Radioodtwarzacz CD z czytnikiem MP3/WMA + Bluetooth + DAB. Ciekawe, bo w 2019 roku w tym modelu miałem stację multimedialną. Czyżby wersji ciężarowej takie luksusy jak nawigacja czy kamera cofania nie przysługiwały ? Radio w „starym” stylu pasuje do klimatu wnętrza. Okrągłe zegary w ciekawej stylistycznie obudowie też tu pasują. Fajnie to wygląda, bo mam wrażenie, jakby tu upakowano masę sprzętu. Nawet są dwie dźwignie do zmiany biegów. Ta druga mniejsza jest do terenu.

Rozmiary auta wymagają, dobrego zagospodarowania przestrzeni, ale nie jest to proste zadanie. Kieszeń w drzwiach jest, ale niezbyt wiele tam się zmieści.

Jeszcze mniej zmieścimy na półeczce przy centralnej konsoli.

Pomiędzy siedzeniami też jest schowek i tu nawet kubek da się wstawić.

Nie wszystko znajdziemy tam gdzie się spodziewamy. Sterowanie szybami zamiast na drzwiach jest na panelu centralnym, a ustawianie lusterek po lewej stronie za kierownicą.

Nikt tu na luksusy nie liczył.  Jest klimatyzacja, podgrzewane fotel, elektryczne szyby, taki standard niezbędny we współczesnym samochodzie. W kabinie brakuje miejsca na bardzo podręczny bagaż.

Teczkę z dokumentami uda się zmieścić za siedzeniami, ale siatka z zakupami już nie koniecznie. W takiej sytuacji trzeba skorzystać z przestrzeni bagażowej, w końcu to przecież ciężarówka. Kratka pomiędzy kabiną a bagażnikiem skutecznie blokuje dostęp od strony kierowcy.

Dostęp jest poprzez drzwi z tyłu pojazdu. Otwieram i naprawdę fajną przestrzeń mam do dyspozycji. W sumie to do zagospodarowania jest regularny sześcian z płaską podłogą bagażnika o pojemności 863 litrów.

Taka pojemność raczej bagażówki z tego modelu Suzuki nie czyni, ale na codzienny użytek jest w zupełności wystarczający. Spokojnie zmieścimy tu sprzęt na wypad za miasto, albo możemy zabrać całkiem dużego pieska w plener.  Do szczęścia brakuje mi tu tylko haczyków do mocowania siatek z zakupami.

Czas zjechać z asfaltu. Tutaj Jimny może pokazać co potrafi. Suzuki ma doświadczenie w konstruowaniu samochodów terenowych, a Jimny to rasowa terenówka. Śmiało mogę powiedzieć, że już nie wiele takich modeli zostało w produkcji. Świat poszedł w stronę SUVów, a jak ktoś robi auta terenowe, to przeważnie są to coraz większe i droższe auta napakowane elektroniką. Projektanci Suzuki wybrali własną drogę. Małe autko o dużych możliwościach. Zastosowana tu rama nośna, 3-wahaczowe, sztywne zawieszenie osi ze sprężynami śrubowymi to prawie jak gwarancja sukcesu.

Oczywiście jest napęd 4x4 z przekładnią redukcyjną. Do tego wspomniany już 210 milimetrowy prześwit pozwala zapuścić się w leśne czy polne drogi. Konstrukcyjnie Jimny potrafi znacznie więcej, ma bardzo dobre kąty natarcia i zjazdu, kąt rampowy i niewielką masę, dzięki czemu Jimny przejedzie tam gdzie większe i cięższe pojazdy się zakopią.

Jeżeli jednak mamy ochotę na prawdziwy ofroad trzeba do tego przygotować samochód. Podstawą są dobre opony o bardziej agresywnym bieżniku. Dobrze byłoby pomyśleć nad porządnymi osłonami spodu auta. To tak tylko na początek tej zabawy. Jak wciągnie, a błoto wciąga, to lista możliwych modyfikacji nie ma końca.

Jeśli nic nie zrobimy, to pewnie i tak większości „cywilnych” kierowców wystarczą seryjne możliwości. Pamiętać jednak trzeba, że Jimny często był kupowany właśnie jako pojazd użytkowy. Leśnicy, geodeci, drogowcy doskonale znają z autopsji poprzednie wcielenie tego modelu Suzuki. Wersja ciężarowa powinna im się spodobać, bo oprócz ponadprzeciętnych możliwości terenowych,  teraz oferuje do zagospodarowania fajną przestrzeń ładunkową. Myślę, że może teraz dla profesjonalistów auto zyskało na funkcjonalności. 

Suzuki Jimny jest samochodem w którym można się zakochać od pierwszego wejrzenia. Wtedy widzimy same jego zalety i tak już go kochamy, że nie patrząc na cenę, biegniemy do salonu aby go zakupić. I w tym miejscu bajka się kończy, brak dostępnych aut w realnym terminie.

Test Suzuki Jimny 2019 (wersja osobowa)

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor