Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Renault Megane E-Tech nie jest pierwszym moim elektrycznym samochodem, więc powinienem spodziewać się tego co mnie spotka, a jednak mnie zaskoczył. Tytułowe stwierdzenie, że to inny wymiar mobilności jest w pełni uzasadnione. Pewnie większość pomyśli, że dotyczy to osiągów auta, bo wiele się mówi, że są one ponad przeciętne. Owszem, osiągi są niczego sobie, ale inny wymiar to całościowe przemodelowanie podejścia do użytkowania samochodu.

W takim razie zacznijmy od początku. Pierwsze wrażenie, fajne autko. Co prawda, nie wiem czemu otrzymało nazwę Megane, skoro nie jest specjalnie podobne do reszty rodziny Megane. No chyba, że decydowało tu kryterium rozmiarów auta. Chyba jednak nie, bo elektryczne Megane mierzy 4200mm, czyli jest sporo krótsze od Megane. Rozmiarami bliżej jest do Captura, ale kształtem to już całkiem nie pasuje. W takim razie poszukajmy genów z rodziny Megane. Bryła nadwozia faktycznie pasuje. Zgrabny hatchback który pomimo, iż jest krótszy prawie o 20 cm, to oferuje podobną ilość miejsca wewnątrz pojazdu. 

Nawet bagażnik o pojemności 389 dm³ jest porównywalny do wersji benzynowej. Tu jestem pozytywnie zaskoczony, bo zazwyczaj w elektrykach bagażnik jest dość płytki, gdyż pod nim są ukryte baterie. Tutaj, drugie dno skrywa kable do ładowania, a bagażnik jest normalnych rozmiarów. Więcej niespodzianek czeka w części osobowej.

Już na dzień dobry, miłym akcentem nowoczesności są klamki w drzwiach, które wysuwają się po podejściu do auta.  (Ciekawe czy zimą nie będą przymarzać). Otwieram drzwi i witają mnie ekrany monitorów.

W sumie są to dwa duże ekrany, które sprawiają wrażenie jakby to był jeden olbrzymi panel multimedialny. Efekt piorunujący.

Renault przyzwyczaiło mnie do swojego zestawu obowiązkowego, czyli elektroniki z systemem Easy Link. Bardzo fajny system, który nie tylko świetnie wygląda, ale też oferuje sporo możliwości ustawień auta pod własne upodobania.  Elektryczna wersja Megane i tu mnie zaskoczyła. Jest inaczej. W pierwszej chwili człowiek się zastanawia, jechać czy studiować instrukcję. Wybrałem jechać i była to słuszna decyzja, bo okazało się, że to co niezbędne każdy znajdzie bez problemu. Inne funkcje, czy ustawienia to dodatkowe bajery, którymi można zająć się w wolnej chwili, a jest tego trochę.

 

Elektryczne samochody nie mają manualnej skrzyni biegów, ale gdzieś trzeba wybrać czy chcemy jechać do przodu czy do tyłu. W tym modelu służy do tego dźwignia za kołem kierownicy. Spoko rozwiązanie, gdyby nie fakt, że obok jest druga dźwignia do włączania wycieraczek. Można się do tego przyzwyczaić, ale i tak w pośpiechu zdarza mi się uruchomić wycieraczki zamiast biegu. Dla ścisłości, to jest jeszcze w okolicy jeszcze jedna dźwigienka do obsługi audio. Dla tych co znają Renault nie jest to zaskoczeniem, bo jest tak w każdym modelu tej marki. Zaskoczeniem może być umieszczenie przy kierownicy przycisku do wyboru trybu jazdy. Akurat to jest dobra zmiana, bo można go obsługiwać bez odwracania wzroku od jezdni.  Do każdego trybu jest przypisany określony wygląd panelu zegarów, więc od razu widać który tryb wybraliśmy.  Zmienia się też kolor podświetlenia samego przycisku. Niby nic, a fajny efekt.

Detale mają znaczenie, a takich elementów nie brakuje w elektrycznym Megane. Choćby takie spasowanie listwy przyokiennej która płynnie przechodzi z podszybia na boczki drzwi. W drzwiach, wnęki kieszeni wyłożono miękką wykładzinką, aby ręka nie spotykała się z twardym i zimnym plastikiem.

Auto uruchamiamy oczywiście przyciskiem start, bo tradycyjny kluczyk już tu nie pasuje. Nowoczesność.  Uruchomieniu silnika nie towarzyszą żadne dźwięki. Trzeba się do tego przyzwyczaić. Włączyć bieg i w drogę.  Kompletna cisza w elektryku to trochę mit, w rzeczywistości czasem słychać pracujące urządzenia, szczególnie podczas odzyskiwania energii czasem dochodzą do nas kosmiczne dźwięki. Nie są one głośne czy uciążliwe. Bardziej słychać szum powietrza przy wyższych prędkościach.  Generalnie jest cicho. W sportowych autach, ryk silnika potęguje doznania, a tu jest zupełnie odwrotnie. Cisza podbija wrażenia. Wciskam gaz i auto dosłownie wyrywa do przodu. Mam wrażenie, że jest szybsze niż podaje producent. Przyśpieszenie 7,4s do 100km/h jest bardzo dobrym wynikiem, ale jeździłem szybszymi autami i tego tak nie odczuwałem.  Myślę, że przyczyna tego tkwi w charakterystyce napędu elektrycznego. Obojętne z jaką prędkością jedziemy, zawsze dysponujemy mocą, która wciśnie nas w fotel. Nie ma momentu zawahania, zmiany przełożeń czy za małych obrotów silnika. Wciskamy gaz i do przodu. Wystarczyło kilka dni jazdy tylko elektrykiem, aby się do niego przyzwyczaić.  Po takiej przygodzie powrót do silnika spalinowego wymaga aklimatyzacji, bo wydaje się, iż auto jest jakieś mułowate.  W kategorii osiągi, a zwłaszcza elastyczność, samochody elektryczne mogą zachęcić do elektromobilności.

Jeśli są osiągi, to pewnie są i koszty. Warto przeanalizować temat. Pierwszym wydatkiem jest zakup auta. Nawet jeżeli będzie to najem czy leasing to i tak bazą do wszelkich obliczeń jest cena samochodu. Renault Megane E-Tech w wersji 220KM (a taką jeżdżę) kosztuje około 200 tys. złotych. Nominalnie cena wysoka, ale tanie samochody to już historia. Spalinowego auta o podobnych osiągach i wyposażeniu też taniej nie kupimy, więc na jedno wychodzi.

W takim razie popatrzmy na koszty eksploatacji.  Jeżeli patrzymy tylko na zużycie energii/paliwa to samochód elektryczny wychodzi całkiem dobrze, pod warunkiem, że korzystamy z domowej sieci lub ładowarek o niższej mocy ładowania, gdzie pobrana energia jest tańsza. Przyjąłem, że średnie zużycie energii to 20kWh na 100 km. Przy ładowaniu z domowego gniazdka, koszt przejechania 100 kilometrów wynosi około 16 złotych, to tak jakby auto paliło 2,5 l/100km, czyli rewelacja. Przy podłączeniu do wolnej (czytaj taniej) ładowarki koszty się podwajają, ale po przeliczeniu na benzynę wychodzi około 5l/100km. Dalej nie jest źle. Dopiero szybka ładowarka podbija cenę. Wtedy mamy już 50zł za 100km, czyli spalanie w okolicach 7,5l/100km. Wynik przeciętny, ale pewnie ktoś powie, że za ponadprzeciętne osiągi to i tak niska cena. Trochę racji w tym będzie, ale tylko trochę.

W elektryku dynamiczna jazda także wiąże się z większym zużyciem energii. Bardzo łatwo przekonamy się o tym na autostradzie.  Prędkość maksymalna ograniczona jest do 160km/h, ale nawet nie myślałem o tym, aby wykorzystać wszystko co fabryka dała. Jadę z prędkością 120km/h i widzę jak ubywa energii. Tak jak w mieście, bez trudu miałem średnią 18,8kWh na 100km, to tu jest 24,0kWh. Przejechałem 50 kilometrów, a zasięgu ubyło 100. Dobrze, że miałem mały zapas energii, bo łatwo można się oszukać.  Wtedy trzeba byłoby pilnie szukać stacji ładowania baterii. Jak pilnie, to zawsze jest problem.

Przed długim weekendem próbowałem w Warszawie znaleźć ładowarkę i  tu nie miła niespodzianka. Wszystkie w okolicy były zajęte. W trasie jest jeszcze trudniejsza sprawa, bo zbyt dużo takich miejsc nie ma. W Kutnie jedna stacja na całe miasto i to jeszcze o niezbyt dużej mocy. Na mapie znalazłem jeszcze jeden punkt ładowania i to o mocy 200kW. Dobra opcja, bo szybko naładuje akumulatory. 

Zaskakujące miejsce, ale ładowarka stoi. Podłączam auto i coś się nie zgadza. Najpierw problem z logowaniem do systemu, później moc się nie zgadza, bo ładuje z mocą 50kW. Nie jest to 200kW, ale i tak o niebo więcej niż w Kutnie. Jest jeszcze jedno wyjście awaryjne, podłączyć auto do domowej sieci. Ładuje, ale trwa to wieczność. 20 godzin do pełnego naładowania. Długo, ale najtaniej. Idealnym rozwiązaniem byłoby połączyć domową ładowarkę z fotowoltaiką. Zagadką zostają pozostałe koszty eksploatacji. Ile będą kosztować naprawy i czy będzie miał kto je naprawiać. Kolejna niewiadoma to jak będzie wyglądał rynek pojazdów używanych.

Wróćmy jednak do tytułowego stwierdzenia, iż Megane E-Tech to inny wymiar mobilności. Faktycznie tak jest. Zamiana tak z marszu, samochodu spalinowego na elektryczny potrafi spowodować spore zamieszanie. Owszem doznania z jazdy są super, osiągi też rewelacja i szybko się do nich przyzwyczaimy. Gorzej z logistyką. Po prostu auto zmusza do planowania trasy, miejsca i czasu ładowania. Jeśli potrafimy ogarnąć te sprawy, to posiadanie auta elektrycznego będzie przyjemnością, a nie wyzwaniem.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor