Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

W naturze człowieka jest dążenie do doskonałości. Dotyczy to także projektowania samochodów. Problem w tym, że nie da się pogodzić wszystkich oczekiwań, które często wzajemnie się wykluczają. Nie mniej warto próbować. Prace nad takim autem trzeba byłoby zacząć od zrobienia listy życzeń. Co by się tam mogło znaleźć?  Niskie spalanie, może napęd elektryczny, sportowe osiągi i obszerne wnętrze, oczywiście całość musi być zamknięta w  estetycznym nadwoziu. Dobrze jakby jeszcze cena była niezbyt wygórowana.

Renault podjęło wyzwanie i stworzyło Captura e-Tech.

E-Tech jest w Renault wspólną nazwą dla samochodów elektrycznych. W przypadku Captura jest to hybryda typu Plug-in hybrid, czyli rozwiązanie najbardziej zawansowane technicznie. Zanim przejdę do specyfiki jazdy hybrydą, kilka słów o tym, co oferują Captury swoim użytkownikom. Model uplasowano w segmencie crossoverów, czyli osobówka z aspiracjami na minivana, opakowana w nadwozie w stylu SUVa. Jak widać udało się połączyć nadwozia różnego typu pojazdów. Wygląda jak mały SUV, nawet ma większy prześwit co jest dużym plusem, bo zapewnia nam spokój kiedy zjedziemy z asfaltu. W mieście, też jest to atutem, wysokich krawężników u nas dostatek.

Brakuje napędu 4x4, ale większość klientów i tak by z tego nie korzystała. Ładna bryła budzi sympatię.

Estetyka wnętrza jest mocnym punktem nowych modeli tej marki. Znajdziemy tu olbrzymi wyświetlacz na konsoli centralnej, który pełni funkcję centrum dowodzenia licznymi ustawieniami konfiguracji pojazdu. Wyposażenie zależy w znacznym stopniu od wybranej wersji wyposażenia. Mój Capturek E-TECH to jak wizytówka firmy, więc nie powinno dziwić, że nie jest oferowany w najtańszej konfiguracji. Pierwszym stopniem wyposażenia, z którym możemy go kupić to INTENS

Dostaniemy klimatyzację, nawigację z możliwością wyświetlania mapy na cyfrowym panelu zegarów, asystenta parkowania, kamerę 360 stopni, a nawet elektryczną regulację fotela.

Lista wyposażenia naprawdę jest długa.

Samochód wygląda dość potężnie, ale rzeczywiste wymiary są bliższe autom kompaktowym, co znajduje odzwierciedlenie w środku pojazdu. W części osobowej nie powinniśmy narzekać, zwłaszcza w pierwszym rzędzie foteli.

Trochę gorzej wygląda sprawa z bagażem. W wersji hybrydowej bagażnik ma pojemność około 300 litrów, a to nie jest imponującym osiągnięciem.

Sporą część przestrzeni trzeba było przeznaczyć na miejsce dla przewodów do ładowania i bagażnik się skurczył. Jeżeli nie mamy kompletu pasażerów, to rozwiązaniem może być złożenie oparcia tylnej kanapy.

Znacznie zwiększymy możliwości przewozowe, a dodatkowym atutem będzie dość równa powierzchnia podłogi. W sumie to przestrzeń bagażowa odróżnia wersję hybrydową od modelu z silnikiem spalinowym, oczywiście nie licząc emblematów na karoserii. Pozostałe różnice, pomimo, iż są bardziej istotne trudniej zauważyć przed uruchomieniem samochodu.

W takim razie przejdźmy do meritum. Pod maską skrywa się silnik benzynowy o pojemności 1598cm³ generującym 160 KM, który współpracuje z silnikiem elektrycznym o mocy 66 KM.

Wygląda to całkiem sympatycznie. Faktycznie autko jest dynamiczne, ale po R.S. Megane moje odczucia w kwestii oceny dynamiki mogą być nieco nie obiektywne, dlatego wolę skoncentrować się na innym aspekcie, a mianowicie spalaniu. Producenci w katalogach podają niesamowicie niskie wartości zużycia paliwa na 100 kilometrów. Pierwsze moje doświadczenia z hybrydami znacznie rozmijały się z tymi danymi. Dopóki akumulatory  były naładowane, wyniki rzeczywiście wychodziły dobrze, ale prąd szybko się kończył i było jak zawsze. Człowiek uczy się całe życie, więc każda kolejna hybryda to nowe doświadczenia i wyniki spalania, coraz bardziej zaczęły się zbliżać do tych oczekiwanych. Wystarczyło poznać jak to działa. Renault podaje, że Captur E-TECH spala 1,4-1,7 l/100km. Jeżeli liczymy, że takie spalanie zawsze osiągniemy, bez względu na to jak będziemy jeździli, to skończy się to wielkim rozczarowaniem. Żeby tak się nie stało, trzeba umieć korzystać z atutów tego rodzaju napędu. Hybryda umożliwia jazdę w trybie elektrycznym, ale ich bateria ma o wiele mniejszą pojemność niż te, które są w pojazdach elektrycznych, dlatego zasięg nie przekracza 50 kilometrów. Jeśli tak, to najlepiej jest wykorzystać tę energię tam gdzie silniki spalinowe palą najwięcej, czyli w miejskich korkach. Przy niskich prędkościach większość trasy pokonamy w trybie elektrycznym, więc nasz wynik będzie nawet poniżej tych z katalogu. 

Miło jest spojrzeć na wyświetlacz i na koniec jazdy po Warszawie zobaczyć średnie spalanie 1,0l /100km. Teraz trzeba podłączyć Captura do sieci. Jeśli mamy taką możliwość, to super.

Rozładowaną baterie z domowego gniazdka doładujemy w 4 do 5 godzin. Ciekawe, że niewielka różnica w czasie ładowania była przy podłączenia do szybszej stacji ładowania na mieście. Czas skrócił się do 3,5 godziny. Interesujące, bo przy innych samochodach czas skracał się przynajmniej trzykrotnie. Szybkie ładowanie jest ogromną zaletą, kilka godzin i znów możemy cieszyć się minimalnym spalaniem. Byłoby rewelacyjnie, gdybyśmy poruszali się tylko w mieście i mieli dostęp do sieci elektrycznej. Jeżeli tego dostępu nie mamy, wtedy musimy korzystać z zewnętrznej sieci, co nie jest zbyt wygodne, albo wykorzystać tryb z rekuperacją, czyli odzyskiwaniem energii podczas jazdy.

W tej sytuacji spalanie będzie oscylowało w okolicach pięciu, sześciu litrów na 100km. Wynik dobry, ale świadomość, że z naładowaną baterią byłby kilkukrotnie lepszy, psuje samopoczucie. Cóż na to poradzić, może przenieść się na przedmieścia lub jeszcze dalej. Własny domek z podwórkiem byłby rozwiązaniem problemu. Przyjeżdżamy do domu, włączamy wtyczkę do gniazdka i sprawa załatwiona. W lokalnym ruchu jeździmy prawie za darmo, a co jeśli czeka nas dłuższa trasa. W przypadku hybrydy nie musimy przejmować się logistyką, tak jak w przypadku pojazdów 100% elektrycznych. Nie martwimy się gdzie są punkty ładowania, nie liczymy na ile kilometrów wystarczy nam prądu, wsiadamy i w drogę. Hybryda w trasie korzysta z silnika benzynowego, a silnik elektryczny pełni tylko funkcję pomocniczą i nawet jakbyśmy wyczerpali całą energię elektryczną to i tak będziemy jechać dalej. W rzeczywistości całkowite rozładowanie baterii nam nie grozi. W trakcie jazdy auto samo doładowuje baterię. Wpływ na to jak szybko to robi ma styl jazdy i warunki drogowe. Ja najlepsze efekty miałem na drogach lokalnych o małym natężeniu ruchu i przy prędkościach sugerowanych przez kodeks drogowy. Energii przybyło, przy spalaniu nie większym niż 4,5 l/100km.

Próba autostradowa okazała się mało efektywna, Energii ubyło, a spalanie wzrosło. O ile, to już jest bezpośrednio powiązane z szybkością z jaką będziemy się poruszać. Dramatu nie ma, jeżeli mieścimy się w limicie ograniczeń na tym rodzaju drogi.

Czy w takim razie można uznać iż model Renault Captur jest dobrym krokiem w dążeniu do doskonałości. Z pewnością tak. Uniwersalne nadwozie, osiągi  przy niskim spalaniu są tu dużymi atutami. Najgorzej wypadł ostatni punkt z listy życzeń, czyli cena zakupu. Captur E-TECH plug-in hybryd w konfiguracji INTENS kosztuje 132 900zł. Samochód jest wart tych pieniędzy, bo tyle kosztuje nowoczesność, ale nie zmienia to faktu, iż jest to duża suma za tej wielkości auto.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor

Dane techniczne Renault Captur

Test Renault Captur TCe100