Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Megane R.S to jeden z tych samochodów, których opisać się nie da. Trzeba zasiąść za kierownicą i samemu sprawdzić, co oznacza R.S. Inaczej, ci którzy tego nie zrobili, nie będą wiedzieć o czym piszę, ci którzy tego doświadczyli nie potrzebują już żadnego opisu.

Nie mniej spróbuję. Pierwsze, co zobaczymy, to kolor. Agresywny orange doskonale pasuje do charakteru auta. Kolor widać z daleka, z bliska szybko zauważymy kolejne detale, które nie pozastawiają złudzeń. Dyfuzor, skrzela na przednich błotnikach i już wiemy, że ten samochód może więcej niż każda inna Megane.

Wnętrze zaskakująco cywilne, bez dodatkowych sportowych akcentów. Nie ma klatki bezpieczeństwa, czy specjalnych zegarów monitorujących parametry auta. Ok. są sportowe fotele i kilka stylistycznych dodatków podkreślających styl auta, ale całość nie odbiega od innych Megane, zwłaszcza tych w wersji RS Line.

Nie powinno to dziwić, bo przecież Megane R.S. jest samochodem, który możemy używać na co dzień. Przy takim założeniu, nie ma mowy, aby osiągi były kosztem komfortu. Mamy dwustrefową klimatyzację, kamerę cofania, czujniki parkowania i jeszcze kilka mniej lub bardziej użytecznych asystentów jazdy. 

 

Jest też nawigacja z możliwością wyświetlenia mapy pomiędzy zegarami przed kierowcą. Oczywiście jak w każdym dobrze wyposażonym Renault, w centrum multimedialnym znajdziemy cały zestaw elektronicznych gadżetów. Wybór koloru podświetlenia wnętrza, możliwość korzystania z telefonu przez aplikacje apple car lub android auto. Nie mogło zabraknąć dostępu do konfiguracji pojazdu, ale tym zajmę się po uruchomieniu samochodu.

Megane R.S. ma silnik o pojemności 1,8 litra generującym 300 KM i 420 Nm momentu obrotowego. Silnik współpracuje z automatyczną skrzynią biegów z możliwością zmiany biegów łopatkami. Pod maską zazwyczaj w Megane pracuje mniejsza jednostka, dlatego w tym przypadku nie zostało wiele wolnego miejsca.

Jeżeli chcemy pobawić się w samodzielne zmienianie biegów, to do dyspozycji mamy łopatki przy kierownicy. Bezkluczykowy system dostępu w Renault to nic nowego, tak samo jak przycisk uruchamiający silnik. Wciskam „start” i wita mnie piękne mruknięcie obudzonej bestii. Lekkie wciśnięcie gazu i już wiem, że tu radio nie jest potrzebne. Można ruszać.

Na starcie, samochód zawsze wybiera mi najbardziej ugrzeczniony tryb jazdy „my sens”. Nie znaczy to, że samochód traci moc i zaczynają nas wyprzedzać traktory. Moc jest, przyśpieszenie jak marzenie, czego chcieć więcej. Zobaczmy, co mamy jeszcze do wyboru z trybów jazdy. Pozostały „sport” i „race”.

Ekolodzy będą zawiedzeni, nie ma trybu, eco”, chociaż na pocieszenie znajdą w systemie ekran z „driving eco”, czyli informacjami jak bardzo „eco” przejechali trasę. Skoro nie ma trybu „eco”, to bez żalu wybieram tryb „sport”.

Pierwszą zmianą, którą od razu usłyszymy jest dźwięk wydechu. Prawdziwy, a nie z głośników dźwięk wyścigówki. Jeżeli miałbym włączone audio, to w tym momencie bym je wyłączył. Słyszeć jak auto wchodzi na obroty, potem redukcja i znów gaz, nie ma piękniejszej muzyki. W parze z dźwiękiem idzie przyśpieszenie. Czuć na kierownicy jak R.S. rwie się do przodu. Przyspieszenie według danych fabrycznych 5,7s, chociaż pomiary dały wynik 5,2s do 100km/h i nie było to ostatnie słowo tego egzemplarza. Prędkość maksymalna 255km/h też powinna zadowolić użytkowników, chociaż nie ma u nas takich dróg gdzie można by z niej legalnie skorzystać. Oczywiście nie musimy cisnąć do oporu, ale bardzo dobre przyspieszenie, jeśli korzystamy z niego umiejętnie, zdecydowanie poprawia nasze bezpieczeństwo. Wszystkie manewry na drodze stwarzają potencjalnie podwyższone ryzyko wypadku, więc lepiej jak je wykonamy szybko i sprawnie. W trybie „sport” mamy sztywniejsze zawieszenie, lepiej czujemy układ kierowniczy, ale co istotne nie obniża to istotnie komfortu podróży.

Miłym zaskoczeniem jest wyświetlacz head-up. W przypadku auta, o takich parametrach trudno przecenić ten patent. Podstawowe informacje, praktycznie mamy cały czas w polu widzenia kierowcy. Najważniejsze z nich, to prędkość i strzałka nawigacji.

Został trzeci tryb „race”. Ten jest najbardziej ekstremalnym wyborem, bo w nim mamy wyłączoną kontrolę trakcji. Podczas codziennej jazdy, zwłaszcza spokojnej, nie zauważymy różnicy pomiędzy „sport”, a „race”. Dostrzec ją można przy próbie ostrego ruszania, zrobimy to z efektownym piskiem opon. Kierownicę, także lepiej wtedy mocno trzymać w dłoniach. Wyłączenie trakcji, z pewnością zauważymy na śliskiej nawierzchni, czego w warunkach drogowych nikomu nie życzę. Zdecydowanie polecam tryb „sport”, gdzie komputer kontroluje sytuacje i w razie potrzeby koryguje błędy kierowcy. Warto zauważyć, że Megane R.S. ma system „4 control”, czyli cztery koła skrętne, dzięki czemu jest doskonałe trzymanie się drogi, praktycznie przy każdej prędkości.

Doskonałe osiągi przy zapewnieniu komfortu podróży są atutami tego auta. Nawet jak na sportowe auto, dysponuje całkiem pokaźnym bagażnikiem o pojemności 294 litrów. Czterodrzwiowe nadwozie też podnosi cechy użytkowe tego modelu. Czyżby auto idealne, bez wad. Nawet z tą teorią bym się zgodził, pod jednym warunkiem, że akceptujemy koszty z jakimi wiąże się nabycie tego Renault. Ceny w salonie zaczynają się od kwoty 157900 zł wersja R,S, Trophy jest droższa o prawie 30 tys zł i kosztuje 176900 złotych. Nominalnie duża kwota, jeżeli porównamy ją do ceny budżetowych modeli tego segmentu. Jeśli jednak porównamy ją do modeli o podobnych parametrach, to można powiedzieć, że jest ona umiarkowanie atrakcyjna. Jeżeli zakupimy najmocniejszą wersję R.S. to bonusem będzie dobre trzymanie ceny. Drugą kwestią są koszty eksploatacji, a szczególnie wydatki na paliwo. W tej kwestii, teoretycznie wszystko zależy od kierowcy.

W trasie można zejść ze spalaniem do poziomu 6 litrów na 100 kilometrów, co prawda wymaga to od kierowcy niezwykłej dyscypliny, ale jest to możliwe. Pytanie tylko czy kupując 300 konne auta, będziemy chcieli tak się męczyć. Mnie taka zabawa, a raczej męczarnia nie przypadła do gustu i spalanie szybko wróciło na inne poziomy. W zależności od fantazji, nastroju, czy pogody średnie spalanie na kilkudziesięciokilometrowych trasach mieści się w widełkach 9 – 15 litrów na 100km.

Przy dynamicznej jeździe, najczęściej kończyło się to rezultatem od 11 do 13 l/100km, aczkolwiek wspomniane 6//100km też było i w drugą stronę skali, blisko 20 litrowe spalanie także odnotowałem.

 

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor