Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Jeżeli wiemy jaki samochód potrzebujemy, to sam zakup jest już prostą czynnością. Dlatego warto poświęcić trochę czasu na określenie własnych oczekiwań. Nie ma samochodu, który spełni wszystkie wymagania. Samochód uniwersalny, to dobry wybór, szczególnie jeśli szukamy samochodu rodzinnego. W przypadku auta do pracy, nie zawsze warto iść tą drogą. Lepszym rozwiązaniem może być szukanie mniej popularnego modelu, który maksymalnie dopasuje się do naszych potrzeb. Takim niszowym modelem, jest Peugeot eTraveller.  Co prawda, vany nie są niczym nowym, luksusowe wersje VIP ze stolikiem w środku też się zdarzają. Całkowicie niszowym rozwiązaniem jest napęd elektryczny w tym segmencie pojazdów.

Ciekawa konstrukcja, której warto poświęcić więcej uwagi, bo taka konfiguracja może być strzałem w dziesiątkę, lub totalną klapą. 

Peugeot eTraveller jest klasycznym vanem, czyli autem przeznaczonym do przewozu osób. W tym przypadku maksymalna ilość miejsc wynosi 8. Z zewnątrz vana łatwo pomylić ze zwykłym dostawczakiem, zwłaszcza, kiedy mamy przyciemnione szyby. Podobnie jest w przypadku Travellera. Co prawda, mniejsza wysokość auta sugeruje nam, iż nie jest to samochód do przewozu towarów, ale prawdziwe jego przeznaczenie poznamy dopiero po otwarciu drzwi.

Tym razem, bardziej interesuje mnie to co skrywa się za przesuwanym drzwiami w części pasażerskiej. Drzwi mają elektryczny napęd, więc możemy je odsunąć dotykając klamki, lub użyć pilota. To drugie, jest zdecydowanie bardziej efektowne.

Wnętrze nie pozostawia złudzeń, jaka to wersja. Stoliczek plus wygodne fotele czyni z niego mobilne biuro. W okresie lockdownu, taki samochód zyskuje dodatkowe zalety. Lokale pozamykane, a my mamy miejsce do spotkań biznesowych. Wystarczy tylko pojechać do klienta, lub umówić się na mieście, w naszym ruchomym punkcie. Fotele zamontowano na szynach, co daje nam spore możliwości aranżacji wnętrza.  W wersji long, mamy też całkiem spory bagażnik, który możemy powiększać, aż z vana zrobimy dostawczaka.  Przewóz gabarytów, to rozwiązanie doraźne w razie zaistnienia takiej potrzeby. Warto zauważyć, że Traveller doskonale się sprawdzi jako pojazd rodzinny. W tej wersji mam miejsca dla siedmiu osób plus przestrzeń na bagaż. Zastanawiam się nad dostępem do przestrzeni bagażowej. 

Tylne drzwi mają potężne rozmiary i swoją wagę. Aby je podnieść trzeba mieć sporo wolnego miejsca za pojazdem.  Samochód w wersji Long mierzy 5300mm, czyli do zaparkowania potrzebujemy przynajmniej 5,5 metra, a do otwarcia drzwi jeszcze trochę.

Sytuację ratuje, otwierane okno w tylnych drzwiach, chociaż sięgnąć przez nie po przedmiot leżący na podłodze nie jest łatwym zadaniem.

Możliwości aranżacji wnętrza są ogromne i jest to cecha wspólna wszystkich Travellerów, bez względu na to jaki ma rodzaj napędu.  Jeżeli chcemy zobaczyć różnicę, wystarczy podnieść maskę i zajrzeć do komory silnikowej.

Niby podobnie, tylko spalinowego silnika brakuje. Czasy, kiedy można było pogrzebać przy silniku to już przeszłość, więc zamykam maskę i przechodzę na miejsce kierowcy.

Wygląda dobrze, nawet bardzo dobrze.  Pierwsze na linii wzroku są fotele.  Fotele godne limuzyny, a szereg przycisków sugeruje elektryczne sterowanie. W rzeczywistości jest jeszcze lepiej, bo dodatkowo mamy funkcje masażu. W tym momencie zadaję sobie pytanie, czy ważniejszy jest komfort kierowcy czy pasażerów. W większości samochodów, priorytetem jest kierowca, ale w tym przypadku nacisk powinien być przeniesiony na część pasażerską za odsuwanymi drzwiami.  Tak jest i w tym przypadku, dlatego miło, że kierowcy nie potraktowano jako dodatku do obsługi auta i zadbano o jego miejsce pracy. Zaczynam od zainstalowania się w fotelu, co jest wyjątkowo łatwym zadaniem. Nawet nie muszę wiele zmieniać. Widoczność typowa dla tego segmentu. Siedzimy wysoko, więc do przodu mamy rewelacyjną widoczność, na boki też nie jest źle, a pozostałe kierunki, no cóż, trzeba nauczyć się korzystać z lusterek. Wystarczy odpowiednio ustawić duże lusterka i sprawa widoczności rozwiązana.

Parkowanie ułatwia nam kamera cofania i czujniki. Dzięki nim Travellera da się zaparkować niemal na centymetry. Auto, pomimo znacznych rozmiarów jest zaskakująco zwrotne, co szybko docenimy w miejskim ruchu. Dodatkowym plusem jest wysokość samochodu. Zaledwie 1905 mm, co pozwala na wjazd do garażu i innych niskich pomieszczeń.  Łatwość prowadzenia powoduje, iż bardzo szybko zapomniałem o gabarytach auta. Tym łatwiej, iż dynamika auta jest porównywalna do samochodu osobowego.  Przyśpieszenie do setki w 11 sekund sprawia, że jest przyjemność z jazdy.  Jak jest przyjemność to zazwyczaj łączy się to z kosztami, przynajmniej tak to działa w przypadku samochodów spalinowych. W elektrycznych jest dokładnie tak samo, z tym, że dochodzą do tego dodatkowe konsekwencje w postaci czasu ładowania. W tym momencie doszliśmy do sedna sprawy, czyli zasięgu. Mój eTraveller jest wyposażony w baterię o pojemności 75kWh. Duża bateria w połączeniu z masą i gabarytami samochodu daje nam zasięg 330 km.  Przynajmniej tyle podaje producent.

Samochód naładowany do oporu faktycznie pokazuje zasięg 330 kilometrów. W dalszą podróż się nie wybieram, pokręcę się trochę po mieście, a potem gdzieś się doładuje energię. Na Warszawę elektryczny samochód jest dobrym rozwiązaniem. Elektromobilność ma swoje dobre strony z których korzystam. Korki omijam buspasem, a za parkowanie nie płacę. Żal nie korzystać, więc załatwiam sprawy w centrum i nawet nie zauważam jak szybko przybywa kilometrów na liczniku. Jeszcze szybciej ubywa ich na wskaźniku zasięgu. Po dwóch dniach zaczynam myśleć o ładowaniu. Na pokładzie mam domową ładowarkę, tylko gdzie znaleźć gniazdko. Drobiazg o którym warto pomyśleć przed zakupem. Zawsze zostają płatne ładowarki, w miarę szybko, ale nie tak tanio jak się powszechnie uważa, że jazda na prąd jest za pół darmo.  Zasięg spadł do 70 kilometrów, a to już pora podłączyć auto do sieci.  Wybrałem domowe gniazdko, lampki na zasilaczu zaświeciły na zielono. Jest dobrze, działa.  Sprawdzam co komputer wyświetlił w samochodzie.

Czas ładowania 12 h, no super, tylko dlaczego małym drukiem podaje informację „ładowanie 6km/h”. Coś się nie zgadza. Przyglądam się dokładniej i wszystko jasne, czas ładowania >12h. Zobaczymy rano.

Wracam do auta, odłączam kable i jestem mile zaskoczony 176 km zasięgu. Uruchamiam silnik, a komputer pokazuje tylko 150 kilometrów zasięgu. Nie ruszyłem jeszcze z miejsca, a już 25 km zniknęło. Dziwne, ale z obliczeń tak powinno być i jest. Może coś źle zobaczyłem. Wieczorem powtarzam operację. Zasilacz podłączony, prędkość ładowania 6km/h. Tym razem, rano zaczynam od sprawdzenia zasięgu przed odłączeniem ładowania. Odłączam zasilanie, uruchamiam silnik i znów 20 kilometrów zniknęło. Domowe gniazdko nie powala efektywnością, sto kilometrów przez noc to jednak mało. Zainstalowanie wallboxa powinno radykalnie poprawić sytuacje, a jak się go nie ma, to trzeba poszukać ładowarki na mieście.

Mam swoją ulubioną stację ładowania, nie jest ultra szybka, ale za to najbliżej domu.

Samochód podłączony, więc sprawdzam szybkość ładowania. 20km/h wygląda już całkiem przyzwoicie. W dziesięć godzin powinno przełożyć się na 200 km zasięgu. Przy samochodzie melduję się po 10 godzinach i faktycznie wyświetlacz pokazuje, że przybyło 200 km. Uruchamiam silnik i tym razem nic nie ubyło z zasięgu. Prawie w pełni naładowana bateria to śmiało można ruszać w trasę. Jest prąd, jest moc, czemu więc nie sprawdzić na co stać eTravellera.

Skoro jest tryb sport, to trzeba z niego skorzystać. Prędkość maksymalna wynosi 130km/h, potwierdzona w praktyce, przyśpieszenie pozwala na wyprzedzanie osobówek, więc jest przyjemność z jazdy. Dobrze, że trasa nie była zbyt długa, bo przy takim stylu jazdy zasięg spada w dramatycznym tempie.

Przejechałem 60 kilometrów, a ubyło drugie tyle. Całe szczęście, że niedaleko mam słupek do ładowania. Kilka godzin i straty energii uzupełnione. Po raz kolejny, okazuje się, że dostęp do energii jest kluczową sprawą przy podjęciu decyzji o zakupie pojazdu elektrycznego. Jeżeli mamy z tym problem, to lepiej sobie darować nowoczesność i poczekać na rozwój infrastruktury. Zupełnie inaczej wygląda sprawa kiedy mamy gdzie podłączyć auto, szczególnie kiedy jest to darmowa energia np. z fotowoltaiki.  Atutem będzie komfort jazdy, ciche wnętrze i dobra dynamika. Kolejnym argumentem może być wizerunek firmy, nowoczesnej i dbającej o środowisko. Abyśmy w pełni korzystali z elektromobilności musi być spełniony jeszcze jeden warunek, nasz dzienny przebieg powinien być ograniczony do 200 – 250 kilometrów lub uwzględnić przerwę na ładowanie akumulatorów. Jeśli mieścimy się w tych parametrach, to pozostaje już tylko cieszyć się z jazdy Peugeotem eTraveller.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor