Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Skoda Octavia zadebiutowała w 1996 roku i przez 25 lat jest najbardziej rozpoznawalnym modelem marki. Co ciekawe Octavia zachowała swój charakter, systematycznie budując dobrą opinię o modelu. Nie znaczy to, że Octavia się nie zmieniła. Różnica między pierwszym a ostatnim modelem jest ogromna i tylko można pozazdrościć czechom takiego skoku cywilizacyjnego.

Jak wygląda najnowsza odsłona Octavii i to w topowej wersji RS ?  Model RS, także występuje w kilku wersjach, może być napędzana benzynowym silnikiem 2,0 TSi o mocy 245KM, silnikiem wysokoprężnym 2.0 TDI SCR o mocy 200 KM. Najbardziej zaawansowanym technicznie modelem jest  wersja 1.4 TSI iV Plug-In Hybrid i mocy 245KM.  Właśnie ten model stoi na parkingu.

Jeżeli samochód kupuję się oczami, to Octavia RS powinna sprzedać się jak ciepłe bułeczki. Pewnie by tak było, gdyby nie cena sporo przekraczająca 100 tys. złotych. Najtańsza benzynowa Skoda RS została wyceniona na 139950 zł, hybryda kosztuje już 159500 zł, a diesel jest jeszcze droższy (163250zł). Do tego trzeba doliczyć parę złotych na dodatkowe wyposażenie, które do najtańszych nie należy. Grosik do grosika i na rachunku wyszło prawie 200 tysięcy, dokładnie to 195300zł.  Kwota wydaje się duża, ale w zamian otrzymujemy auto z bardzo dobrym wyposażeniem, a to kosztuje. Jeśli sprawdzimy u konkurencji to pewnie się okaże, że w Skodzie była promocja.

Przyglądam się mojej Skodzie i jestem pełen podziwu dla projektantów. Doskonale wyważone proporcje pomiędzy poszczególnymi częściami karoserii. Wszystko spięte płynnie pociągniętą linią nadwozia. Połączenie łagodnych linii z ostrymi krawędziami przetłoczeń karoserii daje piorunujący efekt. Jeśli do tego dołożymy 19” felgi w kolorze antracytu z czerwonymi zaciskami hamulcowymi to nie ma złudzeń, że jest to auto z charakterem. Kolejny miły akcent czeka nas przy próbie bliższego poznania. 

Otwieramy drzwi i na chodniku wita nas napis „SKODA”. Sympatyczny gadżet na początek, a dalej jest jeszcze lepiej.  

Trudno nie zauważyć ergonomicznych foteli dedykowanych do tego modelu.

Oczywiście sterowanie elektryczne z funkcją pamięci zapisanych parametrów. Całkiem wygodne rozwiązanie, kiedy fotel odsuwa się od kierownicy po zgaszeniu silnika. Zdecydowanie ułatwia to wsiadanie i wysiadanie. Dobranie właściwej pozycji za kierownicą nie stanowi problemu, a warto to zrobić, bo w końcu to RS, o czym przypomina nam ekran powitalny.

Czas rozejrzeć się po wnętrzu. Postępująca unifikacja i cięcie kosztów powoduje, że samochody jednego producenta coraz bardziej się do siebie upodabniają. Spodziewałem się, że i tu tak będzie, coś w rodzaju Superb tylko w trochę mniejszej skali. Projektanci w tym przypadku wybrali inną drogę. Octavia RS otrzymała własną konfigurację wnętrza. Zamiast kopi z większego brata, zrobiono mix elementów z różnych modeli Skody.  Dzięki temu każdy model jest inny, a zarazem zachowuje spójność z marką. Oprócz walorów estetycznych, taki zabieg ma jeszcze jeden atut. Wsiadając do Kodiaqa, Karoqa czy Superba czujemy się jak u siebie w domu. Przynajmniej tak było do tej pory.

Mam  ułatwione zadanie, bo nie jest to moja pierwsza Skoda, a do tego miałem poprzednią wersję Octavi RS, co stanowi punkt odniesienia. 

 

 

Patrząc na oba modele widać łagodną ewolucję stylu. Linie się wyostrzyły, nabrały dynamiki, ale najłatwiej nowy model poznać po światłach. Zwłaszcza tych z tyłu pojazdu. Wnętrze uległo głębszej przemianie. Dotyczy to zwłaszcza deski rozdzielczej. Centrum zarządzania, czyli stacja multimedialna z ekranem wbudowanym w centralną konsolę zmieniło lokalizację.

Teraz wyświetlacz w formie tableta powędrował wyżej, ponad kratki nawiewów. Osobiście, nie jestem wielkim fanem tego patentu, bo zaburza moje poczucie estetyki, ale uczciwie muszę przyznać, że takie umiejscowienie wyświetlacza jest dużo praktyczniejsze. Skraca czas dostępu do informacji, a bezpieczeństwo jest zawsze priorytetem.

Drugą zmianą, którą szybko dostrzeżemy to dźwignia zmiany biegów. Oba modele były w automacie DSG z tym, że w nowym zamiast dźwigni jest tylko przełącznik, no dobra joystick brzmi lepiej.

Fotele były i dalej są mocną stroną. Zanim ruszę w drogę, zajrzę do bagażnika.

Niczego sobie, duża powierzchnia i przyzwoita objętość, aczkolwiek poprzednik był głębszy. Różnica wynika z tego, że jest to hybryda, więc gdzieś trzeba zmieścić akumulatory, a i  przewody do ładowania hybrydy trzeba schować. Hybrydy typu plug-in można ładować na dwa, a nawet trzy sposoby. Pierwszy to podłączyć auto do domowego gniazdka, drugi to skorzystanie ze stacji ładowania samochodów. Trzecim sposobem jest rekuperacja, czyli odzyskiwanie energii w trakcie jazdy. Póki co, bateria w miarę naładowana, więc nie muszę się martwić. Wciskam przycisk „start”. Ekrany ożyły, zamrugały kolorami i cisza. Dość dziwne uczucie w samochodzie klasy RS, gdzie chciałoby się zrobić przegazówkę i usłyszeć ryk silnika. 

 

No cóż, hybryda do startu używa napędu elektrycznego, stąd ta cisza. W takim razie ruszam bezszelestnie i po drodze próbuję ustawić cel w nawigacji. 

 

System wygląda znajomo, ale trudniej mi idzie poruszanie się w ustawieniach. Pierwsze koty za płoty, przecież znam Skodę, więc dalej będzie łatwiej.

Najważniejsze, że patent z dublowaniem nawigacji pozostał. Mocno bym się zdziwił, gdyby go zmienili, bo w Skodzie działa to doskonale. Przeniesienie mapy nawigacji na cyfrowy wyświetlacz zegarów jest coraz popularniejsze, ale Skoda potrafi więcej. Możemy zwiększać lub zmniejszać skalę mapy, albo ustawić nawigację na całym wyświetlaczu. W poprzedniej wersji też to miałem, ale teraz mam jeszcze wyświetlacz head-up. W tej opcji też mam strzałkę nawigacji, oprócz aktualnej prędkości czy informacji o ograniczeniach. 

Bateria naładowana w 70 procentach, ale bak benzyny pełny, więc spokojnie można ruszać nawet w trasę. Zanim to nastąpi, pierwsze dni pokręcę się po Warszawie. 

Zasada działania hybrydy w dużym uproszczeniu jest taka. Samochód rusza w trybie elektrycznym, przy małych prędkościach także jest elektrykiem, a jak trzeba więcej mocy to do akcji wkracza silnik spalinowy. Wszystko jest dobrze, dokąd mamy naładowany akumulator. Jak prądu zaczyna brakować podłączamy samochód do kontaktu. Hybrydy mają też zdolność do odzyskiwania energii podczas jazdy. W hybrydach typu mild hybrid, rekuperacja jest jedynym sposobem na pozyskiwanie energii elektrycznej. Ja mam plug-in hybrid czyli rekuperacja tylko wspomaga ładowanie baterii. No właśnie, gdzie to jest ?  Superb miał dedykowane rekuperacji przełożenie w skrzyni biegów, a tu takiego nie widzę. Niemożliwe, aby nie było.

Jest, tylko trzeba się zagłębić w ustawienia. Nie liczmy jednak, że dzięki rekuperacji zawsze będziemy mieć prądu pod dostatkiem.  Pojeździmy zobaczymy. Na razie nie ma co się martwić. Jest prąd, jest moc, jest przyjemność z jazdy. Spalanie benzyny faktycznie na niskim poziomie.  Skoda podaje, że w cyklu mieszanym powinno się zamknąć w przedziale 1,1 – 1,2 litra na 100 km.  Teoretycznie jest to możliwe, przy pełnej baterii i delikatnym traktowaniu samochodu udaje mi się zejść do 1,6 – 1,8 litra na 100 km.

Przynajmniej taka wartość pokazuje się na wyświetlaczu pokazującym średnie spalanie. Fajnie, tylko że jest to średnia z kilkunastu,  góra trzydziestu kilometrów, a nie rzeczywistych 100 km. Jakbym przełączył napęd na tryb elektryczny, wyszłoby zero.  Dla rzetelnego wyniku przejechałem pełną setkę kilometrów. Spalanie 5 z hakiem, w sumie to powinienem napisać spalanie na piątkę z plusem, bo połowę trasy przejechałem z autostradową prędkością, a szybkość to przecież pożeracz paliwa. Do rachunku powinienem doliczyć prąd, było 30 kilometrów zasięgu w trybie elektrycznym, a jest 0. Przydałoby się naładować baterie. Problem w tym, że wróciłem do Warszawy. Znane mi, bezpłatne słupki do ładowania przemieniły się w płatne stacje, dzięki czemu korzystanie z nich stało się ekonomicznie wątpliwe. Koło domu takiej stacji nie mam, a jechać zostawić samochód i po niego wrócić to mnóstwo straconego czasu, który też ma swoją cenę. Nawet jeżeli coś zaoszczędzę na spalaniu to stracę czas. Rozwiązaniem byłby skorzystanie z domowego gniazdka, problem w tym, że do bloku nie wjadę, a z okna przedłużacza nie pociągnę. Wątpliwe, czy na tak długim przewodzie zasilacz zadziała. Odpada. Garażu z gniazdkiem też nie mam. Słabo to wygląda, ale nie ma co się martwić, zawsze można podjechać na stację i zatankować benzynę, potrwa to tylko kilka minut.

 

W takim razie jeżdżę na tym co mam, czyli głównie benzyna, a prąd co samochód wyprodukuje to zużywa na bieżąco. Wynik też nie najgorszy, ale rozpiętość zdecydowanie większa, od 6,5 do 8,0l/ 100km. Wszystko zależy od długości i stylu jazdy.

Jeżeli nasza dzienna trasa będzie wynosić kilkaset metrów w miejskim korku, to nie patrzmy na komputer, bo nam włosy dęba staną. W normalnych warunkach takiego rezultatu długo nie utrzymamy, ale 10 litrów można wykręcić przy zdecydowanym korzystaniu z mocy.

Wydawałoby się, że Octavia jest modelem na tyle już opatrzonym, że można się anonimowo przemieszczać po mieście. Nie w przypadku modelu RS. Ten zwraca na siebie uwagę, nawet jak nie robi sprintu spod świateł.

Bez logistycznego zabezpieczenia dostępu do prądu, w mieście nie skorzystamy z zalet hybrydy tyle ile byśmy oczekiwali.  Skoro tak, to zmieniamy środowisko. Własny domek rozwiązuje kłopot z dostępem do ładowania.  Domowy prąd też tańszy od komercyjnego, jedyną wadą jest to, że proces ładowania przebiega bardzo, bardzo powoli. Nie będę czekał i pojadę na skróty.

Publiczna ładowarka musi być szybsza od domowego gniazdka.

Samochód na elektrycznej rezerwie, więc nie liczę na błyskawiczne ładowanie, ale 10 godzin mnie zaskoczyło. Może trzeba głębiej pogrzebać w ustawieniach ? Akurat to by nie zaszkodziło, poznać gdzie i jakie funkcje skrywają ustawienia Skody. Niby prosta sprawa, dobór oświetlenie led ambiente.

W poprzednim modelu było tak,

 

w nowym, konia z rzędem temu kto nie znając tego modelu od razu to odkryje, że pod tymi ikonkami kryją się kolory. Widać, że projektanci pofolgowali sobie z fantazją przy tym projekcie.

Wystarczy spojrzeć na ustawienia dźwięku w całkiem dobrze brzmiących głośnikach.

Zostawiam jednak samochód i przyjadę za 10 godzin. Wytrzymałem 7,5 godziny, a nóż widelec wkradł się jakiś błąd systemu i już naładowany. Niestety nie, każe mi czekać jeszcze prawie trzy godziny, albo zadowolić się 35 kilometrami elektrycznego zasięgu. Wybieram to drugie i zwijam kable do bagażnika.

Najlepszym rozwiązaniem okazuje się własna rezydencja. Przyjeżdżamy do domu i samochód podłączamy do sieci. Jeszcze lepiej zainstalować sobie domową ładowarkę, przy tej cenie samochodu te dwa, czy trzy tysiące złotych za własnego wallboxa  do ładowania też przeżyjemy. Optymalnym rozwiązaniem będzie jeszcze własna instalacja fotowoltaiczna. Wtedy mamy komplet tego co potrzebujemy do hybrydy. Własny prąd, którym naładujemy samochód wtedy kiedy nam to pasuje.

W takich warunkach hybryda ma sens i odczujemy to na własnej kieszeni. Jeżeli nasze codzienne przebiegi nie przekraczają kilkudziesięciu kilometrów to koszty paliwa będą naprawdę niskie, albo nawet zerowe, przecież krótsze trasy oblecimy w trybie elektrycznym. Chyba trochę przesadziłem, bo chyba nie po to kupiliśmy wersję RS, aby oszczędność była dla nas priorytetem. Samochód sportowy ma dostarczać emocji, a do tego trzeba mocy obu napędów. Do dyspozycji mamy 245 KM, co przekłada się na 225km/ h prędkości maksymalnej i przyspieszenie od 0 do 100km/h w 7,3 sekundy. Wygląda dobrze.  Odczucia z jazdy potwierdzają, że moja Skoda faktycznie jest szybka, nie ma kłopotu z wyprzedzaniem. Gaz w podłogę i auto dynamicznie rwie do przodu. Wszystko w porządku, ale czegoś mi brakuje. Brutalności sportowego auta. Sztywniejsze zawieszenie, ryk silnika, to jest kwintesencja tego czego oczekuje w klasie RS. Czy tego samego oczekuje większość klientów ? Niekoniecznie.  Skoda pomimo sukcesów w motosporcie nie ma w ogólnie dostępnej gamie modeli stricte sportowego samochodu. Zdecydowana większość oferty to modele uniwersalne, doskonale sprawdzające się w roli auta rodzinnego, czy służbowego. Duża ilość modeli w różnych konfiguracjach ułatwia dopasowanie pojazdu do potrzeb.  Wśród nich zdarzają się takie z symbolem RS (Rally Sport). Skrót RS kojarzony jest z samochodami o bezkompromisowym nastawieniu na sport i to trudno pogodzić z wygodnym, uniwersalnym przeznaczeniem Octavii. Nowe rozwinięcie skrótu RS, jako rodzinny i sportowy zdecydowanie lepiej pasuje do charakteru hybrydowej RS-ki. Skoda Octavia iV RS jest propozycją dla tych klientów którzy cenią komfort, wysoką estetykę i łatwość prowadzenia samochodu o naprawdę dobrych osiągach i to przy bardzo umiarkowanym spalaniu.

W całym teście, gdzie przez większość trasy prąd był na rezerwie to spalanie wyszło 6,8l/100km. Dla tych którzy wyżej cenią adrenalinkę przy prowadzeniu samochodu lepszym wyborem będzie Octavia RS z benzynowym silnikiem 2,0 TSI.  Moc wprawdzie ta sama, ale przyspieszenie do setki już o 0,6 sekundy lepsze, a i większy silnik też ma lepsze brzmienie. W Skodzie dla każdego coś dobrego się znajdzie.

 

Oba modele mogą być podobnie wyposażone we wszystkie: ESP Z ABS, EBD, MSR, ASR, EDL, HBA, DSR, RBS, ESBS, TSA, XDS+, TPM, DRIVER ALERT, FRONT ASSIST, LANE ASSIST, SIDE ASSIST z  REAR TRAFFIC ALERT, CREW PROTECT ASSIST, DRIVING MODE SELECT , ADAPTIVE CRUISE CONTROL, LIGHT AND RAIN ASSIST, AUTO LIGHT ASSIST, PERFORMANCE SOUND GENERATOR, VIRTUAL COCKPIT, PARK ASSIST, KESSY FULL, SUNSET i jeszcze trochę.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor

Test Skoda Octavia RS 2019