Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Samochód uniwersalny, czyli do wszystkiego nie istnieje i raczej nigdy nie powstanie. Można jednak szukać takiego, który będzie spełniał najwięcej naszych potrzeb. Wiadomo, że w takim przypadku musimy zrezygnować ze skrajności. Odrzucamy wszystkie naj… typu najszybszy, najtańszy , największy itd. Po tej operacji zostaje jeszcze i tak duży wybór pojazdów.

Pierwsza myśl, że trzeba szukać w większych pojazdach, najlepiej typu kombi. Co prawda SUV miałby większą funkcjonalność, ale koszty zakupu i utrzymania nie pasują do mojej koncepcji.

Numer mniejsze są crossovery, więc może warto tam poszukać. Renault Captur wg mnie to typowy crossover, pomimo iż Renault pozycjonuje go wśród SUV-ów. Dla mnie SUV musi być w miarę duży
i posiadać napęd 4x4. Jeżeli tego brakuje, to crossover.

Masywna sylwetka pełna gracji to zasługa pracy stylistów, których designerskie zabiegi, optycznie odchudziły bryłę nadwozia. Dwukolorowy lakier, czarne listwy nad progami to jedne z nich. Proste, a skuteczne.

Wnętrze to typowy przedstawiciel marki. Renault zdecydowało się na opracowanie jednego wzorcowego wnętrza i serwuje je we wszystkich nowych modelach.  Dzięki temu, wsiadam do samochodu i wiem, że to Renault. Drobne zmiany wynikają głównie od wyboru poziomu wyposażenia. Taka unifikacja buduje rozpoznawalność marki, a  przy okazji obniża koszty produkcji.

W takiej sytuacji nie dziwi mnie, iż po otwarciu drzwi Captura, wita mnie duży ekran systemu EASY Link. 9,3” przekątnej ekranu robi wrażenie i powiem, że rozmiar ma tu znaczenie. Od prozaicznego trafienia palcem w ikonkę wyboru (ekran jest dotykowy), jakby nie patrzeć w duży cel łatwiej trafić, do łatwości odczytu informacji.  Duża mapa nawigacji, czy widok z kamery trudno przecenić. Kamera z funkcją widoku 360° to praktyczne rozwiązanie. W połączeniu z czujnikami ruchu, taki zestaw zdecydowanie ułatwia manewry samochodem, chociaż czasem te ułatwienia potrafią być irytujące.

Przejazd przez wąską bramę sprawia, że wszystkie czujniki żyją i dają znać o sobie. Miga, buczy i piszczy. Wtedy trochę dużo tych, zwłaszcza akustycznych bodźców. Jakby co, to w parkowaniu może nas wyręczyć asystent parkowania. Nie jestem fanem tego wynalazku, ale przyznaję, że sprawnie wykonuje swoją pracę. Co prawda satysfakcji z parkowania nie mam, ale przynajmniej fajnie jest popatrzeć jak kierownica sama się kręci.

Elektronika to teraz decydujący element postrzegania samochodu. Duży ekran, mnóstwo kolorów i ustawień ma świadczyć o nowoczesności auta. Czy z tego korzystamy to już inna sprawa.

Wybór koloru podświetlenia wnętrza czy zegarów to nie jest problem dla współczesnej elektroniki.  Nawet wygląd zegarów już nim nie jest. W Capturze mam taką możliwość i nawet z tego korzystam.  Ciekawe, że wcześniej modele z systemem MULTI-SENSE  miały większy wybór zegarów. Nie miały jednak jednej funkcji, która już jest. Nawigacja jest super, ale jeszcze lepiej kiedy mamy możliwość ustawienia na panelu zegarów, wskaźnika nawigacji. Drobna rzecz, mała strzałka, która pokazuje gdzie jechać przenosi nas na wyższy poziom funkcjonalności.

Elektronika to taka wisienka na torcie, super wygląda i smakuje, ale o całości nie decyduje. Ważna jest reszta wnętrza. Fotele jak zawsze w Renault bez zastrzeżeń. Wygodne, estetyczne. Fajne czerwone przeszycia pasują do wersji RS line.  Ozdobnych dodatków w kolorze czerwieni jest więcej w tej wersji, ale dość dyskretnie je zaserwowano, tak, aby nie zdominowały wnętrza. 

Miejsca jest na tyle dużo, aby czuć się aucie swobodnie. Ciekawe, bo Captur wygląda na większy samochód, niż wskazywałyby na to wymiary. Samochód mierzy zaledwie 4200 mm długości. Przy takim wymiarze, to projektanci dobrze się spisali. Nawet z tyłu nie jest źle. Wysokość auta to 1576 mm  i  to wpływa na przestronność wnętrza.

Gorzej wygląda sprawa bagażnika, bo jest dość płytki. No tak, hybryda, a więc gdzieś było trzeba zmieścić tą nowoczesność. Nie żeby tam nic nie zmieścić. Na co dzień wystarcza, ale spakować się na wakacje może być ciężko.

W takich sytuacjach możemy ratować się złożeniem oparć tylnej kanapy.

Skoro już wspomniałem o nowoczesności, czyli napędzi hybrydowym, to mój Captur jest hybrydą typu mild hybrid. Jest to hybryda bezobsługowa. W odróżnieniu od wersji plug in-hybrid różni się tym, że nie ma możliwości doładowania energii ze źródła zewnętrznego. Samochód energię pozyskuje w trakcie jazdy. Z jednej strony to plus, bo nie martwimy się gdzie podłączyć auto do prądu, z drugiej strony minus, bo prądu nie jest w nim tak dużo jakby się chciało. Obojętne, które rozwiązanie wybierzemy, ma to się przełożyć na wymierne oszczędności. W takim razie sprawdźmy jak jest w rzeczywistości.

Pierwsze wrażenie, to zaskakująco dobra dynamika auta. W sumie to nie powinno być zaskoczeniem. Hybryda ma benzynowy silnik 1,6l plus dwa silniki elektryczne. Samochód rusza korzystając z napędu elektrycznego, co przekłada się na dobre osiągi. W mieście trudno przecenić taki atut. Oczywiście o ulicznych wyścigach nie ma mowy, ale ważne, aby nie zostać ochrzczonym tytułem zawalidrogi. Przynajmniej od strony samochodu nam to nie grozi. Drugim atutem w mieście są kompaktowe gabaryty auta, co zwiększa szanse na znalezienie miejsca do parkowania.

Za to wszystko przy tankowaniu nie wystawią nam wysokiego rachunku. Spalanie poniżej 6 l/100km jest całkiem realnym wynikiem. Duży wpływ na to ma wspomniane ruszanie przy pomocy napędu elektrycznego. Taki patent sprawdza się w mieście.  Przy napędzie benzynowym, zawsze duży wpływ na spalanie miały warunki na drodze i styl jazdy kierowcy. Przy napędzie hybrydowym, krzywa spalania uległa spłaszczeniu.

W trasie  jest jeszcze bardziej uśrednione spalanie i to na dość niskim poziomie. Od 4,5l do 6,0l/100km jest miłym rezultatem. Od razu zaznaczam, że jest to spalanie przy w miarę spokojnej jeździe, bez aspiracji bycia najszybszym, ale też bez specjalnej troski o ecodriving.

Bez większego problemu można zejść w okolice 4,0 l/100km, ale to już wymaga trochę dyscypliny.

Mój Captur wyposażono w automatyczną skrzynię biegów. Taka skrzynia przy napędzie hybrydowym ma dodatkowy tryb jazdy „B”. W tym trybie ma być zwiększone tempo odzyskiwania energii. Nie przypadł mi on do gustu. Spektakularnych oszczędności nie widzę, za to przyjemność z jazdy mocno obniżona. Zwalniam nogę z gazu i czuję jakby ktoś w tym momencie zaciągał hamulec.

Spodobał mi się Captur. Świetne autko do codziennej jazdy. Wygodne, zwrotne, dynamiczne i z umiarkowanym apetytem na paliwo. Dobry kandydat na uniwersalne auto. Sprawdził się w mieście, w trasie, nawet poza trasą nie jest źle. Prześwit 174 mm pozwala na dość spokojne przejazd drogami gruntowymi, bez obawy  o uszkodzenia.

Jest tylko jeden problem, cena 120 tys. złotych, nieco przekracza przyjęty poziom na auto podręczne. Wynika to z wysokiej wersji wyposażenia i napędu hybrydowego. Najtańsza wersja Captura kosztuje 80900 zł, lub 699zł miesięcznie co już nie wygląda odstraszająco.  

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor

Test: Renault Captur E-Tech Plug-in hybryd

Test: Renault Captur TCe 100