Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Nowa Skoda Fabia jest na rynku już dobre pół roku, więc nie jest już taka nowa. Pomimo tego, ciągle nie jest łatwo spotkać ją na ulicach.  Jedynym wytłumaczeniem, jakie przychodzi mi do głowy, to zeszłoroczne problemy z dostawami nowych samochodów, bo atutów ma wystarczająco dużo, aby podbić serca klientów.

Jako typowy klient, poznanie samochodu zaczynam od oceny wyglądu. Widać kontynuacje linii poprzedniej generacji. Rozmiary nie uległy wielkiej zmianie: długość 4108 mm, szerokość 1954 mm i 1459 mm wysokości. Kształt bryły jest podobny, ale linie nabrały pełniejszego kształtu i w mojej ocenie wyszło super.

Charakterystyczne dla marki detale, choćby takie jak grill wpisują Fabię w rodzinę Skody. Trudno nie dostrzec jeszcze jednego elementu. Czarne felgi z aerodynamicznymi nakładkami przyciągają wzrok. W tej klasie nie spodziewałem się tak efektownego elementu. Co prawda wymaga sporej dopłaty ( 2400zł ), ale na taki efekt warto wydać pieniądze.

Wnętrze nie pozostawia już żadnych wątpliwości jakiej marki jest auto. Wszystkie nowe modele Skody w wyższych wersjach wyposażenia mają ten sam zestaw obowiązkowy.

Duży, centralnie umieszczony monitor systemu INFOTAINMENT, wirtualny cyfrowy kokpit i wielofunkcyjną kierownicę.  Ze schematu wyłamuje się elektryczny Enyaq, ale to już inna bajka, więc nie bierze udziału w tym porównaniu. Pierwsze wrażenie - jest tak samo, ale po chwili zauważam kilka różnic. 

Inna klawiatura pod monitorem, drążek zmiany biegów zamiast przełącznika. Nie ma to wpływu na całość i bardzo dobrze, bo wnętrze Skody jest doskonałym połączeniem funkcjonalności z wyglądem. 

W nowej Fabii jest jednak nowy element, który mnie oczarował. Podłokietnik w drzwiach pełniący funkcję uchwytu. Nie dosyć, że niesamowicie wygodny to jeszcze z odlotowym kształtem. Detal, który zostaje w pamięci.

Z tyłu, kanapa z wyraźnie wyznaczonymi dwoma miejscami dla pasażerów. Wygodnie, ale ilość miejsca na nogi zależy od pasażerów siedzących na przednich fotelach. Jeżeli nie odsuną foteli maksymalnie do tyłu, to swobodnie można podróżować.

Bagażnik o pojemności 380 litrów pozwala na spakowanie sporej ilości bagażu.

Oczywiście, oparcie tylnej kanapy można złożyć, powiększając możliwości przewozowe auta. Plusem nadwozia typu hatchback jest wygodny dostęp do bagażnika. W Fabii także korzystamy z tego, ale ciekawym rozwiązaniem jest „dzyndzel” do zamykania bagażnika.

W pierwszej chwili pomyślałem, że się z tym Skoda nie popisała. Taki gumowy „frendzel”, zamiast gustownej klameczki czy uchwytu. W trakcie użytkowania spodobał mi się ten patent. Może rewelacyjnie nie wygląda, ale jest bardzo praktyczny. Nawet wygodniejszy niż uchwyt w klapie. Ciekawi mnie tylko jego wytrzymałość, czy po kilku latach używania guma się nie zużyje. Na szczęście, element nie wygląda na bardzo drogi, więc jego wymiana nie powinna być problemem.

Wygląda dobrze, ale i tak najważniejsze jest jak auto jeździ. Że będzie dobrze, jestem spokojny. Ostatnie modele Skody jakie miałem, przyzwyczaiły mnie do tego. Gdyby Fabia, była większym autem to mógłbym mieć obawy czy litrowy silnik nie będzie zbyt mały. W tym przypadku, takich obaw nie mam, bo skoro w większej Scali 1.0 TSI dawało radę, to i w mniejszej Fabii sobie poradzi.

 

W mojej Fabii jest właśnie taki silnik 1,0 TSI o mocy 110 KM i automatyczna skrzynia DSG.  Automatyczna skrzynia DSG jest wygodnym rozwiązaniem. Nie musimy martwić się o zmianę przełożeń, bo automat zrobi to nie tylko płynnie, ale nawet szybciej niż byśmy to zrobili samemu. Co prawda różnica w przyśpieszeniu od 0 do 100km/h wynosi zaledwie 0,01s na korzyść automatu, ale zawsze to coś. Przyśpieszenie 9,9s do setki, samochodu z litrowym silnikiem jest dobrym wynikiem, co da się zauważyć podczas eksploatacji. Nie ma problemu z dynamicznym ruszeniem czy wyprzedzaniem. Prędkość maksymalna wynosi 205km/h co w zupełności mi wystarcza.

 

Jeśli miałbym szukać słabych stron, to wskazałbym na przeciętną chęć do współpracy z systemem „stop-start”. Wszystko jest dobrze przy w miarę ustalonych warunkach. Gorzej, jak ruch się mocno zagęszcza i nie wiadomo czy to już korek, czy jeszcze nie. W takiej sytuacji system „start-stop” nie nadąża. Wyłącza silnik, a tu już trzeba ruszać. Na szczęście system „start-stop” można wyłączyć, co kończy problem.

 

W sumie to chyba jedyna taka uwaga in minus, reszta na plus. Jeżeli jeszcze okaże się, że jest autem o umiarkowanym apetycie na paliwo, to sukces na rynku murowany. Według danych producenta, średnie spalanie w cyklu WLTP mieści się w przedziale 5,5 – 6,1 l/100 km.  Laboratoryjne warunki pomiaru zweryfikowałem podczas  rzeczywistej jazdy i niestety nie zostały potwierdzone.

W trasie prawie udało mi się zmieścić w katalogowych widełkach. 6,2l/100km to przyzwoity, a nawet dobry wynik, zwłaszcza, że nie starałem się walczyć o niski rezultat.  30% trasy to miasto, reszta to drogi lokalne o różnym natężeniu ruchu. Było trochę pojazdów do wyprzedzenia, ale i jakieś zawalidrogi się trafiły, więc nie ma co narzekać, jak korzysta się z całego stada 110 koni. Myślę, że oszczędni zejdą poniżej 6 litrów. W mieście zdecydowanie trudniej ustalić średnie spalanie. W tych warunkach spalanie o litr więcej mogę uznać za bardzo przyzwoity rezultat.

 

Wygodne, ładne auto z umiarkowanym apetytem na paliwo to przepis na sukces, oczywiście po spełnieniu jeszcze jednego warunku. Jeżeli ma to być popularne auto, to musi być w atrakcyjnej cenie. Najtańsza wersja Skody Fabia 1,0 MPI ( 80KM ) została wyceniona na 62000 zł.   Do 110 konnej wersji 1,0 TSI trzeba dopłacić 5000 zł. Jeżeli jednak zdecydujemy się na automatyczną skrzynię biegów DSG to będziemy musieli sięgnąć do kieszeni po kolejne 8000 zł. Jeszcze więcej będzie kosztowała najwyższa wersja wyposażenia STYLE, a to wcale nie zamyka cennika. Kompletując dodatkowe wyposażenie bez problemu można przekroczyć 100000 zł. Moja Skoda kosztowała 111250 zł z czego 27750 zł to właśnie dodatkowe wyposażenie.  Kwota robi wrażenie, szczególnie jeśli ktoś pamięta starsze modele Skody w tym segmencie. Wtedy były to tanie modele z przeciętną technologią.

Kilkanaście lat wystarczyło, aby Skoda awansowało do wyższej ligi producentów samochodów, ale nie ma nic za darmo. Nowoczesne technologie kosztują. Co prawda podstawową wersję z ceną 62 tys. złotych można uznać za umiarkowanie tani pojazd, to mocniejsze i lepiej wyposażone egzemplarze do tanich nie należą. Za co w takim razie płacimy? Oprócz wspomnianego silnika TSI i automatycznej skrzyni, na cenę olbrzymi wpływ ma elektronika i systemy wspomagania. Ta sama technologia co w Fabii jest w Octavi, czy flagowym modelu Superb czy Kodiaqu, a że nie są to tanie rzeczy to zagadka rachunku za moją Skodę została rozwiązana.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor