Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

 

Śniadanie od 9. Cała godzina na posiłek. Czasu dość, ale po wczorajszej kolacji, to lepiej iść wcześniej, a nóż znów będzie brakowało żarcia.

Dziś jemy nie na sali bankietowej, a w budynku kawiarnio restauracji. (Tak na marginesie to bardzo podoba mi się klasyczna bryła tej budowli. ) No tak, jedzenie jest, tylko jeść nie ma gdzie. Kilka stolików na co dzień wystarcza, ale nas tu jest koło setki. Jakby grupę podzielić na tury, to byłoby ok, ale nikt nie przewidział, że większość przyjdzie od rana. Trzeba docenić  zdolność do uczenia się, albo instynkt samozachowawczy. 

Polujemy na miejsce i mamy stolik dla całej trójki. Teraz trzeba zobaczyć, czy jeszcze zostało w bufecie co na talerz włożyć. Miłe zaskoczenie, wszystko jest. Nawet te potrawy na ciepło, jajecznica i parówki są na bieżąco donoszone. Jak widać obsługa też szybko się uczy.

Dziś dzień "moto", czyli dużo jeżdżenia. W końcu to zlot fanów motoryzacji, a nie wczasy. W planie roadbook, park krajobrazowy i tor motocrosowy.

Zaczynamy od roadbooka. Co to takiego?

Roadbook to taki dziwny zapis trasy. Zamiast zwykłego opisu, dostajemy kartkę z kratkami. Każda kratka to fragment trasy. Na pierwszy rzut oka, wygląda to na czarną magię. Strzałki, kreski, jakieś liczby i symbole. Po chwili da się w tym rozeznać. Liczba umieszczona w kratce oznacza ile metrów liczy ten odcinek w kratce. Strzałka to nasza droga, a kreski które dochodzą do naszej strzałki to drogi (tak jak na mapie). Tajemnicze symbole to ułatwienia, czyli charakterystyczne punkt jakie spotkamy.  Krzyż, kapliczka, ogrodzenie, tory, itp. To bardzo pomaga w weryfikacji czy dobrze jedziemy. Żeby było ciekawiej, to roadbooki  często występują w parze z zadaniami do wykonania.  Mogą to być np. pieczątki do zdobycia,  czy fotopunkty to znalezienia. Fantazja organizatorów nie zna granic, więc nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać. Takie pieczątki można przecież umieścić na drzewie, albo wysoko na drzewie, albo w błocie, czy nawet zakopać. Specjaliści w utrudnianiu życia załogom, plombują kartę drogową w samochodzie i nie ma zmiłuj, trzeba samochodem dojechać do pieczątki. Co dziwne,  uczestnicy lubią trudności.  Rozpędziłem się w pisaniu o pieczątkach, a nie wszyscy może wiedzą na czym ta zabawa polega.  Pieczątki są prawdziwe i należy nimi podstemplować kartę drogową. Trudność polega na tym, że często są one ukryte, albo trudno dostępne. Jeszcze trudniejszy wariant jest wtedy, kiedy karta drogowa jest przyczepiona do samochodu,  trzeba dojechać autem do pieczątki i odcisnąć znak na karcie.

Dużo łatwiejsze są fotopunkty. Dostajemy zestaw zdjęć i szukamy tych miejsc na trasie. Jeśli znajdziemy, wpisujemy która to kratka roadbooka i gotowe.

Tym razem z zadań są tylko fotopunkty, więc albo organizatorzy zlitowali się nad nami, albo wykazali się zwyczajnym  lenistwem.  Niby mówią, że cały roadbook jest ulgowy, ale czy oby na pewno? Pożyjemy zobaczymy.

Na przejazd roadbooka są dwie szkoły. Ta bardziej ortodoksyjna twierdzi, że każda załoga jedzie sama,  dopuszcza się jazdę w parach, aby w razie kłopotów miał kto nas wyciągnąć.

Druga szkoła preferuje jazdę w kupie. W tym przypadku nie liczy się wynik, ale dobra zabawa. Zalecane jest radio CB na wyposażeniu, gwarantuje dużo śmiechu.

Organizatorzy  zazwyczaj  walczą z tą drugą szkołą, bo rzekomo wypacza wyniki.  Sposób na to mają jeden, wypuszczać auta na trasę w odstępach czasu.  Efekt, no cóż, jak impreza jest bez ciśnienia na wynik, to na metę i tak przyjeżdżają kolumny samochodów.

Nasi organizatorzy poddali się od razu.  Podział jest tylko na dwie godziny startu.


 

Start za chwilę, trwa jeszcze odprawa. To obowiązkowy punkt każdej imprezy.  Wszystkie wątpliwości trzeba wyjaśnić przed wyjazdem. Informacje o trudnościach mogą zadecydować o tym, czy wrócimy bez strat.  W naszym interesie jest być na odprawie.

Więc tak, dzisiejszy roadbook jest dla pojazdów z napędem 4x4. Wersji dla aut osobowych nie ma, ale jest tradycja klubowa, że ekipy samochodów osobowych dosiadają się do 4x4.

Jak już wspomniałem trasa jest lajtowa, czyli minimalny stopień trudności. Podobno nawet płaskie (osobowe) mają szanse. Jest tylko jedno miejsce, gdzie mogłyby mieć problemy.

Na koniec prośba o spokojną jazdę i można ruszać.

Pierwsza grupa pojechała. My odczekamy godzinę i też w drogę.

Humory dopisują, pogoda też, choć akurat to nie zawsze jest na plus przy terenówkach. Błoto mile widziane, a tego dzisiaj raczej nie spotkamy. Jedziemy w środku kolumny. Taka pozycja, zwalnia z myślenia, nawet specjalnie nie kontrolujemy trasy, ot tak patrzymy czy kierunek się zgadza. Poruszamy się po drogach gruntowych, ale dość równych. Faktycznie płaskie dałyby radę.  Widoki niczego sobie, zahaczyliśmy o brzeg Wisły, zatoczyliśmy koło i jesteśmy pod ośrodkiem. Niby łatwo i prosto, a dwa pojazdy gdzieś się zgubiły. Może chcieli się urwać, jeśli tak to zrobili to skutecznie, nikt nie wie kiedy i gdzie odpadli. Podobno żyją.

Przed nami druga część trasy.  Tu straszy  kratka z napisem "bardzo trudne miejsce".  Za chwilę zobaczymy jaki ten wilk straszny.  Wjeżdżamy w las. Po kilkudziesięciu metrach kolumna się zatrzymuje. Bardzo trudne miejsce to podjazd wąwozem. Normalnie to w takiej sytuacji należy ruszyć cztery litery i obejrzeć przeszkodę i obmyślić sposób jej pokonania. W takim "turystyku" jak dziś będziemy przeszkodę brać bojem bez rozpoznania.  W końcu, to na odprawie było, że przejezdne tylko trzeba gazu dawać. Czy płaski też da radę, to zaraz się przekonamy. Jedzie taki z przodu.

Pierwszy poszedł, chwila i startuje następny. Powoli przybliżamy się do linii startu. Przed nami Węgier, też jedzie nową Vitarą. Jak on da radę, to my też musimy. Sprawa honoru i to całego kraju. Co czeka na podjeździe to trudno ocenić, bo widać tylko część trasy do zakrętu.  Ruszył Węgier, czekamy aż schowa się za zakrętem i po chwili start.  Tak na wszelki wypadek, napęd na cztery koła i blokada.  Początek banalny. Wąwóz jest przepiękny, wąski ze stromymi ścianami.

Jeśli można mówić o trudnościach, to jest wąsko, nawet bardzo, ale jedzie się w koleinach z których nie ma możliwości wyskoczyć.  Kierowcy zostaje tylko dodawać gazu. No to gazu, zakręt i stoimy.  Węgier przed nami też stanął.

Teraz to już nie ma wyjścia, trzeba przynajmniej wysłać pilota niech obaczy co się stało. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jest tak wąsko, że nie można otworzyć drzwi. Trochę się da, a moja załoga na szczęście nie utyła na zlotowym jedzeniu. Wysunęli się z auta przez malutką szparę i idą na zwiad.  Za moment mam już info. Płaski wisi, akcja ratownicza trwa.  Sytuacja nie była krytyczna, zasypanie dołu gałęziami  uratowało  desperata.  Wszystkie  4x4 przejechały bez problemu. Przyznać trzeba, że kawałek tego podjazdu  było i gdyby nie to, że dziś sucho, to rzeczywiście mogło to być trudne miejsce.

Na górze postój, przecież każdy ciekawy co się stało. Niestety tym razem gawiedź będzie zawiedziona. Nie dosyć, że płaski przeżył, wjechał o własnych siłach to jeszcze strat nie ma. Nic to, przerwa dobiegła końca więc grupa dalej rusza w las. Las ma wiele zalet, a leśne dukty są nieprzewidywalne,  tu możne zdarzyć się wszystko. Jest tylko jedna wada - gałęzie. Nie wszystkie są groźne, te miękkie krzywdy nie robią. Za to twarde to śmiertelny wróg lakieru. Oczywiście nie ma co liczyć na wiedzę wyniesioną ze szkoły. Tam uczy się ekogłupoty, a życiową wiedzę nabywamy na własnych błędach.  Czy jest na to lekarstwo - oczywiście nawet cała gama: maczeta, siekiera, sekator. Warto coś z tego mieć pod ręką.  Walka z takim podstępnym dziadostwemwymaga czujności. Nawet na chwilę nie można odpuścić. Jedzie się, piękny wysoki las i raptem pisk i zostaje rysa.   Teraz dokładnie tak samo.   Po wąwozie nastąpiło rozluźnienie, przecież to co najgorsze to mamy już za sobą. Mijamy jakichś rowerzystów, patrząc po minach to mocno zdziwieni skąd tu samochody.   Jakoś tak wesoło się zrobiło i niewiadomo skąd, wredny krzaczek wystawia pazury na drogę.  Pacyfikacja gada to zadanie pilota.  Droga uporządkowana, należy się nagroda, ale czy to jakiś leśnik doceni ?

Koniec lasu..... cdn.

Część pierwsza : Dzień pierwszy

Część trzecia: Kolejny dzien zlotu cz.2