Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Renault Megane R.S. Line. Litery R.S. i fanom sportowych samochodów Renault nic więcej nie trzeba mówić.  Sprawa nie jest już tak oczywista, gdy mamy wersję R.S. Line. Czy będzie to tylko pakiet stylistycznych dodatków upodabniających „cywilną” wersję do auta sportowego, czy jednak znajdziemy w nim coś więcej, co pozwoli nam poznać smak adrenaliny ?

Osobiście jestem przeciwnikiem tego typu zabiegom. Lubię jasne sytuacje, chcę mieć sportowy samochód, to muszę liczyć się z konsekwencjami. Wyższa cena, większe spalanie i droższa eksploatacja, w zamian otrzymuję ponad przeciętne osiągi. Pakiety, które sprawiają, iż auto owszem wygląda dobrze, ale w parze nie idą osiągi jest łagodną formą oszustwa. Niestety biznes nie zna słowa etyka, liczy się wynik sprzedaży, a tu każdy chciałby dużo otrzymać i mało zapłacić. Tak się nie da, za wszystko trzeba płacić, a skoro wygląd ma zostać, trzeba ciąć osiągi. Ciekawe jaką drogą poszło Renault? W Megan R.S. nie było miejsca na kompromis, czy tak samo będzie z R.S. Line? 

Najprościej jest spojrzeć na stronę producenta. R.S.Line jest najwyżej pozycjonowaną wersją osobowej Megane i nie można jej zamówić w konfiguracji z najsłabszym 115 konnym silnikiem benzynowym. To akurat dobrze, jeśli auto wygląda na sportowy wózek to nie może być zawalidrogą na drodze. Do wyboru mamy benzynowy silnik o pojemności 1332 cm² i mocy 140 KM lub 160 KM. Zapowiada się dobrze.

Wszystko ok, tylko co w cenniku robi R.S.Line w 115 konnym dieslu?  Nie to, żebym miał coś do silników wysokoprężnych, nawet lubię te pracowite „traktorki”. Jednak w tym przypadku muszę powiedzieć: Renault nie idźcie tą drogą.

Szybko zapominam o tym nieporozumieniu z dieslem, moje Megane nie ma problemów z brakiem koni, bo jest ich 160 KM, a to już całkiem zacne stadko. Czerwony kolor, także pasuje do takiej wersji. R.S. Line dość dyskretnie prezentuje swój charakter. Widać, że jest to auto z pazurem, ale trudno szukać w nim wielkich spojlerów czy innych detali bijących w oczy. Na dobrą sprawę, R.S.Line najłatwiej poznać po tylnym dyfuzorze.  Jeszcze bardziej można uprościć to do dwóch rurek wydechu. Taki wilk w owczej skórze. Niby normalne autko, a potrafi zadziwić.

Wnętrze, z pewnością będzie typowe dla Renault i jest to komplement. Po prostu, ostatnie modele marki przyzwyczaiły mnie do pewnego standardu. Dobre wyczucie pomiędzy nowoczesnością, luksusem a gadżeciarstwem. Co prawda, ostatnio balans przesuwał się w stronę gadżeciarstwa, ale takie możliwości oferuje wszechobecna elektronika.  

Miałem pewne obawy, czy projektanci nie pójdą za modą i nie dokleją tableta do centralnej konsoli. Na szczęście pozostał ładnie wbudowany dotykowy ekran multimedialny. Za to lubię Renault, każde auto musi trzymać szyk. Jest dobrze, co prawda wygląda bardzo podobnie, żeby nie powiedzieć, że tak samo jak poprzednia wersja.

Fotele zawsze były mocną stroną Renault. Zaskoczenia nie ma, jest dokładnie tak jak się spodziewałem, a nawet lepiej. Czarna alcantara na mocno wyprofilowanych sportowych siedzeniach wygląda super. Nie tylko wygląda, fotele są naprawdę wygodne. Właśnie kształt foteli jest najbardziej widocznym atrybutem, który sugeruje nam, że mamy do czynienia z autem o sportowym zacięciu. Czerwone przeszycia na fotelach są detalem, który tylko pobudza nam apetyt na adrenalinę.

Samochód wyposażony jest w system bezkluczykowy, czyli aby otworzyć lub zamknąć auto nie potrzebujemy szukać kluczyków, wystarczy, że mamy przy sobie elektroniczną kartę. Podobnie jest, kiedy chcemy uruchomić silnik. Wystarczy nacisnąć przycisk „start”.  Przycisk uruchamia nie tylko silnik, ale i całą elektronikę. Dzięki niej, mamy możliwość personalizacji samochodu. Ilość ustawień i kombinacji jest ogromna.

Jeżeli wcześniej nie mieliśmy do czynienia z systemem MULTI-SENSE to warto zapoznać się z nim, zanim ruszymy w drogę. 

Do wyboru mamy szereg parametrów, od tych które dbają o nasze samopoczucie np. kolor podświetlenia zegarów, do tych które dbają o nasze bezpieczeństwo.  Wszystko można zmieniać w trakcie jazdy, na dotykowym ekranie o przekątnej 7”, ale taka zabawa nie wpływa na poprawę bezpieczeństwa, więc radzę ograniczyć zabawę do tego co niezbędne, jak chociażby wybór trybu jazdy.

Do wyboru mamy opcje: sport, comfort, eco i my sense. Trzy pierwsze nie wymagają wyjaśnień. „My Sense” to indywidualny dobór ustawień, który najczęściej kończy się zdublowaniem trybu „sport”.

Wszystko jasne, więc można ruszać.

1332cm³ pojemności silnika wielkiego respektu nie wzbudza, ale może chociaż spalanie będzie umiarkowane. Zdecydowanie lepiej wygląda 159 KM i 270 Nm momentu obrotowego. W katalogu dane o przyśpieszeniu od 0 do 100km/h wyglądają obiecująco, ma to zająć tylko 8,3 sekundy. Jak na auto „cywilne” to bardzo dobry rezultat, oby potwierdziło się to na drodze.

R.S. Line to wersja, która ma pogodzić ogień z wodą, czyli sportowe ambicje kierowcy z oszczędną eksploatacją i funkcjonalnym wnętrzem. Gdyby sportowe ambicję ograniczały się tylko do wyglądu auta to test już byłby zaliczony, podobnie byłoby z funkcjonalnością.

Dwie pary drzwi i spory bagażnik pozwoli na bezproblemowe, codzienne użytkowanie auta. Spalanie i osiągi, to trzeba już sprawdzić na drodze. W mieście trudno będzie to pogodzić, ale podejmuję próbę. Jedyny sposób jaki przychodzi mi do głowy, to spokojna jazda. Nie powinno to sprawić kłopotu, teoretycznie wystarczy jeździć zgodnie z przepisami. Łatwo powiedzieć, gorzej zrealizować, chyba, że lubimy prowokować innych do agresji. W takim razie wybieram wariant dostosowania się do warunków na drodze. 

Idzie mi całkiem dobrze, spalanie w mieście, trochę ponad 7 l/100km, to jak na 160 konne auto uznaję za sukces. Ćwiczenie charakteru jest tu dodatkowym bonusem. Nie dać się sprowokować, ruszyć bez zrywów i koniecznie przewidywać co się wydarzy. Eco driving może i jest fajną zabawą, ale liczę, iż poluzowanie dyscypliny będzie fajniejsze. Nie to, żeby zaraz się ścigać, ale dynamicznie ruszyć, wyprzedzić czy dodać więcej gazu faktycznie poprawia nastrój. Rzut oka na wynik spalania i miłe zaskoczenie – 7,8l/100km. Skoro tak, to hulaj dusza piekła nie ma.   Włączam tryb „sport” i samochód zmienia swoje oblicze. Lekkie wciśnięcie gazu przekłada się na żywiołową reakcję auta. Wszystkiemu towarzyszy rasowe brzmienie silnika, co prawda dźwięk wydobywa się tylko w kabinie, ale cóż, nie drążmy tematu, aby nie psuć nastroju. Odrobina iluzji nie zaszkodzi, przynajmniej poczujemy smak sportowego auta. Ponieważ nie ma nic za darmo, to podczas tankowania także odczujemy różnicę. Jak dużą, to już zależy od naszej fantazji.

Wróćmy na ziemię. Nawet bez trybu „sport”, mocy wystarcza do dynamicznej jazdy. Przełączam na tryb „comfort” i teraz cieszę się niemal luksusowymi warunkami podróży.  Miękko zestrojone zawieszenie niweluje nierówności drogi, nawet spowalniacze nie są bardzo irytujące. Warto zauważyć, że Megane R.S. Line nie jest typową wyścigówką, więc nie ma mocno obniżonego zawieszenia, co w mieście jest dość istotną cechą. Krawężników u nas nie brakuje.

Na komfort duży wpływ ma dobre wyciszenie wnętrza, co pozwala delektować się muzyką w trakcie jazdy.  O jakość dźwięku skutecznie zadbała marka „BOSE”.

Oczywiście we współczesnym samochodzie nie może zabraknąć wspomagaczy kierowcy. Co roku jest ich coraz więcej. Nie inaczej jest w nowym Megane.  Z tego co przybyło, dla mnie najważniejsze są dwa elementy znacznie podnoszące nie tylko wygodę, ale i bezpieczeństwo.

Pierwszym z nich jest nawigacja wyświetlana pomiędzy zegarami.  Zdecydowanie mniej czasu potrzebujemy, na odczyt informacji którą mamy bezpośrednio przed sobą.  Skrócenie czasu, kiedy nie obserwujemy drogi jest nie do przecenienia. Jeżeli potrzebujemy więcej informacji o drodze, to zawsze możemy skorzystać z dużej nawigacji na centralnej konsoli.  

Ułamki sekund, mają znaczenie, dlatego ucieszyła mnie druga nowość, wyświetlacz przezierny Head-Up.  W tym przypadku mamy informację wyświetlaną bezpośrednio na linii wzroku. Oczywiście, aby nie zakłócać pola widzenia, ilość informacji ograniczona jest do niezbędnego minimum. Mnie, szybkość i strzałka nawigacji w zupełności wystarczają, z reszty mogę zrezygnować.  Obie nowości docenimy szczególnie w trasie. Megane R.S. Line jest stworzone do przemieszczania się na większe odległości.  Nie ma znaczenia jaki tryb wybierzemy w każdym, auto dostarcza nam odpowiednią dawkę mocy, aby nie przejmować się czekającymi nas manewrami. 

Cechą samochodów Renault jest łatwość ich prowadzenia.  Lekko i płynnie działające mechanizmy w połączeniu z dużym zastępem asystentów, ułatwiają życie kierowcy. Kierowcy pozostaje decyzja korzystać z nich lub nie. Osobiście lubię parkowanie równoległe, ale jeżeli chcę może to za mnie zrobić samochód.  

Czas ocenić tą wersję Renault Megane. Koncepcja uniwersalnego samochodu o zwiększonych osiągach nie jest nowa. Zazwyczaj była dobrze przyjmowana przez klientów, pod jednym warunkiem, że cena nie była mordercza dla całego projektu. Podstawowa wersja Renault Megane TCe 115 Life, wyceniono na 75900zł, sportowa 300 konna Megane R.S. to już wydatek minimum 150000 złotych.  Nasza „usportowiona” Megane R.S. Line kosztuje 108 400zł. Spora kwota, ale trzeba pamiętać, że jest to najwyższa wersja wyposażenia Megane. W tej cenie oprócz mocy otrzymujemy min: dwustrefową klimatyzację, cyfrowy zestaw wskaźników, system Muli-Sense, Easy Link i całą gamę asystentów, łącznie z tym od parkowania. Oczywiście w cenę wliczono sportowe fotele i pakiet stylistyczny R.S. Line. 17 calowe felgi też swoje kosztują, więc kwota zakupu  jest uzasadniona.  Zdecydowanie na plus w porównaniu ze sportową wersją R.S. wypadają koszty eksploatacji.  W trasie spalanie na poziomie 6 litrów z hakiem na 100km nie jest wybitnym osiągnięciem. Średnia z kilkuset kilometrów jazd testowych wyniosła 7,8l/100km. Pewnie byłoby mniej, ale trzeba było sprawdzić co auto potrafi. 

Kupić, nie kupić, oto jest pytanie. Jeśli mamy odpowiednie środki, a potrzebujemy uniwersalne auto do codziennego użytku to warto rozważyć tą propozycję.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor

Dane techniczne Renault Megane