Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Mazda 6 Kombi to klasyka gatunku. Duży, uniwersalny pojazd, idealny dla firmy lub rodziny. Co prawda SUV-y przejęły znaczną część familijnego klienta, ale większy i bogatszy rynek firmowy nadal potrzebuje takich samochodów. Biały kolor idealnie kojarzy się z wizerunkiem auta służbowego. Nic dziwnego,  do białego pasuje każda reklama, więc niewielkim kosztem upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Samochód dodatkowo reklamuje firmę.  Popularne oklejanie folią całego pojazdu, też już nie kosztuje majątku, ale jednak nie zawsze chce się jeździć słupem reklamowym. Każdy chciałby jeździć ładnym samochodem, ale zaprojektować ładne kombi to nie jest prosta sprawa. Trzeba pogodzić kilka skrajności.  

Kombi musi oferować maksymalnie obszerne wnętrze, funkcjonalność, a to nie zawsze idzie w parze z modną linią nadwozia. Mazda znalazła na to sposób. Nazywa się „KODO – Dusza ruchu” i zakłada tworzenie samochodów pełnych życia i indywidualizmu. 

Takie podejście do projektowania jest już na granicy tworzenia sztuki. Patrząc na sylwetkę Mazdy 6 skłonny jestem powiedzieć, że patrzę na dzieło sztuki.

Samochód mierzy 4805 mm długości i 1840 mm szerokości, to naprawdę duże auto, jednak linia nadwozia zachowała lekkość i dynamikę. Dynamicznie poprowadzone linie nadwozia, długa maska z ostro zarysowanym grillem, nawet przetłoczenia karoserii sugerują nam, że to autko ma chęć do życia.  Stosunkowo wąskie szyby boczne dodają uroku Mazdzie.

Do tego wysunięty grill, wąskie światła i mamy drogowego drapieżnika gotowego do działania. Jeżeli tak, to trzeba podnieść maskę i zobaczyć jakie serce skrywa. 

Na początek lekkie zdziwienie, auto za ponad 100 tys. i patyczek zamiast siłownika do podtrzymania maski. Ok. wersja bazowa, ale mimo wszystko w tej cenie wypada trzymać pewien poziom. Do napędu mojej Mazdy zastosowano 2-litrową jednostkę benzynową  SKYACTIV-G o mocy 145 KM i 230 Nm momentu obrotowego. Silnik współpracuje z 6 biegową automatyczną skrzynią. Jak wspomniałem, jest to podstawowa wersja, wszystkie pozostałe silniki oferowane do Mazdy  generują większą moc, od 165 KM do 194 KM. Nawet silnik wysokoprężny oferuje więcej, bo aż 184 KM. Mogłoby być więcej, ale i tak nie powinno być źle . W końcu to jest auto służbowe, a nie wyścigówka.

Ruszymy w drogę, to się okaże jak jest naprawdę. Póki co, to jeszcze nawet na dobre nie rozgościłem się we wnętrzu. Pierwsze wrażenie na plus i to duży.  Lubię eleganckie wnętrza. Przestrzeń i dobre materiały.  Z przyjemnością zajmuję miejsce za kierownicą.  Nigdy nie miałem Mazdy, więc trzeba rozejrzeć się co gdzie jest.  Przy okazji odkrywam miękkość materiałów. Nie ma twardych nieprzyjemnych w dotyku plastików, a to już argument, aby polubić auto. Ok. miło i przyjemnie, ale zanim ruszę warto sprawdzić czy wszystko jest na swoim miejscu.  Wygląda, że nie będzie problemów.

Przed ruszeniem wypadałoby określić jakie mam oczekiwania co do tego auta. W przypadku auta rodzinnego, zwłaszcza jeżeli to jest jedyne auto w rodzinie, to sprawa jest prosta. Auto do wszystkiego, musi sprawdzić się w każdej sytuacji, jako miejska dojazdówka i samochód którym zabierzemy rodzinę na wakacje. Za bagażówkę też zdarza się robić. Zupełnie inaczej jest w przypadku aut firmowych. Tutaj decyzja zakupu poprzedzona jest poważną analizą. Często samochód ma dość wąski zakres przeznaczenia, więc w tym obszarze musi być maksymalnie dopasowany do potrzeb.

Czy Mazda 6 kombi znajdzie swoje miejsce ? Bez problemu, nie muszę długo szukać. Ostatnio miałem sporo wyjazdów szkoleniowych. Czasem samemu innym razem z zespołem. Co wtedy się liczyło?  Głównie dwie rzeczy,  brak zmęczenia w trakcie podróży i miejsce na bagaż.  Wygląda że Mazda 6 kombi wypełnia te kryteria. Zacznijmy od bagażnika. Kombi już ze swojej natury powinno oferować dużo miejsca. 

Nie zawiodłem się.  Bez problemu zmieszczą się materiały reklamowe, próbki materiałów, roll-upy, a jak wyjazd z noclegiem to i torba podróżna się zmieści. Nawet jak będziemy jechać w cztery osoby, to także damy radę się spakować. Jeżeli intensywnie korzystamy z przestrzeni bagażowe, warto dokupić gumową matę.  Uchroni ona wykładzinę przed zabrudzeniem czy wytarciem.

 Kolejnym ułatwieniem są umieszczone w bagażniku dźwignie do składania oparcia tylnej kanapy.  

Co, ważne uzyskujemy w miarę płaską powierzchnie.  

Tak, już całkiem w gratisie znajdziemy sprytnie schowane haczyki na siatki.

Spakowani, więc można ruszać w drogę. Silnik uruchamiamy przyciskiem „start”. Nie może być inaczej,  ten drobiazg to jak granica między XX a XXI wiekiem. Inna sprawa, że jest to po prostu wygodne rozwiązanie.

Uruchomiony silnik, więc i cała elektronika ożyła. Mazda poszła swoją drogą, opierając się kolorowym trendom. Monochromatyczny zestaw zegarów mnie się podoba. Ładnie komponuje się z srebrnymi detalami i czarno-szarymi materiałami wykończenia wnętrza. Kolor dozowany jest bardzo oszczędnie, tylko gdzie nie gdzie pojawia się kolorowy akcent dla ożywienia wnętrza. Dzięki takiemu zabiegowi wnętrze nabiera dyskretnej elegancji.  Dobre samopoczucie już jest, wrzucam pierwszy bieg i ruszam. O zmianie biegów już zapominam, bo Mazda jest w automacie. Wyjazd po mało luksusowej drodze, a tu całkiem przyjemnie. Jak mam gdzieś jechać, to dobrze wiedzieć gdzie. Nic prostszego jak włączyć nawigację.

Proste, tylko trzeba opanować dżojstik, bo właśnie takim urządzeniem obsługujemy system multimedialny. 

Obsługa nie jest tak intuicyjna jak przy pomocy ekranu dotykowego, ale jak już się przyzwyczaimy to zaczynamy doceniać też i plusy. Czysty ekran, nie wybrudzony paluchami to jeden z nich. Wróćmy do nawigacji.  W innych autach szło mi łatwiej, ale i tu się udało.  W nagrodę, oprócz wskazań na ekranie, dostaję informację wyświetlane na szybie.  

Wyświetlacz Head-up jest dobrym rozwiązaniem. Najważniejsze informacje mamy na wysokości wzroku. Szybkość i strzałka z nawigacją w zupełności zaspokajają moje zapotrzebowanie na informację. Uzyskuję je bez odwracania uwagi od drogi.

Mazdę przyjemnie się prowadzi, chociaż przyznam, że pierwsze kilometry poświęciłem na zaaklimatyzowanie się do pojazdu. Wynikało to z tego, że przesiadłem się z małego sportowego samochodu, charakteryzującego się zupełnie innymi parametrami. Przez co mamy całkiem inne czucie auta. Kilka kilometrów wystarczyło, aby wyczuć auto i poczuć się jak w limuzynie. Zwieszenie ładnie tłumi nierówności, chyba że trafimy na poprzeczny wąski spowalniacz na którym nieobciążony tył nieprzyjemnie podskoczy.  Mazda 6 ma spore wymiary, więc w wąskich uliczkach trzeba uważać przy manewrach.

Z pomocą przychodzą czujniki. Całkiem precyzyjnie da się zaparkować, jednak dziwi brak kamery cofania, a przecież jest ona standardem w wielu tańszych autach. Sugerowałbym zainwestować
parę złotych, ta inwestycja może się szybko zwrócić. 

Miasto nie jest idealnym środowiskiem dla Mazdy 6.  Zdecydowanie lepiej sprawdzają się tu mniejsze samochody, łatwiej im znaleźć miejsce do parkowania i spalanie też będzie mniejsze. Dwulitrowa benzyna musi swoje spalić. 

Jeżeli mamy kierowcę z ciężką nogą i będzie miał rozwieść towar do punktów rozmieszczonych co kilkaset metrów, to wynik może być kosmiczny.  Na szczęście, do tego są inne pojazdy.

Realnie wynik w okolicach 10 litrów na sto kilometrów jest normą i takie mniej więcej spalanie mi wychodzi.

Chciałem auto do połykania kilometrów w trasie, więc nie ma co się męczyć w mieście, tylko ruszać w drogę. Wyjeżdżam z miasta i wiem, że żyję.  Wygodna pozycja za kierownicą, miejsca tyle, że nawet pasażerowie nie zakłócają strefy komfortu.  Dobrze wyciszone wnętrze, komfortowe zawieszenie, nawet stonowana kolorystyka sprzyja odpoczynkowi w podróży. Przydałoby się trochę więcej mocy. 145 KM to nie jest mało, ale auto swoje waży, a jak dołożymy pasażerów z bagażem to spadną nam osiągi. Oczywiście dalej możemy przemieszczać się z prędkością za którą grozi  wysoki mandat, ale mocne wciśnięcie gazu przy niższych prędkościach nie przynosi takiego efektu jaki bym chciał. Lekarstwem na to jest włączenie trybu „sport”.  Obroty wzrastają o przynajmniej 1000, co słychać i czuć. Tak to można się bawić.  

No tak, ale to nie jest auto do zabawy tylko do pracy. Wyprzedziłem, wyłączam „sport” i płynę wygodnie dalej. U celu wysiadam wypoczęty. O to właśnie chodziło. Nie wypadało się spóźnić, więc miejscami trzeba było lekko przycisnąć, a na autostradzie wykorzystać zwyczajowe kilka km/h ponad normę.

Ciekawi mnie jakie wyszło spalanie.  8,2l/100km jest przyzwoitym wynikiem. Wracając, spróbuję pojechać bardziej ekonomicznie.

Wyszło 6,9l/100km.  Dobry rezultat, bo nie starałem się jechać na wynik za wszelką cenę. Bez problemu można zejść w okolicę 6l/100km, ale nie ma co liczyć, że ktoś będzie tak oszczędzał autem firmowym.

Średnia z testu, po przejechaniu 500 kilometrów w różnych warunkach wyniosła 7,5l/100km.

Ceny Mazdy 6 zaczynają się od 117900zł brutto.  Jak na segment D nie jest to kwota wygórowana. Już w podstawowej wersji oferuje całkiem bogate wyposażenie. Ponieważ moja Mazda jest w automacie cena wzrosła do 125 900zł i ciągle jest to bardzo umiarkowana kwota. W gratisie lakier Snowflake White, czujniki parkowania i dywaniki, w sumie 6000zł.   Dobra cena i jeszcze lepsza wartość rezydualna.  Mazdy plasują się w ścisłej czołówce pojazdów osiągających najwyższe wartości rezydualne.  Wartość ta określa ile procent wartości nowego pojazdu odzyskamy przy jego sprzedaży po określonym czasie.

Dwa dni za kierownicą i kilkaset przejechanych kilometrów pozostawiło dobre wrażenie.  Samochód sprostał oczekiwaniom, czyli szybko i bez zmęczenia dojechać do celu. Miałem obawy, czy podstawowa wersja, nie będzie zbyt skromnie wyposażona jak na segment „D”. Okazuje się że nie, jest wszystko co potrzeba, a księgowy  będzie zadowolony.  Dodałbym jedynie kamerę cofania.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor