Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Elektromobilność na polskim podwórku nie ma łatwego życia, co specjalnie mnie nie dziwi.  Zanim wydamy pieniądze, trzeba poznać co chcemy kupić. Hybrydy przebiły się do świadomości kierowców, zwłaszcza te w wersji mild hybrid, gdzie praktycznie nic nie trzeba zmieniać w naszych przyzwyczajeniach.  Wsiadamy i jeździmy jak do tej pory, a technika sama zrobi co trzeba. Plug-in hybrid to wyższy stopień wiedzy, ale w razie jakby słabo nam poszło z jej przyswojeniem, to pojedziemy na benzynie. Co innego auto w pełni elektryczne, tu trzeba przeorganizować swoje nawyki i przemyśleć na nowo logistykę użytkowania takiego pojazdu.

Jak się do tego zabrać? Wiedzę z pierwszej ręki trudno zaczerpnąć, bo elektryki dopiero od niedawna zagościły na motoryzacyjnych salonach. Ceny też sporo wyższe niż aut z tradycyjnym napędem, więc duże prawdopodobieństwo, że jesteśmy pierwszymi z naszego otoczenia, którzy chcą wkroczyć na drogę elektromobilności.  Kupić w ciemno, pod wpływem ekopropagandy  to spore ryzyko. Telewizja, prasa, jakoś też wpisują się w propagandę, no cóż kto płaci za reklamy ten wymaga.  Wiarygodnych informacji można szukać w specjalistycznych źródłach, lub w mniejszych niezależnych mediach internetowych.

Można też rozpocząć zgłębianie wiedzy samemu. Pierwszym co przychodzi do głowy, to jazda próbna.  Jak ona wygląda, można przeczytać w artykule http://autowpracy.pl/index.php/porady/2689-jazda-probna-czy-warto-skorzystac. Pomysł dobry i wart wykorzystania. Jeżeli mieszkamy w dużej aglomeracji, gdzie swoje salony mają wszyscy obecni na rynku, to tym bardziej musimy to zrobić. Problem w tym, że hybrydę lub elektryka mają w ofercie prawie wszyscy importerzy.  Poznanie tych aut zajmie nam mnóstwo czasu, nawet jeżeli mocno zawęzimy kategorię poszukiwań.  Sytuacja komplikuje się, kiedy w naszej miejscowości nie ma salonów z autami, wtedy realizacja tego zadania wydaje się niemożliwa.

Ograniczyć się do dwóch czy trzech aut w całkiem nowej dla nas kategorii pojazdów nie jest idealnym rozwiązaniem. Szybko, może się okazać, że trzeba było lepiej się przyłożyć do poszukiwań. Czyżby sytuacja bez wyjścia dla polskiej elektromobilności ?

Oczywiście, że nie.  Electric Day jest przykładem, jak zrobić to skutecznie. Wystarczy zgromadzić w jednym miejscu samochody hybrydowe oraz elektryczne i zaprosić potencjalnych klientów. Proste rozwiązanie, niestety kosztowne. Nie dziwi więc, iż na ten event zostały zaproszone tylko osoby mające wpływ na zakup samochodów firmowych, w dużych firmach lub samorządach.

Pomysł już znam, teraz pozostało tylko wziąć udział w tym wydarzeniu. Miejsce spotkania – Tor Słomczyn i już zapowiada się lepiej niż dobrze, bo tu samochodami się jeździ, a nie tylko ogląda.

Ponad sto samochodów z napędem hybrydowym lub elektrycznym i jeden z ogniwami wodorowymi. Czy w jeden dzień dam radę wszystkimi pojeździć. Trudne zadanie, ale z pomocą przychodzą organizatorzy. Grunt to dobra logistyka. Uczestników eventu podzielono na grupy, samochody także rozdzielono. Do każdego zadania przydzielono pulę samochodów. Każda grupa musi zmierzyć się ze wszystkimi zadaniami.

Moja grupa zaczyna od wyjazdu po okolicy. Uczestników jest tylu ile samochodów. Sympatyczny Mercedes nie ma kierowcy, więc zaczynam jazdę od niego. Wyjeżdżamy kolumną i w trasie zamieniamy się samochodami. Kilkanaście kilometrów i wracamy do bazy. Fajnie, ale to najsłabsza próba z tych które na mnie czekają. Znaczy się, że teraz będzie jeszcze lepiej.

Kolejnym zadaniem w programie są jazdy indywidualne. Na placu czeka kilkadziesiąt samochodów z kluczykami w środku. Wystarczy wsiąść i jechać. W aucie jest roadbook z kilku kilometrową trasą, ale nie ma obowiązku korzystania z tej trasy, możemy jechać gdzie chcemy. Dobrze tylko zmieścić się w kwadransie, bo raz, że inni też chcą jeździć, dwa że sam też chcę pojeździć innymi autami. 

Wybór duży, na pierwszy ogień idzie Ford Tourneo PHEV,

potem Volkswagen.

KIA,

Jaguar, znów Ford i już zaczyna się kolejna próba.

Tym razem jazda po torze, tego odpuścić nie można.  To czego nie powinno się robić na drodze, tu nawet trzeba zrobić, czyli gaz w podłogę i na tor. Oczywiście, nikt czasu nie mierzy, bo nie są to zawody, ale to nie zmienia faktu, że w takich warunkach można sprawdzić jak faktycznie auto trzyma się drogi. W normalnych warunkach, na ulicy podczas jazdy próbnej nie przekonamy się  jak zachowuje się auto w bardziej ekstremalnych warunkach. Co innego na torze, można pojechać na granicy naszych umiejętności, co najwyżej wypadniemy z trasy, ale wszystko jest bezpiecznie i pod kontrolą. Auto zazwyczaj ma większe możliwości od naszych umiejętności, więc przekonamy  się czy potrafimy je wykorzystać. Tak w ogóle to jazda na torze powinna być w programie nauki jazdy, dobrze jak młodzi adepci nabiorą trochę pokory do mocy i szybkości auta.

Każde auto ma inną charakterystykę prowadzenia, której nie poznamy na jeździe wokół salonu. Dobranie jej do naszych potrzeb jest kluczowym elementem, nie warto płacić za coś czego nie wykorzystamy. Tu mamy różne samochody, diametralnie różne, od miejskich jeździdełek, do kilkuset konnych bestii. Co ciekawe, ilość koni nie musi przekładać się na nasze subiektywne poczucie dobrego prowadzenia. O wyniku końcowym decyduje mnóstwo, często niezauważalnych składników, np. pozycja za kierownicą. W każdym samochodzie jest dobrze, ale przesiadając się z jednego do drugiego zauważamy, że w niektórych czujemy się lepiej. Tu mamy możliwość takiego porównania.

Kolejną próbą jest test stewarda, czyli tak przejechać wyznaczoną trasę aby nie wylać wody ze szklanki znajdującej się na masce. Próbę mam wykonać sympatycznym Jaguarem. Myślałem, że duża moc będzie utrudnieniem, a poszło niezwykle łatwo. Woda się nie wylała, więc resztę czasu wykorzystuję na kolejne jazdy indywidualne.

Przerwa na posiłek i wracam na tor.

Tym razem slalom. Następna porcja samochodów już czeka aby nimi pojeździć. Znów różna moc i różne kategorie. Taka mieszanka dobrze pokaże różnice w prowadzeniu. Sensownie rozstawione pachołki dają możliwość przeprowadzenia tego zadania na całkiem sporej prędkości, a zarazem całkowicie bezpiecznie.

Nawet nie wiem kiedy dziesięć autek przetestowanych, więc pozostało mi tylko ostatnie przygotowane przez organizatorów zadanie.

Tam czekają tylko cztery samochody. Co ciekawe wszystkie z segmentu crossover/SUV.  Przypadek czy przemyślany wybór ?

Nie ma przypadków, wybranie podobnych samochodów ma na celu pokazanie, że są różnice, które mogłyby nam umknąć, gdybyśmy każdy samochód testowali oddzielnie. Weźmy dla przykładu kamerę cofania.

Każdy z tych samochodów ją ma, ale w każdym jest trochę inny obraz. Dopiero teraz widać, że niekoniecznie wygrywa najlepsza rozdzielczość. Podobna sytuacja jest z pozycją za kierownicą,  widocznością w lusterkach itd. W każdym jest dobrze, ale o końcowym wyniku decydują subiektywne odczucia.

Próby zakończone, ale warto wspomnieć, że Electric Day to nie tylko testy samochodów. Co prawda, w tym roku oferta firm obsługujących floty była skromniejsza, ale i tak znalazłem interesujące propozycje. Pierwszy raz, uzyskałem informacje o technicznych wymaganiach dotyczących przyłączenia wallboxa.

Event Electric Day dobiegł końca. W ciągu kilku intensywnie spędzonych godzin, poznałem lepiej ofertę hybryd i elektryków, niżbym chodził miesiąc po salonach. Warto było.

Tekst i zdjęcia:

Dariusz Pastor