Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

 

II Edycja Floty Dostawczej już za nami.  W tym roku wydarzenie składało się z dwóch części Pierwsza to panel prelekcji, druga to sprawdzenie pojazdów w ruchu.

Ktoś, kto nigdy nie brał udziału w takich spotkaniach może powiedzieć, że kilkudziesięciominutowy wykład nic nie daje. W ciągu godziny nie da się przeprowadzić dobrego szkolenia. Oczywiście jeśli tak postawimy sprawę to ma całkowicie rację, tylko że prelekcja to nie kurs doszkalający. Celem nie jest przekazanie wiedzy, a zasygnalizowanie tematu. zwrócenie uwagi na jego istotne aspekty.

Weźmy taki przykład.  Telemetria.  Dla większości nie jest to obce pojęcie, ale czy jesteśmy na bieżąco z możliwościami jakie nam oferuje? To już nie tylko prosty GPS i lokalizacja naszego pojazdu.  Warto wiedzieć, że teraz możemy dysponować prawie pełną wiedzą o tym co się dzieje z samochodem. Co więcej taką informację możemy otrzymywać w czasie rzeczywistym. Czas pracy, spalanie, obroty silnika, niezaplanowane postoje, to tylko podstawowe funkcje współczesnych systemów korzystających z telemetrii.  Informacje możemy otrzymać także w postaci gotowych raportów.   Możliwości są olbrzymie, trzeba tylko o nich wiedzieć.

Drugi przykład.  Mocowanie ładunku. Wydawałoby się, że temat banalny.  Ładunek ma być zabezpieczony. Proste, ale diabeł tkwi w szczegółach. Systemów mocowań jest mnóstwo i w praktyce okazuje się, że pasy transportowe to wcale nie jedyny i nie najlepszy sposób unieruchomienia ładunku. Pozostają jeszcze kwestie prawne. Np. kto jest odpowiedzialny za zabezpieczenie towaru, przewoźnik, nadawca czy odbiorca.  Dobrze jest znać swoje prawa i obowiązki, zwłaszcza, że regulacje prawne i ich interpretacja też ulegają zmianie.

Druga część Floty Dostawczej, to sprawdzenie pojazdów podczas jazdy. Tutaj sytuacja jest podobna. Można powiedzieć, że nie ma możliwości poznania samochodu przez kilka czy nawet kilkanaście minut. Owszem, tylko że to nie jest poznanie samochodu, a porównanie. Nie chodzi tu o prosty wybór lepszy - gorszy, a  o bezpośrednie porównanie kilku podobnych pojazdów. Jak się to odbywało?

Samochody podzielono na trzy grupy: małe, średnie, duże dostawcze. Dla każdej z tych grup wyznaczono krótką trasę na torze.  Zasady testu proste, każdy z uczestników przejeżdża trasę każdym samochodem.

Pierwsza próba, to awaryjne hamowanie z ominięciem przeszkody na płycie poślizgowej. Takie zadanie wyznaczono dla małych dostawczych.  8 samochodów różnych marek.  Modele tańsze i zdecydowanie z wyższej półki cenowej. 

Średnie dostawcze miały zaprezentować zwrotność i dynamikę auta.  Trasa przewidywała: parkowanie tyłem na kopercie, dłuższa prosta do rozpędzenia auta, hamowanie i przejazd przy pełnym skręcie kół po ciasnym okręgu. Tutaj także kilka samochodów różnych producentów. Od bardzo dynamicznych do przysłowiowych wołów roboczych.

Dla największych pojazdów zadanie polegało na przejechaniu trasy z dowolną prędkością, a następnie  parkowaniu tyłem.

Co dają takie próby? Najważniejsze to właśnie bezpośrednie porównanie.

Ponieważ przejazdy dokonujemy na tej samej trasie w tych samych warunkach, to mamy możliwość bezpośredniego porównania samochodów.  Dopiero wtedy wychodzą drobne niuanse, o których na drugi dzień nie będziemy pamiętać. Niestety, jeśli dokonamy złego wyboru, to w trakcie eksploatacji mogą boleśnie o sobie przypomnieć. Tu jest to świeże doznanie, czy hamulec ręczny pasuje nam bardziej po prawej czy lewej stronie. Pozycja za kierownicą, widoczność, czytelność zegarów, detali jest tak dużo, że ogromne znaczenie mają subiektywne doznania. Lepiej było przed chwilą, czy teraz, a może w którymś aucie od razu poczujemy się jak w domu. Kolejna sprawa to wyposażenie, czy wystarczy nam auto w podstawowej wersji, a  które elementy uznamy za istotne naszych pieniędzy. Dzięki takim testom, zobaczymy że każdym autem wykonamy próby, ale naszym faworytem nie koniecznie będzie najdroższy i najlepiej wyposażony samochód.

Dariusz Pastor