
Polubiłem JAC-i. Fajnie się nimi jeździ, ale trudno je opisywać. O czym tu pisać, skoro nic się nie urwało, nic nie popsuło, sensacji nie ma? Wyposażenie i osiągi też nie wyróżniają się ani mocno na plus, ani na minus. Wszystko jest tak normalnie. Zupełnie nie jak w orientalnym samochodzie, który miał szokować.
Jest jak jest i trzeba zmierzyć się z normalnym samochodem.

JAC JS6 jest średniej wielkości SUV-em. W zasadzie nawet większym z tych średnich. Ma 4600 mm długości, 1890 mm szerokości i 1700 mm wysokości. Ładna, zwarta sylwetka, zaokrąglone linie kojarzące się z dynamicznymi autami tego segmentu.

Podoba mi się umiar w zastosowaniu samochodowej biżuterii, czyli chromu i plastików. Chrom do czerni pasuje. Tutaj jest go tylko tyle, aby podkreślić linię auta. Podobnie wygląda sprawa z plastikiem. Czarne elementy przy czarnym lakierze tylko delikatnie zaznaczają charakter SUV-a. I dobrze. Łatwo przesadzić i udawać, że samochód jest terenówką albo autem premium. A JAC nie jest ani jednym, ani drugim.

Dobre pierwsze wrażenie. Wsiadam i wrażenie nie mija.

Wnętrze we współczesnym, dobrym stylu. Duży, zintegrowany panel informacyjny obejmuje dwa wyświetlacze: zegary przed kierowcą i centralny ekran multimedialny. Lubię takie rozwiązanie. Dla mnie wygląda bardziej elegancko niż dwa oddzielne ekrany.
Projektanci poszli w kierunku elegancji. Zdecydowanie tu więcej chromu, staranne wykończenie i dbałość o szczegóły. Przeszycia na fotelach, miękkie materiały, wszystko spójnie składa się w całość. Szaro-czarna kolorystyka dobrze wpisuje się w ten klimat.

Jest jeszcze stylistyczny smaczek – panel sterowania klimatyzacją. Przyciąga wzrok, a przy okazji jest całkiem wygodny w obsłudze. Tutaj umieszczono również włącznik świateł awaryjnych. Jest pod ręką, co nie zawsze jest oczywiste w chińskich samochodach.
Wszystko dobrze wygląda, ale zobaczymy, czy eksploatacja też nie zawiedzie.

Zaczynam od ustawień. Elektryczne sterowanie foteli, kierowcy nawet z pamięcią ustawień, czyli trzeba to zrobić raz, a dobrze. Fotel, kierownica i lusterka ustawione. Teraz czas na podłączenie telefonu.

Poszło bez problemów i jest miła niespodzianka. W poprzednim JAC-u, którym jeździłem, nawigacja z Androida działała tylko po kabelku. Dość zaskakujące, ale tak było. Tutaj to już historia. Teraz jest OK.
Na początek wystarczy zabawy ustawieniami. Resetuję licznik i w drogę.

W JAC-u JS6 zamontowano benzynową jednostkę o pojemności 1499 cm³, generującą 174 KM mocy i 280 Nm momentu obrotowego. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 9,6 sekundy. Parametry całkiem przyzwoite, nawet powyżej średniej w tym segmencie.
Ruszam i trzeba to zrobić z wyczuciem, bo autko rwie się do jazdy. 174 KM to całkiem sporo. Może nie są to osiągi sportowego samochodu, ale mój JAC przecież w tej kategorii nie startuje.

Pierwsze kilometry w miejskim ruchu. Jest spoko, auto całkiem fajnie się prowadzi. Jest dość twarde, sztywne, więc kierowca dobrze je czuje, a zarazem na tyle komfortowe, że nie ma mowy o braku wygody. Mnie taka konfiguracja pasuje.
Doskonale sprawdza się na moich leśnych terenach. Zawieszenie tłumi nierówności i korzenie, zwiększając moją pewność, że damy radę pokonać je bez wysiłku.
W takich warunkach często zastanawiam się, co jest lepsze: komfortowe bujanie czy twarde dzwonienie zębami na wybojach. JAC JS6 fantastycznie wybiera środek.
Brak napędu 4×4 i terenowych opon to wystarczający powód, aby nie szukać przygód w prawdziwym terenie. Za to spokojnie możemy poruszać się na granicach cywilizacji. Minimalny prześwit wynosi 160 mm, więc z umiarkowanymi koleinami, błotkiem i oczywiście wszelkimi drogowymi spowalniaczami nie powinno być problemu.
Z tymi ostatnimi JAC naprawdę dobrze sobie radzi. Nawet te najbardziej wredne specjalnie nie bolą.

Nie dziwi mnie, dlaczego SUV-y opanowały miasta. Mają masę zalet. Są wygodne, obszerne i dają poczucie bezpieczeństwa. Już sama pozycja za kierownicą poprawia samopoczucie. Siedzimy trochę wyżej niż w osobówce, mamy lepszą widoczność i do tego sporo blachy wokół nas, którą możemy traktować jak pancerz.
Wyżej zawieszony samochód nie tylko łatwiej pokonuje spowalniacze czy krawężniki. Kiedy przyjdzie zima, zwiększają się też nasze możliwości parkingowe. Nie musimy od razu omijać każdej nieodśnieżonej miejscówki.

To po stronie plusów. Minusem SUV-ów są ich gabaryty. Jakby nie było, miejsce parkingowe musi mieć odpowiednie rozmiary, żebyśmy się zmieścili. Dobrze, że mamy kamerę 360°. Parkowanie przestaje być wyzwaniem.
Drugim miejskim minusem może być spalanie. Krótkie dystanse, korki i mnóstwo świateł nie sprzyjają jeździe o kropelce. Nie jest źle, średnia oscyluje wokół 9 l/100 km.

Mniej powinno być w trasie, szczególnie na lokalnych drogach. Faktycznie tak jest. Komputer pokazuje 7,6 l/100 km. Akceptuję wynik i jadę dalej. Tym razem nie bawię się w ecodriving, chociaż kusi, aby zejść poniżej siedmiu litrów. Nie mam ochoty, więc od razu przeskoczę na drogi szybkiego ruchu.
Prędkość jest tu kluczowym czynnikiem. Autostradowe maksimum i wracamy na poziom 9 l/100 km. Niemieckiej autostrady nie było w planie, więc to, co powyżej limitu, trzeba pominąć.
Producent podaje średnie spalanie na poziomie 8,07 l/100 km. Zadziwiająca precyzja, do drugiego miejsca po przecinku. Może według normy WLTP da się to tak dokładnie wyliczyć.

Moje obserwacje to widełki 7,5–9,5 l/100 km. Sprawdzam rachunki z kalkulatorem i zapiskami przejechanych kilometrów. Pod tym mogę się podpisać. Spalanie sprawdzone i zaakceptowane.
Wracam do funkcji użytkowych auta. Niby drobiazg, ale fajnie, że jest tutaj kilka gniazd USB. Panoramiczny dach też będzie miłym dodatkiem. Wystarczy odsłonić roletę i słońce rozświetla wnętrze. Przednią część można otworzyć, co również jest miłym akcentem.

Czas na bagażnik. W JS8 był ogromny i tutaj też imponuje swoją pojemnością. 490 litrów pozwala na wiele, ale w razie potrzeby, składając oparcia kanapy, powiększamy przestrzeń do 1080 litrów. Wystarczy na dużo więcej niż codzienne zakupy.

Słabym punktem jest roleta. Mało precyzyjne prowadnice, a w zasadzie punkty, w które trzeba ją wsunąć. Ciężko trafić w oba jednocześnie. Drobiazg, który potrafi irytować, ale na ogólną ocenę wielkiego wpływu nie ma.

JAC JS6 jest kolejnym JAC-iem, który dobrze wpisał się w potrzeby codziennego życia. I zrobił to dokładnie w taki sam sposób jak poprzednie auta tej marki.
Zamiast iść w efektowne gadżety, projektanci postawili na elementy, z których faktycznie korzystamy. Dopracowano je bez eksperymentowania z nowinkami, dzięki czemu otrzymujemy produkt, który znamy, lubimy i potrafimy z niego korzystać.

Samochód jest przewidywalny. Wsiadam i mogę jechać, nawet nie sięgając po instrukcję.
Na koniec niespodzianka. Tego SUV-a można teraz kupić za 99 900 zł.
Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor