Auto w Pracy

Slideshow Image

Chińskiego pick-upa jeszcze nie miałem, więc czas to zmienić. Na horyzoncie pojawił się JAC T8 Pro. Wcześniej miałem dużego SUV-a tej marki – JAC JS8 Pro – i pozostał mi po nim wizerunek solidnego, normalnego auta bez ekstrawagancji. Taki pewniak – wsiadasz i jedziesz. Ciekawe, jak będzie tym razem.

Pick-up to pojazd, który kojarzymy z Ameryką, ale w Polsce też mieliśmy swoje pick-upy. W takiej wersji można było spotkać Warszawę czy Syrenę. Nie można też zapomnieć o Tarpanie. Dlaczego tamte pojazdy nie zrobiły w Polsce kariery? Wynikało to z ich specyfiki. Pick-up to samochód do pracy, a w komunie samochód był synonimem luksusu. Oczekiwania, potrzeby i charakter auta kompletnie się rozjechały. Wtedy, jak już ktoś miał samochód, to taki, żeby móc się nim pokazać, a nie do roboty.

Pick-upy powróciły w czasach transformacji jako samochody do pokazania własnego stylu. Często chodziło tylko o pokazanie zasobności portfela. Oczywiście gdzieś w tle były też pick-upy robocze, które tyrały po budowach, ale one nie rzucały się w oczy.

JAC T8 Pro jest właśnie takim osiołkiem do pracy. W tej sytuacji wygląd może nie jest najważniejszy, ale trudno nie zauważyć pojazdu mierzącego 5325 mm długości, 1880 mm szerokości i 1830 mm wysokości. Mój T8 Pro ma jeszcze zabudowaną pakę z relingami na dachu, co dodatkowo potęguje jego gabaryty. Jest wielki i całkiem ładny. Klasyczny pick-up.

Solidny przód z ogromnym grillem, długa maska, podwójna kabina, a za nią skrzynia ładunkowa. Skrzynię można adaptować do własnych potrzeb lub gustu. Mnie najbardziej podoba się otwarta, z pałąkiem, na którym są dodatkowe reflektory. W pick-upie zazwyczaj wygląd nie jest jednak priorytetem, tylko funkcjonalność, więc mam zabudowę, bo jest dużo bardziej praktyczna. Główny argument to zabezpieczenie ładunku przed warunkami atmosferycznymi i ingerencją innych osób.

Czas na wnętrze. Tu też nie ma zaskoczenia. Mamy solidnie wyglądające wnętrze, które moglibyśmy pomylić z tym z dobrego auta osobowego. Nie pomylimy, bo to wnętrze jest pół metra nad ziemią. Jak już się tam dostaniemy, można na świat patrzeć z góry. Zdecydowanie widać więcej.

Przyda się to podczas manewrów, a jeszcze bardziej pomoże nam w nich kamera. W tak dużym samochodzie to jedna z ważniejszych rzeczy na liście wyposażenia. Widok wyświetla się na ekranie o przekątnej 10,4". Tak duży ekran w tym segmencie nie jest oczywistością, a szkoda, bo właśnie tu istotna jest łatwa i sprawna komunikacja pomiędzy kierowcą a autem. W tym przypadku duży wyświetlacz nie jest modą, tylko praktycznym rozwiązaniem. W pracy nie ma czasu na zabawę.

Przy okazji warto zauważyć, jak ciekawie wkomponowano ten monitor w deskę rozdzielczą. To też praktyczne rozwiązanie – obudowa chroni go przed uszkodzeniem.

Samochód ma manualną skrzynię biegów, a co za tym idzie, obsługujemy trzy pedały. Od razu zapaliła mi się czerwona lampka. Koniecznie trzeba sprawdzić, jak będzie z miejscem. Chińczycy są innej budowy ciała niż Europejczycy, co czasem widać w ergonomii pojazdu. Z tym nie ma co czekać i od razu robię test buta roboczego. Jeśli obsługa auta będzie możliwa w butach budowlanych, to OK. Jak nie, oddaję samochód, bo dalsza zabawa nie ma sensu. Samochód zostaje. Bez problemu obsługuję trzy pedały.

Wracam do elektroniki i systemów wspomagania. Jest klimatyzacja, kamera, są systemy wspomagania i na szczęście nie ingerują zbyt mocno w pracę kierowcy. Są, działają i nie muszą mi co chwilę przypominać o swoim istnieniu.

Jeden punkt mnie tylko zastanawia. Dlaczego nawigacja z telefonu nie działa bezprzewodowo? Kolejny JAC, który domaga się podłączenia telefonu kabelkiem. W tym przypadku jest to szczególnie irytujące, bo każdy luźny kabel przeszkadza i jest narażony na uszkodzenie lub zabrudzenie. W końcu to samochód roboczy, więc kabel nie będzie miał łatwego życia.

Zanim ruszę, trzeba sprawdzić, co mnie będzie napędzać. W chińskich samochodach silniki wysokoprężne nie są zbyt często spotykane, a tu mamy dwulitrowego diesla. Najwyraźniej konstruktorzy JAC-a, tak jak ja, uważają, że w pojazdach użytkowych diesel jest bezkonkurencyjny. Siła, wytrzymałość i ekonomia są tu głównymi atutami.

Dwulitrowy diesel generuje 136 KM mocy i 360 Nm momentu obrotowego. Moc nie powala, ale robotę zrobi. Owszem, dynamika nie jest oszałamiająca. W zasadzie na tle nowych osobówek czy SUV-ów jest dość marna. Pytanie tylko, gdzie użytkujemy to auto. Na budowie ścigać się nie będziemy, przewożąc narzędzia czy materiały też nie.

Co innego w takiej Warszawie. Dynamiką odstajemy, start spod świateł też przegramy. Powoli, majestatycznie nabieramy szybkości, później już jest z górki. Zwłaszcza jak chcemy zmienić pas ruchu – no kto nas nie wpuści? Nawet piesi tak bardziej z respektem się rozglądają, jakby zauważyli różnicę między ich masą własną a masą pick-upa.

Kompletnie nie przeszkadza mi jego ospałość w mieście. Trudniej zaparkować, a w zasadzie samo parkowanie nie stanowi problemu. Problemem jest tylko znalezienie odpowiednio dużego miejsca.

Wyjeżdżam z miasta. Na codzienne zakupy trochę za duży, a do lansu na ulicach zdecydowanie za mało mocy. Na pożegnanie ze stolicą sprawdzam spalanie. Jak na wielkomiejski ruch w godzinach szczytu, 9 z dużym hakiem nie jest tragedią. Najważniejsze, że nie przekroczyło 10 l/100 km. Im dalej od Warszawy, tym lepsze spalanie. Już spadło w okolice 9 l/100 km.

Zmiana środowiska dobrze wpłynęła na spalanie. Na mnie też. Tu nie muszę się martwić o gabaryty. Polne drogi, lasy, budowy i żwirownie to żywioł takich samochodów. Warunkiem jest tylko posiadanie napędu 4x4.

W JAC-u mam do wyboru napęd 2H, 4H i 4L. 4L to reduktor, czyli jeśli warunki wymagają czegoś więcej niż napęd 4x4, załączamy reduktor. W normalnych warunkach drogowych raczej nigdy go nie wykorzystamy, ale pick-upy to samochody specjalnego przeznaczenia. Muszą dojechać tam, gdzie inne auta polegną.

A co będzie, kiedy i pick-up polegnie? Wtedy mamy jeszcze jeden ratunek – wyciągarkę. W moim JAC-u już jest zamontowana, tak samo jak hak. Tak wyposażonym autem można jechać do roboty. Ładowność pojazdu wynosi 900 kg, a masa ciągniętej przyczepy może wynosić do 3500 kg.

Zbrojenia robimy na warunki ekstremalne. Codzienność przeważnie ich nie wymaga. Wtedy wystarcza napęd 2H i 220 mm prześwitu.

Pozostaje kwestia opon. W samochodzie terenowym to absolutna konieczność. Pick-up ma trochę inne przeznaczenie – nie każda praca odbywa się w trudnym terenie. Jeżeli takie warunki zdarzają się sporadycznie, można z opon terenowych zrezygnować. Szosowe będą cichsze, samochód na asfalcie będzie się lepiej prowadził, no i spalanie będzie trochę niższe, co też nie jest bez znaczenia.

To wróćmy do spalania. W lokalnym ruchu, na asfaltowych drogach i podczas jazdy bez presji czasu, spalanie utrzymuje się w okolicach 8 l/100 km. Od razu zaznaczam, że mówimy o samochodzie bez obciążenia lub z niewielkim ładunkiem. Na autostradzie rośnie w okolice 9 l/100 km, czyli raptem litr więcej.

Całkowicie sytuacja zmienia się w terenie, przy czym mowa o prawdziwym terenie, a nie zwykłej szutrówce. Glina, grząskie błoto i spalanie rośnie w szybkim tempie. Tylko czy w takiej sytuacji ma to znaczenie, kiedy walczymy o przetrwanie? Trzeba wybrnąć z opresji. Wtedy o paliwie nikt nie będzie pamiętał.

Przy spalaniu na poziomie 8–9 l/100 km na jednym baku bez problemu powinniśmy przejechać przynajmniej 800 km.

Już wiem, że dojadę do celu, wiem, ile mnie to będzie kosztować, więc czas popatrzeć, z czym dojadę.

Samochód jest dostępny tylko z podwójną kabiną. Dzięki temu auto jest pięcioosobowe, ale zmniejsza to przestrzeń ładunkową. Długość paki wynosi 1520 mm, tyle samo co szerokość, tyle że tu trzeba pamiętać o nadkolach. Dobrą wiadomością jest to, że paleta mieści się bez problemu. Ładowność 900 kg to też dobry wynik.

W przypadku zabudowy takiej jak u mnie istnieje możliwość otwierania tylko górnej szyby. Tu mam pewne zastrzeżenia do mechanizmu jej otwierania.

Zamek chroniony jest plastikową zaślepką, która dość ciężko chodzi. Zastanawiam się, czy szybciej się wyrobi, czy zepsuje?

Skrzynia jest zabezpieczona powłoką przed uszkodzeniami i łatwa w utrzymaniu czystości. Wystarczy wąż z wodą i sprawa załatwiona. Pod tym kątem pomyślano także przy dobieraniu materiałów we wnętrzu. Są przyjemne, ale nie ma tu łatwo brudzących się tkanin. Podziękujemy za to podczas eksploatacji.

JAC T8 Pro został wyceniony na 99 900 zł netto. Cena zaskakująco niska jak za pick-upa o dużych możliwościach terenowych i z całkiem dobrym wyposażeniem. Jest nawet okno dachowe. Do tego 5 lat gwarancji z limitem 150 tys. km przebiegu.

Oferta wygląda świetnie, ale nie jest skierowana do każdego. Jeśli szukamy taniego lansowozu, to nie ten adres. JAC T8 Pro jest samochodem do pracy. Solidny diesel pociągnie przyczepę, przewiezie ładunek, a dzięki napędowi 4x4 dowiezie nas wszędzie tam, gdzie będzie na nas czekać praca. Tyle i aż tyle.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor