Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

 

SsangYong XLV to jeden z ciekawszych samochodów jakie miałem okazję ostatnio poznać.  Przyznam, że jakoś nie miałem do niego przekonania. Gdzieś w głowie tkwiło wyobrażenie mało kształtnego pojazdu. Rzeczywistość szybko to zweryfikowała. No cóż, tak to jest, jak się człowiek nie przygotuje do zadania.  Potem głupio i trzeba przyznać się do błędu, a wystarczyło tylko obejrzeć samochód.

Pierwsze spotkanie z XLV nastąpiło na parkingu.  Już z daleka wyróżniał się sylwetką. Kiedyś, była to cecha prawie wszystkich azjatyckich producentów. Inna sprawa, że wschodni design był mocno kontrowersyjny i raczej nie trafiał w gust europejczyków. Poradzono sobie z tym zatrudniając projektantów ze starego kontynentu. W efekcie samochody zatraciły swoje skośne rysy i wszystkie wyglądały podobnie. SsangYong poszedł inną drogą i zachował swoją tożsamość. Może podobać się lub nie, ale z pewnością posiadacze SsangYonga wyróżniają się na ulicy.

W ogródku też świetnie się prezentuje.

Mnie ujął wyglądem od pierwszego wejrzenia.  Lubię masywne pojazdy. Taki mały czołg na kółkach. Co ciekawe, w realu wygląda na znacznie większy, niż wskazują dane z katalogu. Trudno uwierzyć, że auto ma tylko 4400 mm długości. Jeszcze ciekawsze, że wnętrze jest równie obszerne.

Zbiera się na deszcz, więc już z środka nie wychodzę. Tu klasyka tej marki. Zegary, kierownica, centralny panel z nawigacją i klimatyzacją taki sam jak w Tivoli.

Nawet charakterystyczna półka identyczna.  Projektanci wyszli chyba z założenia, iż dobrego nie ma co zmieniać, a taka unifikacja części dobrze wpłynie na koszty.  Wygląda, że poszli dobrą drogą, bo samochód nie jest drogi.  SUV w prawie najbogatszej wersji wyposażenia za mniej niż 90 tyś zł to dobra cena. Dwustrefowa klimatyzacja, kamera cofania i duża nawigacja to początek listy wyposażenia. O takich drobiazgach jak podgrzewane fotele nawet bym nie wspominał,  gdyby nie bardzo ładne pokrętła do regulacji. Jak w dobrym audiofilskim sprzęcie.

Takie samo pokrętło mamy do regulacji lusterek.

Estetyka jest mocną stroną XLV. Wnętrze wygląda nowocześnie. Dobre materiały i ładnie zestawione detale.  Niełatwą sztuką jest wyważyć proporcje pomiędzy elementami na wysoki połysk, a matową elegancją. Szczególnie trudne jest to w przypadku SUVa.  Połączyć terenówkę z limuzyną. W XLV ta sztuka się udała. Pomimo dużego podobieństwa do modelu Tivoli, subiektywne wrażenie jest zupełnie inne.  Obszerniejsze wnętrze i wyższa pozycja za kierownicą wpływa na dobre samopoczucie.  Potężna maska, dobrze widoczna z miejsca kierowcy dodaje nam pewności.  Duży może więcej. 

XLV ma jeszcze jedną specyficzną cechę. Drzwi są wyższe niż w większości samochodów. Miłośnicy zimnego łokcia będą mieli problem. Zwłaszcza ci mniejszego wzrostu. Z drugiej strony podłokietnik jest na idealnej wysokości.

Siedzi się dobrze, a jak się jeździ. Nie można narzekać.  Silnik 1,6 litra generuje 128 KM. Do sprawnego poruszania w zupełności wystarcza.  Można to robić całkiem dynamicznie, ale spalanie może nas zaskoczyć.  Mnie to trafiło się na pierwszej trasie. Warszawa godziny szczytu i tylko kilka kilometrów do przebycia. Wyjątkowo nietrafiona trasa na początek. Więcej stoję niż jadę, za to spalanie szybuje do góry. Dwa trzy metry do przodu i przerwa, masakra. W godzinę przejechałem 13 kilometrów.  Spalanie prawie 15 litrów/100km.

Dobrze że przynajmniej czas spędzony w przyjemnych warunkach. Samochód jest cichy, więc można delektować się całkiem dobrym systemem audio.

Pierwsze koty za płoty. Tak dramatyczne spalanie już się nie powtórzyło. Kilka prób przy normalnym natężeniu ruchu dało dość powtarzalne wynik, taki jak w katalogu firmy - 9,5 l/100km. Oszczędności trzeba szukać tam gdzie ruch jest mniejszy. Najlepiej w trasie. Podejmuję wyzwanie i zobaczę, co da eco driving. Początek obiecujący, aby nie powiedzieć rewelacja. Spalanie poniżej 5 litrów. 

Wynik udało się utrzymać przez całe 4 kilometry.  Mam chyba pecha, bo znów trafiam na korek i cała zabawa zepsuta. Nie ma już co się męczyć. Na miejsce dojeżdżam z rezultatem 5,7 l/100km.

 

W sumie to nie jest źle. Przyznaję, że szaleństwa na drodze nie było. Spokojnie do celu, z przepisową prędkością.

Czy jadąc zdecydowanie szybciej, spalanie drastycznie wzrośnie?  Odpowiedź na to pytanie da wyjazd w dłuższą trasę. Autostrada to główny jej element. Wiadomo, tam można nieco przycisnąć. Dopuszczalna prędkość wynosi 140km/h, ale nie będziemy cały czas patrzyć na licznik.  Pakujemy się w czterech chłopa do auta, aby dobrze trzymało się drogi i jazda. Tym razem miłe zaskoczenie. Średnia z wyjazdu 7,7 litra na setkę.

 

Przyjemna podróż. Auto dysponowało sporym zapasem mocy, więc wyprzedzanie nie stanowiło problemu.  Warunki podróży także sprostały oczekiwaniom.  Dostatek miejsca dla wszystkich pasażerów, dobrze wyciszone wnętrze umożliwiało rozmowy bez podnoszenia głosu.  Jest jeszcze bagażnik sporych rozmiarów.

 

W zasadzie to powinienem napisać – duży bagażnik. Do tego jest on całkiem dobrze pomyślany. Na co dzień korzystamy z podziału na dwa poziomy. Szpargały pod podłogę, a góra wolna.

Jeżeli jednak, będziemy potrzebować więcej przestrzeni to podłogę możemy wyjąć z auta, albo opuścić na dno.

XLV tak jak w Tivoli stosuje gumkowy system mocowań. Praktyczne rozwiązanie. Ten sam patent na oparciach siedzeń.

  

Pomysł na wycięcie w środkowym schowku podłokietnika też jest.

Patrząc na Tivoli i XLV to chyba nikt nie będzie miał wątpliwości że są z jednej rodziny.

XLV jest SUVem, a skoro tak to trzeba zjechać z asfaltu. Oczywiście SUVy najczęściej mierzą się z miejskim offroadem, czyli  krawężniki, dziury w drodze, a czasem czeka je pasjonująca walka z trawnikiem. Nie polecam tych ostatnich zawodów, dlatego zabieram go za miasto. Wyjazd na piknik na trawie lub grzybobranie to już poważna sprawa. Mój XLV nie ma napędu 4x4, a i tak radzi sobie na polnych drogach.

 

Głównie jest to zasługa zwiększonego prześwitu (167 mm) i gabarytów auta. Po prostu czujemy się w nim pewnie i śmielej pokonujemy przeszkody. Zwykłą osobówką też byśmy dali radę, ale po co się stresować. Mamy SUVa i po sprawie.  W rzeczywistości możemy znacznie więcej.

Małe rozlewisko nie stanowi problemu. Możemy śmigać jak się nam podoba.

 

SsangYong XLV przypadł mi do gustu.  Jeżeli chcemy mieć samochód inny niż wszystkie, to XLV z pewnością taki jest. 

Zwarta sylwetka sugeruje, że auto pójdzie jak mały czołg i faktycznie radzi sobie nawet w polowych warunkach.  Pewnie, wygodnie, cóż chcieć więcej.  Brakuje jedynie opcji z fabryczną instalacją LPG. Niewysilony silnik 1,6 litra pojemności powinien doskonale współpracować z taką instalacją.

Ten samochód okazał się wielką niespodzianką. W tym przypadku poznać = polubić.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor

Dane techniczne SsanYong XLV