Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

 

Nowy Suzuki S-Cross. Określenie nowy sugeruje że mamy do czynienia z całkiem nową konstrukcją, a przynajmniej z dużymi zmianami. Czy rzeczywiście tak jest?

Na pierwszy rzut oka, jakby stary znajomy. Patrząc na sylwetkę z boku,  wiele osób nie dostrzeże różnicy.

Tak samo z tyłu, wprawne oko wypatrzy jedynie zmienione klosze lamp.  Co innego z przodu.

Całkiem zmieniona buźka. Co ciekawsze nowy grill, który zdominował całą facjatę, występuje tylko w tym modelu.  Trudno szukać w całej gamie modeli Suzuki czegoś podobnego.  Zaskakujące rozwiązanie, bo zazwyczaj producenci starają się upodabniać swoje  pojazdy. Suzuki idzie własną drogą i stawia na różnorodność.  Nowy grill zdecydowanie wyróżnia na ulicy  nowego S-Crossa.  Dla mnie to klasyka gatunku, od razu widać że jest to auto z charakterem. Oby tylko jazda nim to potwierdziła.  Mnie kojarzy się z paszczą rekina, poprzednik był raczej delfinem. Z chromowaną atrapą chłodnicy świetnie komponują się srebrne dodatki. Chromowane listwy okienne, srebrne nakładki progów i tylnego zderzaka, do tego relingi i mamy  całkiem  fajnie skompletowany pojazd. Trzeba podkreślić, że pomimo dużej ilości chromów nie jest to barokowa kareta, a  sportowa  kompozycja zrobiona ze smakiem.  Podobne jest wnętrze. Srebrne dodatki, których jest całkiem sporo podkreślają elegancję i styl pojazdu. Tak samo jak u poprzednika, bo według zasady nie zmieniać tego co dobre, wnętrze nie wiele się zmieniło.

W oczy rzuca się ekran nowej stacji multimedialnej.  To dobra zmiana, w tej klasie nie wypada inaczej. Nawigacja, kamera cofania to absolutnie minimum wyposażenia. Co prawda,  stacja ta jest dostępna od wersji premium, ale w przypadku S-Crossa jest to tylko oczko wyżej od wersji bazowej. Co ciekawe w Suzuki Baleno jest ta sama stacja multimedialna i też jest w wersji premium, tylko że tam jest to najwyższy stopień wyposażenia.

Z przodu całkiem sporo miejsca, wygodne fotele i co najważniejsze wszystko jest na właściwym miejscu, tam gdzie się spodziewamy. To duży plus jak przed uruchomieniem nie trzeba czytać instrukcji obsługi.  Zegary przed kierowcą, dźwigienki przy kierownicy, bez joystików i innych wynalazków które nowocześnie wyglądają, ale nie koniecznie sprawdzają się w praktyce.  Z tyłu spodziewałem się trochę więcej miejsca dla pasażerów.

Nie jest źle, zwłaszcza dla dwóch osób. Przy trójce już robi się ciasno, ale to bolączka większości aut, po prostu  fizyki nie da się oszukać. Samochód osobowy ma określoną szerokość i tego nie da się przeskoczyć. Większe pole do działań projektantów ma bagażnik. W Nowym S-Crossie dalej ma pojemność  430 litrów. 

Przy regularnym kształcie, daje nam  to całkiem sporo miejsca do zagospodarowania.  W uporządkowaniu przestrzeni pomaga nam tzw. "drugie dno", czyli schowek pod podłogą. Wszystkie niezbędne przydasie lądują na spodzie przykryte pokrywą. Tym sposobem mamy płytszy, ale wolny bagażnik. Jeśli  potrzebujemy więcej miejsca to wyjmujemy pokrywę rozdzielającą przestrzeń bagażnika i już możemy zapakować większe gabaryty.  

To też już było, więc gdzie te zmiany?  Zmiany są pod maską.  Do wyboru mamy  dwie nowe turbodoładowane jednostki  benzynowe -  1.0 BOOSTERJET (112 KM) oraz 1.4 BOOSTERJET (140 KM).  Mniejsze silniki o większej mocy.

Wersja testowa to 1.4 BOOSTERJET .  140 KM w dość lekkim jak na SUV-a aucie (masa własna ok. 1230kg)  powinno gwarantować całkiem dobre parametry.  Z drugiej strony mała masa plus silnik o niewielkiej pojemności to niskie spalanie. Oby tylko potwierdziło  się to w praktyce.   Aby się o tym przekonać, trzeba ruszać w drogę.  Zajęcie miejsca za kierownicą  jest ułatwione tym, że samochód ma zwiększony prześwit, co przekłada się na pozycję kierowcy. Po prostu siedzimy wyżej niż w osobówce. Jeśli wyżej siedzimy, to z góry więcej widać. Może nie jest to taki widok jak z kabiny busa, o ciężarówce nie wspominając, ale dobre i parę centymetrów. Lepsza widoczność to większe bezpieczeństwo.

Samochód odpalamy przyciskiem, w połączeniu z systemem bezkluczykowym to bardzo wygodne rozwiązanie. Samochód otwieramy przyciskiem na klamce, odpalamy na dotyk a kluczyki - wystarczy że gdzieś je mamy, w kieszeni lub torebce.  System jest na tyle inteligentny, że nie zamkniemy samochodu z kluczykami w środku.

Uruchamianiu pojazdu nie towarzyszą żadne bajery. Nawet stacja multimedialna nie wita nas specjalnym ekranem.  Pojawia się ekran wyboru.  Lepiej jakby pamiętał ostatnie ustawienie.  Może to tylko kwestia ustawień.

Od bajerów dużo ważniejsze jest nasze samopoczucie, a na to ma wpływ wygodne siedzenie i hałas lub jego brak. W S-Crossie jest zaskakująco cicho.  Jest bez porównania lepiej  niż w starszej wersji.  Co istotne,  samochód jest cichy także i podczas jazdy.

Na początek pokręcę się trochę po mieście.  Kiedyś określenie rodzaju samochodu było proste. Sedan, kombi i czasem egzotyczny kabriolet. Potem doszły kolejne kategorie, które z czasem zaczęły przenikać pomiędzy sobą i teraz mamy problem z S-Crossem.  SUV to czy crossover ?  Większości tego typu  aut, nawet tych z napędem 4x4 i tak nigdy w teren nie zjedzie (chyba że nawigacja wyprowadzi w pole),  więc przeszkody z jakimi muszą się zmierzyć to krawężniki, spowalniacze i dziurawe drogi. Jeśli tak, to spokojnie można nazwać je miejskimi SUV-ami.  W tej roli sprawdzają się doskonale.  Zwiększony prześwit pozwala nie martwić się o wysokie krawężniki, byle dziura nam nie straszna, a spowalniacze, no cóż nie na nas takie straszaki.  Te atrybuty terenówki mamy przy zachowaniu komfortu osobówki.   Oczywiście można kupić wypasioną terenówkę, ale koszty będą nie porównywalne.  Jest jeszcze jeden atut  istotny w mieście - rozmiary.  Suzuki mierzy 4300 mm długości i  1785 mm szerokości, to akurat tyle aby czuć się we wnętrzu swobodnie i nie mieć problemów przy parkowaniu.  W wersji premium tym łatwiejsze jest to zadanie, gdyż oprócz czujników parkowania mamy  kamerę cofania.   Podczas jazdy wsparciem ma być radar z systemem awaryjnego hamowania.  Teoretycznie  super wynalazek. Radar mierzy odległość do samochodu przed nami, a komputer oblicza czy zbyt szybko się do niego nie zbliżamy. Jeżeli  system uzna, że grozi to kolizją zaczyna działać. Najpierw sygnał ostrzegawczy, potem hamowanie. Tyle teoria, w praktyce już tak idealnie nie jest.  Sygnał ostrzegawczy potrafi zaskoczyć, a nawet zdezorientować kierowcę. Jeszcze gorzej  może być w przypadku awaryjnego hamowania. Jeżeli chcemy przyśpieszyć i ominąć przeszkodę, a system hamuje to robi się niebezpiecznie.  Na szczęście w S-Crossie działanie tego systemu nie było uciążliwe. Tylko kilka razy dał ostrzegawczy sygnał, bez ingerowania w hamulce.

Inny patent  to "start-stop". Samochód gaśnie na światłach i uruchamia się po wciśnięciu sprzęgła.  Trzeba się do tego przyzwyczaić, na początku jest obawa, a co jak nie zapali ?  Na szczęście wciskamy sprzęgło i silnik odpala. Można a nawet trzeba ruszać i dobrze jakby to sprawnie zrobić. Sprawnie to znaczy wszyscy ruszają jednocześnie.  Wielu kierowców ma z tym problem,  albo nie zauważa problemu, albo zwyczajnie nie potrafi. W efekcie zamiast kilkunastu pojazdów, na jednej zmianie świateł przejeżdża tylko kilka.  Jeśli S-Cross zostanie na światłach to tylko przez  gapiostwo kierowcy. Autem można ruszyć dynamicznie i utrzymać się na ogonie poprzednika. Od 0 do 100km/h rozpędzimy się w 10,2 sekundy. Taki wynik jeszcze do niedawna był zarezerwowany dla samochodów sportowych.  Przy takiej dynamice trzeba liczyć się z częstą zmianą biegów. Sześciostopniowa skrzynia o dość krótkich przełożeniach wymaga szybkich zmian.  Wyświetlacz pomiędzy zegarami podpowiada nam które przełożenie wybrać, ale jeżeli nie zdążymy to nic się nie stanie. Silnik jest na tyle elastyczny, że wybacza takie drobiazgi. Inna sprawa, to że nie w każdych warunkach sugerowane przełożenie jest optymalne. 

Dynamiczna jazda musi przełożyć się na wyższe spalanie. Nie ma większego sensu sprawdzanie jak duże, bo to zależy od fantazji kierowcy. Ciekawsze jest czy uda się osiągnąć wynik z katalogu.  6,6 litra tyle ma palić w mieście. Trudne zadanie, może w idealnym mieście bez korków byłoby to realne. Niestety światła, korki i krótkie odcinki robią swoje. 7 z hakiem to i tak dobry wynik. Oszczędności trzeba szukać na trasie. Poprzeczka zawieszona na poziomie 5,2 litra na 100 km.  Da się zrobić, ale wymaga to skupienia i pilnowania się na całej trasie. Wystarczy kilka razy mocniej przyśpieszyć i po wyniku. Takie  przyśpieszanie nie powoduje dramatu, spalanie podskoczy o parę punktów po przecinku, ale i tak można zmieścić się poniżej 6 litrów.  Oczywiście jeśli cały czas będziemy cisnąć ile fabryka dala, to spalimy znacznie więcej. Na tak jak i na autostradzie. Tu powinna być oddzielna kategoria spalania - spalanie przy wyższych prędkościach. Nie ma szans aby przy prędkości autostradowej  (140km/h o zwyczajowej tolerancji nie wspominając ) auto spaliło 5,2 litra na setkę. Niby to też jazda pozamiejska, ale rządzi się swoimi prawami. Tu liczy się, aby szybko przemieścić się z punktu A do punktu B, szczególnie jeżeli te punkty są znacznie od siebie oddalone. Jeśli w dwie godziny przejedziemy prawie 300 kilometrów to spalanie na poziomie 8,5 l/ 100km nie wygląda tak źle.  Co istotne dystans ten przemierzymy bez zmęczenia. S-Cross jest cichy nawet przy takich prędkościach, cały czas mamy pełną kontrolę nad autem, na dobrą sprawę to nie odczuwamy prędkości.  Jakby co, to mamy jeszcze rezerwę mocy, prędkość maksymalna wynosi 200km/h.

Jazda autostradą jest dość monotonna, więcej frajdy i emocji dostarczają lokalne drogi. W poprzedniej wersji odpowiedzialny za dostarczenie dodatkowej dawki emocji był tryb "sport".  Działał rewelacyjnie, wystarczyło przekręcić pokrętło w położenie sport i przyśpieszenie wciskało nas w fotel. Coś jak nitro w needforspeed, tylko że w realu a nie w grze. Spalanie oczywiście rosło proporcjonalnie do emocji. Do szczęścia brakowało tylko  aby włącznik trybu sport był na kierownicy. 

W nowym S-Crossie też jest allgrip z trybem sport. Przełączamy i nic po za wzrostem spalania się nie dzieje. Może i zmienia się charakterystyka silnika, ale jest to prawie nieodczuwalne. Inna sprawa, to że teraz mamy większą moc niż wcześniej oferował nam tryb sport. Nie mniej  szkoda, dodatkowa dawka mocy była super.

W modelach ze wspomnianym allgripem mamy jeszcze tryb "snow" Prawdziwa zima to towar deficytowy i nie miałem możliwości sprawdzenia jego działania. Pozostało sprawdzenie napędu 4x4. S-Cross obecny i poprzedni nawet nie próbuje udawać terenówki. Bardzo dobrze, bo wklejony crossover naraziłby właściciela na śmieszność. Świetnie sprawdzi się w mieście, na wycieczkach za miasto czy podczas szukania skrótów. Większość tych wyzwań pokonamy zwykłą osobówką, ale z duszą na ramieniu i obawą że coś uszkodzimy. S-Crossem możemy pozwolić sobie na dawkę luzu, a święty spokój kosztuje. Spokój wyceniono na  7000 zł bo taka jest różnica w cenie między wersją 2WD a 4WD. Wybór dotyczy tylko modelu z litrowym silnikiem, mocniejszą jednostkę obligatoryjnie wyposażono w napęd 4WD.   Za auto 1,0 Boosterjet trzeba zapłacić przynajmniej 66900zł, samochód z większym silnikiem 1,4 Boosterjet to wydatek minimum 87900zł. Zaznaczyć trzeba że z tym silnikiem nie jest dostępna najtańsza wersja wyposażenia "comfort". 

Nawet najtańsza wersja jest całkiem przyzwoicie wyposażona. Otrzymujemy min:

- 7 poduszek powietrznych (łącznie z poduszką kolanową kierowcy),

-  całą masę systemów wsparcia  - ESP® + TC, ABS + EBD + BAS, TPMS

- światła do jazdy dziennej

-  Hill Hold Control

-  System Engine Auto Stop Start

-  Klimatyzacja manualna

-  Audio CD/MP3/USB + 4 głośniki

-  Komunikacja bezprzewodowa Bluetooth® z zestawem głośnomówiącym

-  Centralny zamek ze zdalnym sterowaniem

-  Elektryczna regulacja szyb (przód/tył) 

-  Tempomat z ogranicznikiem prędkości

W kolejnych wersjach wyposażenia otrzymamy już dwustrefową klimatyzację i stację multimedialną. Wspomniana już stacja multimedialna wygląda świetnie, oferuje sporo możliwości, ale coś za coś.  Aby móc korzystać w większym zakresie niż podstawowe funkcje trzeba sięgnąć po instrukcje. Prosty przykład. Wybór celu podróży w trakcie jazdy.  Próba taka kończy sie  odmową, aby zmienić trasę, czy znaleźć lokalizację adresu trzeba się zatrzymać. 

Potrafi to mocno wkurzyć, zwłaszcza jak mamy pilota który nic nie może zrobić. Oczywiście jest to w trosce o nasze bezpieczeństwo, bo tak się tłumaczy każdą bzdurę. Na szczęście blokadę  można wyłączyć, ale to dopiero po przeczytaniu instrukcji obsługi tego urządzenia. Być może udałoby się ustawić też zapamiętywanie ostatniego wyboru i nauczyć nawigację polskiego.

Na koniec trzeba odpowiedzieć na postawione pytanie, czy rzeczywiście jest uzasadnione użycie przymiotnika "nowy".  Jeśli oceniamy oczami to nie, oprócz grilla to reszta zmian jest prawie niezauważalna. Zmianę atrapy trudno nie zauważyć, ale to jednak zbyt mało aby zasłużyć na taki przydomek. Wnętrze uległo jeszcze mniejszym zmianom. Diametralna różnica jest po uruchomieniu silnika. Tu różnica jest tak duża, że śmiało można mówić "nowy".  Z  połączenia wychodzi że jest to Nowy w starej skórze.

Dariusz Pastor