Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Ile było samochodów z napędem spalinowym już nie zliczę, z elektrycznymi też już się poznałem, a prawdziwej hybrydy typu plug-in hybrid jeszcze nie miałem. No cóż, skoro dałem radę z tamtymi, to chyba hybryda nie powinna sprawić problemu. Myślę, że będzie, szybko, łatwo i przyjemnie.

Przyjemnie to i owszem, gorzej z tym łatwo. Oczywiście nie ma problemu z prowadzeniem. Można wsiąść i jechać jak każdym innym samochodem. Jeżeli jednak chcemy w pełni korzystać z możliwości jakie daje hybryda, to musimy poświęcić trochę czasu na poznanie auta.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od wyglądu. Jakby nie było to samochód musi się nam podobać, inaczej nawet nie pomyślimy o jego zakupie.  Skoda Superb Combi mierzy prawie 5 metrów długości i  1,9 metra szerokości. Takie rozmiary wymagają dobrego wyczucia proporcji przy projektowaniu nadwozia. Tym trudniejsze zadanie, że trzeba połączyć tu dwie skrajności.  W tym segmencie auto musi już mieć słuszne wymiary i powinno być to widać, ale poczucie estetyki wymaga aby zachować lekkość linii nadwozia. Lekcja projektowania została dobrze odrobiona i końcowy efekt może się podobać.

Jeszcze lepiej wygląda wnętrze pojazdu. Biała skóra zawsze robi wrażenie, już to wystarcza aby nasze oceny poszły w górę.

Skoda poszła za ciosem i zadbała, aby reszta wnętrza utrzymała poziom pierwszego wrażenia. Szybko zauważymy czarne przyciski do regulacji siedzeń. Oczywiście pełna regulacja z pamięcią ustawień. Fotele ze wspomnianą białą skórą kuszą, aby jak najszybciej w nich usiąść.

Wyhaftowane logo „Laurin&Klement” nie pozostawia wątpliwości, że mamy topową wersję Skody.  Laurin&Klement  w Skodzie, to jak Maybach w Mercedesie, tylko różnica w cenie mniejsza.

Superb Kombi iV w najtańszej dostępnej wersji Ambition kosztuje 152600zł, w najdroższej 179650zł, czyli 27000 zł różnicy. Warto zastanowić się przed zakupem. Inna sprawa to opcjonalne wyposażenie dodatkowe, które do najtańszych nie należy.  W sumie rachunek za Skodę opiewał na kwotę 208 tys. zł. Kwota spora, ale zawsze trzeba zobaczyć co za to otrzymujemy i  porównać do konkurencji. 

Skoncentruję się na tym co ma bezpośredni wpływ na podróżujących, pomijając stronę techniczną. Wystarczy świadomość, że technika czuwa, a ja i tak na nią nie mam wpływu. Swoją drogą to ciekawe ile jeszcze osób potrafi rozszyfrować tajemnicze skróty: ESP z ABS, EBV, MSR, ASR, EDS, HBA, DSR, RBS, CBC, MKB, XDS+, SUNSET, TPM, HHC, WOKS, DCC. Wszystko to i jeszcze więcej znajdziemy w specyfikacji samochodu.

Mnie interesuje to co mnie dotyczy. Oczekuję, że auto będzie wygodne, szybkie i ekonomiczne. Wygodne czyli funkcjonalne, szczególnie jeżeli jest to kombi.  Może z samochodu za 200 tys. nie koniecznie trzeba zrobić bagażówkę, ale życie stwarza różne sytuacje i tak głupio byłoby mieć duży samochód do którego niewiele się mieści.  Jeżeli zajdzie taka potrzeba to Superb nas nie zwiedzie.

Na co dzień mamy bagażnik o pojemności 660 litrów. Co prawda w wersji iV tracimy podwójne dno, czyli schowek pod podłogą. Nie całkiem tracimy, bo jest on wykorzystany na miejsce do przechowywania kabli do ładowania. Zostaje i tak olbrzymia przestrzeń do zagospodarowania. Trudno sięgnąć na koniec bagażnika, dlatego warto pomyśleć np. o siatkach. A co jak trafi się nam przewieźć coś większego?

Nic prostszego. Składamy oparcia tylnej kanapy jednym przyciskiem, no dwoma, bo kanapa jest dzielona i nie musimy całej składać.

Dwa pstryknięcia i mamy w miarę płaską powierzchnię o wymiarach 2 metry na metr. Możemy jeszcze wyjąć roletę i wtedy przewieziemy nawet szafę lub lodówkę.  Jeśli mamy zajęte ręce, to wystarczy ruch nogą pod zderzakiem i tylna klapa elektrycznie unosi się do góry.

Jeżeli nasze potrzeby transportowe okażą się większe niż przestrzeń wewnątrz auta, lub będziemy mieli coś co niekoniecznie chcemy włożyć do środka, pozostaje nam wyjście awaryjne w postaci przyczepy. Do tego potrzebny jest hak, a tu takiego nie widać.

Spokojnie, to, że nie widać, to nie znaczy że nie ma. Trzeba poszukać. Przy krawędzi bagażnika znajdziemy świecąco na zielono diodę i ikonkę z symbolem haka. Problem w tym, że nie bardzo jest co nacisnąć. Chwila poszukiwań i jest rozwiązanie. Klapkę trzeba zwyczajnie pociągnąć, aby wyskoczył hak. Trochę to dziwne, bo jednak takie mechaniczne rozwiązanie nie pasuje do tego modelu. 

Zostawiamy bagażnik i wracamy za kierownicę. Fotel nie tylko świetnie wygląda, ale jest rzeczywiście wygodny. Wentylowany, podgrzewany z pełną elektryką w ustawieniach. Tak samo jak fotel pasażera. Klimatyzacja trzystrefowa, dobre nagłośnienie i multum ustawień cyfrowego kokpitu. Tu zaskoczenia nie ma, jeżeli miało się do czynienia z nową skodą lub volkswagenem. Obie marki, dają to rozwiązanie w swoich pojazdach jako zestaw obowiązkowy. W zależności od wersji mniej lub bardziej bogaty. No cóż, unifikacja redukuje koszty.  Nie jest to krytyka, bo elektronika jest mocną stroną tych aut i raczej ciągnie w górę tańsze modele niż ujmuje coś tym droższym. 

Część rozwiązań to zwykłe bajery bez których da się żyć, ale jest też sporo przydatnych funkcji. Część z nich wykorzystamy raz, ustawimy parametry i tak zostanie na długo. Są jednak takie, którymi pobawimy się częściej.  Wybór kolorów podświetlenia to jeden z tych gadżetów do zabawy. Forma przedstawienia informacji na tablicy wskaźników też całkiem przyjemna, każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Wybór trybu jazdy, z tego powinniśmy częściej korzystać.

Tryb sport ma swój oddzielny przycisk i bardzo dobrze. Jeżeli potrzebujemy więcej mocy, to nie ma co tracić czasu na szukanie odpowiedniej ikonki na dotykowym ekranie. Tryb elektryczny także ma swój przycisk i teraz zaczyna się prawdziwa zabawa.

Sprawa wydaje się banalna, na ekranie pojawiają się dwie ikonki: e-mode i hybrid. Nic prostszego, wystarczy wybrać czy chcemy jechać w trybie w pełni elektrycznym czy hybrydowym. Wszystko ok, tylko, że zasięg na prądzie to tylko jakieś 50 kilometrów, a jak źle pójdzie to i mniej.  Tragedii nie ma, bo wtedy auto przełączy się na napęd spalinowy i do celu dojedziemy. No tak, ale spalanie będzie już jak w „normalnym” samochodzie, a przecież mamy hybrydę i oczekujemy małego spalania. W takim razie, może od razu wybrać napęd hybrydowy. Hmm, podobna sytuacja jak w trybie elektrycznym, fajnie, czyli oszczędnie jest dokąd mamy prąd.  Nie ubywa go tak szybko jak w poprzednim trybie, ale i tak ubywa go w szybkim tempie. To w takim przypadku pozostaje nam rekuperacja czyli odzyskiwanie energii podczas jazdy, a w zasadzie to podczas hamowania. Ten sposób też ma swoje wady, bo jazda jest trochę mniej płynna, a i autko znów więcej pali. Bądź tu człowieku mądry i wybieraj.  Nie pozostaje nic innego, jak szukać złotego środka w trakcie jazdy. Z pewnością nie uda nam się tego rozgryźć w pięć minut.

Na początek bierzemy się za tryb hybrydowy. Dokąd mam prąd to wynik cieszy oko. Nawet się nie staram jechać jakoś specjalnie oszczędnie. Samochód ma moc, więc trzeba z niej korzystać, a spalanie i tak poniżej 4 litrów w mieście. Zacny wynik cieszy. Sytuacja zmienia się diametralnie jak wyczerpała się bateria. Na wyświetlaczu pojawiają się dawno nie widziane dwucyfrowe liczby. To wyraźny sygnał aby zdjąć nogę z gazu, przynajmniej do czasu, aż nie podładujemy baterii.

Można to zrobić na dwa sposoby. Czekać, aż auto samo uzupełni energię, co jest procesem powolnym, bo przecież cały czas mamy apetyt na prąd, albo podłączyć się do gniazdka. Najprościej zrobimy to w garażu, pod warunkiem, że go mamy. Jeszcze potrzebujemy w miarę dobrą instalację elektryczną inaczej nici z ładowania. Ładowanie trwa około 6 godzin, czyli na rano mamy naładowaną baterię. Na kilkadziesiąt kilometrów wystarczy, a zwykle i tak więcej w ciągu dnia nie robimy. Gorzej jak nie mamy garażu, wtedy mamy problem. Z okna raczej kabla nie puścimy, a wolno dostępnych gniazdek darmo szukać. Pozostają nam stacje ładowania.  Tam załatwimy sprawę o połowę szybciej, jednak trzeba zaplanować sobie trzygodziną przerwę.

Po tygodniu zaczynam ogarniać ile Superb iV pali. Jako elektryk nic i to jest  pewne. Jako hybryda w mieście 3,8l/ 100km, w trasie tylko 2,4l/ 100km.  Przy odrobinie dobrej woli da się zejść poniżej dwóch litrów. Kiedy kończy się prąd sypią się wszystkie kalkulacje. Oczywiście można sprawdzać spalanie tylko na silniku spalinowym, ale w końcu nie po to kupujemy hybrydę, aby jeździć tylko na benzynie.

Do hybrydy trzeba się przyzwyczaić.  Jak opanujemy sytuację i zapewnimy autku dostateczną ilość prądu to będziemy pełnymi garściami czerpać z zalet tego rodzaju napędu.  

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor