Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Kodiaq to największy SUV w ofercie Skody. Można powiedzieć, że to flagowy model marki w tym segmencie. Przymiotnik „flagowy” zobowiązuje, czy Kodiaq zwycięsko podejmie rękawicę?

Zanim zjawi się zamówione auto można popatrzeć na specyfikację. Zapowiada się naprawdę interesująco.  Płatne opcje jakie w nim znajdę podliczono prawie na 50 tys. złotych. Będzie na bogato. Końcowy rachunek opiewa na 191300zł. Nominalnie to duża kwota, ale czy musimy kupować za gotówkę. Oferta kredytowa lub leasing zdecydowanie zwiększa nasze możliwości. Miesięczna rata w wysokości 1% ceny samochodu to trzeba powiedzieć, że brzmi  ciekawie.  Wychodzi poniżej 2 tys. zł, to jakby nie liczyć mniej niż auto traci na wartości. Haczyk tkwi we wpłacie początkowej, ale i tak warto się nad takim rozwiązaniem zastanowić.

Samochód mierzy 4697 mm długości i 1681 mm wysokości. W rzeczywistości wygląda jeszcze potężniej.  Pierwszy punkt już ma, bo lubię duże samochody. Do tego klasyczna linia z dobrze wyważonymi proporcjami.  Bez zbędnych zaokrągleń, ale też nie można o nim powiedzieć „kanciak”. Takie ponadczasowe nadwozie, które oprze się upływowi czasu.

Otwarciu drzwi towarzyszy spore zdziwienie. Wersja z napędem na 4 koła z pakietem na bezdroża, a tu biała tapicerka.  Robi wrażenie i od razu wiadomo który kierunek obrała Skoda.  O prawdziwym terenie można zapomnieć.

Nawet instrukcja obsługi to potwierdza.

Wszystko jasne, idziemy w stronę luksusu, przynajmniej w tym egzemplarzu. Pierwszy i to duży krok już zrobiony.  Super wygląd to nie wszystko, o czym szybko się przekonałem. Elektryczna regulacja fotela z pamięcią ustawień, niby nic takiego, ale brak tego kłuł by w oczy.   

Obszerne wnętrze, dobrej jakości materiały i biała skóra jako ta wisienka na torcie, w sumie to gotowy przepis na dobre samopoczucie w takim aucie.  Jest dobrze, więc wciskam przycisk „start” w oczekiwaniu kolejnej porcji pozytywnych doznań. Faktycznie samochód ożył, silnika wprawdzie nie słychać, ale ekrany rozbłysły światłem.

Tym razem zaskoczenia nie ma.  Zestaw elektroniki jest wspólny dla gamy modelowej Skody, wystarczy tylko wybrać odpowiednią wersję wyposażenia, aby cieszyć się naprawdę olbrzymią ilością dostępnych funkcji i ustawień. W sumie to człowiek w którymś momencie zastanawia się czy to wszystko jest potrzebne. Chyba potrzebne, bo Volkswagen ma taki sam system.

Pod maską tym razem skromniej. Benzynowy silnik 1,5 litra i mocy 150 KM. Z jednej strony chciałoby się trochę więcej, z drugiej strony większy silnik to większe spalanie, a i cena zauważalnie wyższa.  150 KM to nie jest tak mało, ale takie rzeczy najlepiej sprawdzić samemu.

Samochód w automacie, skrzynia DSG.  Rusza bez wysiłku, nawet całkiem dynamicznie. Duże koła i wysokie zawieszenie sprawia, że czuję się pogromcą miejskiego offroadu. Krawężnik, spowalniacz czy wyrwa w drodze tak łatwo mnie nie zatrzyma.  Jeżeli ktoś do tej pory jeździł miejskim maluchem, to może jedynie mieć problem z parkowaniem. Problem jest tylko ze znalezieniem miejsca o odpowiednich rozmiarach. Sam manewr to już bułka z masłem. Dzięki kamerom i czujnikom możemy zaparkować dosłownie na centymetry.

Jeśli to jeszcze zbyt trudne, jest opcja skorzystania z pomocy asystenta parkowania. Odwali za nas całą robotę.

Inne manewry na drodze to pikuś. Mocy wystarcza, aby nikt nie powiedział, że tamujemy ruch. Słabym punktem jest system „auto-stop”. Oczywiście nie było przypadku, aby nie ruszył, ale zwłoka na start jest zbyt długa.

Słuszne rozmiary mają w mieście nie tylko wady. Nawet jeżeli jedziemy sami i bez bagażu to duży samochód ma zalety. Trudno przecenić wygodę i komfort obszernego wnętrza. Jest jeszcze jeden argument, który często jest przemilczany. Duży samochód budzi respekt innych uczestników ruchu. Jakoś tak łatwiej zmienić pas, czy włączyć się do ruchu. Oczywiście chęć wykonania manewru musimy dość zdecydowanie zamanifestować, np. w dobrym tempie dojechać do miejsca gdzie mamy zamiar włączyć się do ruchu.

Obliczenie rzeczywistego spalania w mieście jest zadaniem z gatunku niewykonalnych. Trudno mówić o wiarygodnych wynikach jeśli są one zależne od trasy i sposobu jazdy kierowcy. Wiadomo, że spalanie na pierwszych kilometrach od uruchomienia auta jest bardzo duże, a często jest to już koniec trasy.

Nie zdziwmy się jak zobaczymy na wyświetlaczu 20 litrów na 100 kilometrów. Każdy kolejny przejechany kilometr obniża ten wynik, aby ustabilizować się na poziomie 9 – 10 l/ 100 km.

W trasie spalanie jest bardziej przewidywalne i waha się od 8 do 9 l/ 100 km. Oczywiście i tu są możliwe odchylenia od średniej. Zabieram Skodę na dobrze sobie znaną trasę, można by rzec testową drogę lokalną. Kilkadziesiąt kilometrów to w sam raz aby pobawić się w ecodriving.  Spokojna jazda odpłaciła się bardzo niskim spalaniem.

Wyszło 6,7 l/100 km, a co ciekawsze czas przejazdu mieści się w normie na tym odcinku. Czy w takim razie warto się śpieszyć ?  Agresywna jazda wymaga więcej wysiłku i koncentracji co prowadzi do większego zmęczenia, a zysk w czasie żaden.  Co innego autostrada, tu faktycznie szybko jadąc można zauważalnie skrócić czas podróży. Pamiętajmy, że nie ma nic za darmo, spalimy także więcej paliwa. Konsekwencją spalania jest tankowanie, ale nie próbujcie oszczędzać na Skodzie.  Dolanie kilku litrów paliwa nie robi na Kodiaqu wrażenia.

Paliwa mamy więcej, ale zasięg dalej taki sam, system nie odnotowuje takiego tankowania.  

W trasie, zwłaszcza dłuższej, kilkugodzinnej zaczynamy zauważać inne atuty lub wady samochodu, niż w ruchu lokalnym.  Komfort podróży wysuwa się na plan pierwszy. Kilka godzin w samochodzie potrafi dać w kość, dlatego tak ważne jest wygodne wnętrze. Fotel kierowcy sprawdził się w 100%, nawet po długiej jeździe człowiek wychodzi i nie musi się długo prostować.

Wyciszenie i dobry sprzęt audio to kolejny plus mojego Kodiaqa. Inna sprawa, że audio wymagało 1600 zł dopłaty, ale warto było, bo faktycznie jakość dźwięku jest na wysokim poziomie. Obsługa, to kolejny punkt na który trzeba zwrócić uwagę, aby prowadzenie było przyjemnością. Klasyczne rozmieszczenie przycisków i dźwigni ułatwia życie. Wszystkie potrzebne rzeczy mamy pod ręką, nawet nie trzeba ich szukać. Rozbudowana elektronika na początku absorbuje sporo uwagi.   Potem mamy już wybrane swoje ulubione ustawienia i zapominamy o multum kombinacji. 

Moim faworytem jest nawigacja pomiędzy zegarami. Jeden rzut oka i zdecydowanie szybciej wiadomo gdzie jesteśmy.

Oczywiście dużą nawigację możemy  zostawić na centralnej konsoli.

Rozwiązań ułatwiających życie jest w Skodzie znacznie więcej. Podwójny schowek w desce rozdzielczej.

 

Niepozorny przycisk w bagażniku wysuwa hak holowniczy. Haczyki w bagażniku trzeba wysunąć samemu, ale przydają się do wieszania siatek.

Lamka w bagażniku, którą można wyjąć i używać jako latarki to drobiazg, ale bardzo przydatny.

W bagażniku mamy jeszcze schowane dwa siedzenia. Osobiście mam mieszane uczucia do takiego rozwiązania. Na pewno nie czyni to z Kodiaqa auta siedmioosobowego. Awaryjnie, owszem zabierzemy komplet pasażerów, może trochę ciasno, ale pojadą z nami.

Nawet mają własną lampkę. Gorsza sprawa jakby mieli bagaż,  tego już nie da się upchnąć do auta.  Sytuacja odmienia się całkowicie jak nie korzystamy z dodatkowych siedzeń, wtedy do dyspozycji mamy przynajmniej 650 litrów pojemności.  

Możliwość przesunięcia tylnej kanapy to kolejne dobre rozwiązanie. Niby tylko kilka centymetrów, ale czasem i jeden centymetr ma znaczenie, zwłaszcza jak go brakuje.

Na asfalcie Kodiaq radzi sobie całkiem dobrze.  Okazuje się, że 150 KM daje radę nawet w tak dużym samochodzie. Na dynamikę nie narzekam, wyprzedzanie nie sprawia kłopotu, samochód dość pewnie trzyma się drogi, aczkolwiek rajdówka to nie jest. 

4x4 kusi aby zjechać z drogi. Czytałem instrukcję, więc ostrożnie z tym terenem. Powiedzmy, że teren to brak asfaltu.

W takich warunkach możemy poczuć siłę Kodiaqa.  Tak jak w mieście sprawę załatwiają duże koła i spory prześwit. Zimowe opony, mogą udawać ATeki (opony do lekkiego terenu) więc dokąd nie trafimy na glinę lub koleiny po traktorze to auto idzie jak burza.  Największym zagrożeniem są krzaki i gałęzie.  Pokonać takich przeciwników to żadna sztuka, ale że autko nówka sztuka to żal porysować.

Kilkaset przejechanych kilometrów pozwala na stwierdzenie, iż Kodiaq to auto niezwykle uniwersalne. Trudno znaleźć słaby punkt, za to mocnych cała masa.  Sprawdzi się jako auto rodzinne, firmowe, a pojemność bagażnika pozwoli przewieźć naprawdę dużo. Wszystko opakowane w ponadczasowe nadwozie, którego linia szybko się nie zestarzeje.