Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

To była ostatnia okazja poznać Renault Captur w starej wersji. Teraz albo nigdy, wybór prosty. Zabieram czerwonego Capturka na ostatnią jego wycieczkę w ramach parku prasowego. 

Renault Captur na rynku jest już kilka lat, więc do jego wyglądu zdążyliśmy się przyzwyczaić. Jest oryginalny, ale nie na tyle, aby szokować lub być nośnikiem reklamy. Taki sympatyczny grubasek. Kształt nie jest przypadkowy. Jeżeli chcemy mieć czterometrowe auto z obszernym wnętrzem, to rozpychamy karoserię ile to możliwe. Z efektem bywa różnie, miejsca przybywa, ale wizualnie auto zmienia proporcje. Tym razem kształt nadwozia może się podobać.  Pękaty crossover, bo to ten gatunek, wygląda dość lekko. Trochę w tym iluzji spowodowanej dwubarwnym umaszczeniem.

Czarny dach, a szczególnie czarne wcięcie na drzwiach sprawia, że widzimy wielkie koła i wysoko zawieszone auto. Chromowana listwa udaje progi. Z daleka wygląda jak concept terenówki. Czerwony lakier doskonale pasuje to mocnych przetłoczeń nadwozia.

Wnętrze już tak ekstrawaganckie nie jest. Typowe Renault, ale w wersji bardziej ekonomicznej. Nie ma olbrzymiego wyświetlacza na środku konsoli, a i materiały adekwatne do ceny auta. Za 60 tysięcy możemy kupić w salonie takiego Captura.  Całkiem dobra cena. Dokładając kolejne 5 tysięcy otrzymamy wersję Limited z porządnym wyposażeniem. 70 tysięcy to już full opcja z automatyczną klimatyzacją i systemem bezkluczykowym.  Pozostaje jeszcze wybór wersji silnikowej. Mój Capturek ma 130 KM, to środek stawki, jest jeszcze 90 KM i 150KM.

Koniec gadania, odpalamy i w drogę. Przede mną zestaw wskaźników, całkiem inny od tych do których ostatnio przyzwyczaiło mnie Renault. Po bajerach z Talismana to tu niemal asceza.  To co powinno być podano w prostej, przejrzystej formie. Ta forma nawet pasuje do wnętrza.  Jedynie wyświetlacz informacji o spalaniu do poprawy, trochę jakby z innej epoki.  W nowym Capturze pewnie już go nie będzie.  Konsola centralna z mniej wypasionym systemem R-Link. Mniejszy wyświetlacz i mniej funkcji. Pamiętajmy, że cena też mniejsza. Pomimo to jest nawigacja i kamera cofania.

Czerwony samochód, więc i dodatki w tym kolorze.  Dużo tej czerwieni nie ma, ale wystarczy aby nadać indywidualny charakter auta. No właśnie jaki jest ten charakter?  Trudne pytanie, z jednej strony odważna linia nadwozia, ale wnętrze spokojne, ożywione kilkoma ciekawymi rozwiązaniami na desce rozdzielczej. Funkcjonalność jest tu na pierwszym miejscu, nawet materiały wykończeniowe wyglądają na łatwe do wyczyszczenia.

Zobaczymy, czy sprawdzi się to w użytkowaniu.  Pierwsze pod ocenę idzie wyciszenie wnętrza. Silnik uruchomiony. Słychać go, ale nie przeszkadza w rozmowie czy słuchaniu radia.  W tym zakresie nie odbiega od poziomu w tej klasie. Zdecydowanie na plus, pozycja za kierownicą i widoczność. Ponieważ Captur to crossover, więc siedzimy wyżej niż w osobówce, a to przekłada się bezpośrednio na widoczność. Lepsza widoczność wpływa na poczucie bezpieczeństwa. To z kolei przekłada się na poprawę samopoczucia.  Fotele sprawiają solidne wrażenie i w użytkowaniu nie będziemy na nie narzekać. Wentylacji czy funkcji masażu nie oferują, ale podgrzewanie już jest, więc na zimę jak znalazł.

130 KM to całkiem sporo, a że auto jest dość lekkie to oznacza tylko jedno, będzie frajda z jazdy. Faktycznie samochód jest dynamiczny. Producent podaje, że auto do 100km/h rozpędzi się w 10,2 sekundy.  W RS-ach komputer wyświetla nam takie parametry, tu musimy polegać na własnych zmysłach. Moje mówią, że faktycznie jest to 10 sekund do setki. To od razu załatwmy sprawę spalania. Średnie spalanie ma wynosić około 6,5 litra na 100 kilometrów.  Producenci mają swoje procedury do obliczenia średniego spalania, życie weryfikuje te dane, zazwyczaj wychodzi więcej.

Tym razem miłe zaskoczenie, średnie spalanie 6,0 litrów na 100 km.  Dystans prawie 600 kilometrów, więc tu nie ma mowy o przypadku, czy specjalnym ciśnieniu na wynik. 57 punktów na 100 możliwych świadczy o tym, że specjalnie się nie przykładałem do ecodrivingu.  Średnia prędkość nie powala, ale cóż, jedzie się tak jak warunki pozwalają.  Polska powiatowa warta jest poznania, a jazda drogami lokalnym dużo ciekawsza niż autostrady.

W podróży przydaje się bagażnik, a ten w Capturze ma 455 litrów pojemności. Jeżeli potrzebujemy więcej to możemy złożyć oparcie tylnej kanapy. Duży plus, że złożone siedzenia tworzą jedną płaską powierzchnię z bagażnikiem. Niby drobiazg, ale wielu producentów ma z tym problem, a w konsekwencji to my użytkownicy musimy się z tym męczyć. 

Czym więcej jeżdżę tym autem to bardziej doceniam jego funkcjonalność. Obsługa intuicyjna i  wszystko co potrzebne  w zasięgu ręki.  Czytelne zegary z bardzo fajnym podpowiadaczem zmiany biegów.  Zielony pasek pod szybkościomierzem oznacza, że jedziemy na właściwym biegu, żółty oznacza iż pora na zmianę biegów. 

W sumie to całkiem udany model.  Główna zaleta to uniwersalność.  Niewielkie wymiary (4122 mm długości)  ułatwiają życie w mieście. Do zaparkowania nie potrzeba wiele miejsca, a kamera cofania jeszcze bardziej ułatwia to zadanie. Krawężniki, czy spowalniacze też nam nie straszne, chyba po to wymyślono crossover, aby w miejskim środowisku walczyły z dobrym skutkiem z takimi przeciwnikami.  Wypad za miasto, a nawet piknik nad jeziorem, gdzie trzeba będzie zjechać z asfaltu nie będzie dla nas problemem. W trasie przyda się 130 KM, z taką mocą sprawnie wykonamy manewr wyprzedzania. Jeżeli do tego dodamy niskie spalanie to nie dziwi popularność tego modelu.

Rodzinne auto nie musi być nudne, ciekawa linia nadwozia w połączeniu z funkcjonalnym wnętrzem to cechy Captura. Cena także do przełknięcia, więc nic tylko kupować. Jeżeli mamy taki plan to może być to dobry moment do zakupu.  Nowy Captur już po premierze, a to oznacza, iż na poprzednika mogą być teraz okazyjne ceny. Swoją drogą, ciekawe czy nowy Captur będzie równie dobrze przemyślanym samochodem.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor