Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Pickup to niezwykły przypadek, zasługujący na pracę magisterską, lub nawet rozprawę doktorską. Socjologiczny fenomen, jak z roboczego woła stać się ikoną amerykańskiego stylu życia, zachowując wszystkie walory samochodu użytkowego.  Pickupy to ciągle samochody użytkowe i tu nie ma kompromisu. Owszem mogą pełnić funkcje rekreacyjne, umożliwiać realizowanie różnorakich pasji, ale celem nadrzędnym jest ciężka praca.  Wyraźne rozdzielenie części osobowej od przestrzeni użytkowej nie pozostawia złudzeń.  Jeżeli jeszcze dodam, że klasyczny model ma otwartą pakę, to trzeba określić grupę odbiorców. Pomijam radosną twórczość fiskusa, która skutecznie potrafi powiększyć grono pasjonatów określonych pojazdów. Raz są to miłośnicy kratek innym razem pickapy lub bankowozy.  Amerykański sen o wolności z kolegami na pace w Europie nam się  nie ziści. Musimy zejść na ziemię. Otwarta skrzynia ładunkowa, to szybkość załadunku, możliwość przewiezienia niewymiarowych gabarytów, ale też ryzyko utraty ładunku jeśli zostanie bez opieki.  Tu z pomocą przychodzi olbrzymia różnorodność adaptacji samochodu do naszych potrzeb. Wystarczy wiedzieć co chcemy. Część osobowa z pojedynczą lub podwójną kabiną, a reszta w zależności od potrzeb. Wywrotka, pomoc drogowa czy mobilny warsztat to tylko część oferty.  Najczęściej jest to zamknięcie skrzyni roletą lub klapą, albo pełna zabudowa. Pełna zabudowa jest praktyczna, chętnie wybierana, ale efekt wizualny nie zawsze jest w pełni udany.

W moim Isuzu jest wariant z klapą zamykającą dostęp do skrzyni. To najlepszy wybór pod względem estetycznym. Dopełnienie kształtu pakietem aerodynamicznym tworzy nowe oblicze samochodu. Teraz jest to sportowiec-atleta. Jednocześnie cały czas zachowany jest pierwotny charakter auta. Nie ma wątpliwości, iż jest to pickup.

Jak takie rozwiązanie sprawdza się w praktyce? Skrzynia ma wymiary: szerokość 1530 mm, długość w zależności od wersji, od 1552 do 2305 mm.

To już daje nam spore możliwości przewozowe, ograniczeniem będzie wysokość ładunku. Demontaż klapy pewnie jest możliwy, ale nie jest to rozwiązanie na co dzień. O ładowność nie musimy się martwić. Nie na darmo Isuzu chwali się genami ciężarówki. 1165 kg to bardzo dobry wynik. Kolejny atut samochodu odkryjemy przy sprzątaniu. Część ładunkowa wyłożona  twardym tworzywem, więc tak łatwo krzywdy jej a tym bardziej nadwoziu nie zrobimy. Do sprzątania wystarczy myjka ciśnieniowa.

No dobrze, z ładunkiem poradziliśmy sobie doskonale, teraz trzeba to zawieźć na miejsce. Jeżeli transport miałby odbywać się po asfalcie, wystarczyłby zwykły dostawczak. Pickup ma dojechać dalej, na budowę, w pole, tam gdzie dobra droga się kończy lub wcale jej nie ma. Dla D-maxa nie stanowi to problemu,  Gruntowa droga, koleiny i dziury nie robią na nas wrażenia. Pojazd ma swoją masę i gabaryty, co daje nam poczucie pewności. Trochę jakbyśmy jechali czołgiem. Leśne dukty z atrakcjami przypisanymi do tego rodzaju drogi to pikuś. Nawet nie zauważamy korzeni, kolein, a jeszcze nawet nie załączyłem napędu 4x4. Czy błoto będzie wyzwaniem? Błotna polanka, więc czas na błotną kąpiel. Napęd 4H załączony i jazda. Zabawa super, można jeździć jak się chce. Wracam do 2H i zabawa trwa dalej. Różnica jest, z 4H kręcimy ładniejsze bączki.

Taplanie w błocie jest super, ale trzeba poszukać czegoś trudniejszego.

Kto szuka ten znajdzie. Tu żadna osobówka się nie zapuszcza, chociaż teoretycznie droga jest. Wygląda interesująco, więc zapinamy napędy i robimy rozpoznanie bojem. Lekko zarzuciło, czuć, że koła dostają poślizgu, ale przeszkoda pokonana. Trzeba podnieść poprzeczkę. Może tym razem miejski offroad. Mam już upatrzone miejsce. Pogoda dopisuje, więc błoto jest konkretne. Tym razem wybieram 4L. Czuć opór materii, ale moc jest ze mną. Lekko stawia auto bokiem, ale bez trudności wydobywam się na twardszy grunt. Jestem pod wrażeniem, zwłaszcza, że nie mam terenowych opon a zwykłe zimówki. Wniosek, jeżeli nie powiesimy auta na brzuchu to nic nas nie zatrzyma. Próba zaliczona.

Ładunek dowieziony na miejsce, a co z komfortem jazdy? Pierwsze wrażenie z kabiny na plus. Dużo miejsca i nowoczesny wygląd. Bliższe poznanie to kolejne plusy. Skóra, miękka deska rozdzielcza to atrybuty samochodów klasy Premium, a my mamy to w samochodzie użytkowym. Jak samochód użytkowy to powinien mieć użyteczne rozwiązania. Specjalnie nie trzeba ich szukać. Sprytne uchwyty na napoje, które można wykorzystać jako schowki, podwójna skrytka w desce, albo takie zamocowanie foteli, aby pasażerowi z tyłu mogli wsunąć pod nie stopy. Niby drobiazg, a o ile więcej miejsca dla pasażerów. Jak już jesteśmy w tylnej części kabiny to warto odnotować schowki pod siedzeniami.

Wróćmy do komfortu. Silnik to typowy dieslowski traktorek. Głośny przy rozruchu. Później dźwięk nie jest już uciążliwy, ale i tak słychać charakterystyczny klekot. Mnie to nie przeszkadza, ale o super wyciszeniu nie ma mowy. Zawsze można włączyć radio i tu spore zdziwienie. Equalizer, tego się nie spodziewałem. Chapeau bas.

Silnik ma 163 KM co nawet przy sporej masie samochodu wystarcza do dynamicznej jazdy. Trzeba jednak pamiętać o dużym opóźnieniu przy niskich obrotach. Wciśnięcie gazu do oporu nie przekłada się na szybką reakcję samochodu. Inaczej jest przy wyższych obrotach, gaz równa się przyśpieszenie i to na przyzwoitym poziomie.

Komfort jazdy nie odbiega poziomem od średniej dla samochodów osobowych. W kategorii krawężniki, dziury czy spowalniacze bije na głowę mniejszych braci. Samopoczucie z prowadzenia D-maxa wprost proporcjonalne do jego wielkości. Żeby nie było tak dobrze, kiedyś trzeba zaparkować, a wtedy zaczynają się schody. Zwykłe miejsce parkingowe nam nie wystarczy, potrzebujemy przynajmniej półtora miejsca. Mamy kamerę cofania, która nieco odstaje od poziomu auta. Przeciętna jakość obrazu i linię przekłamujące rzeczywistość. Do tego szybko się brudzi. Szukamy następnych słabych punktów. Progi ułatwiają zwłaszcza wysiadanie, ale mogłyby być trochę szersze. W sumie to wiele minusów nie ma.

Warto zwrócić uwagę na spalanie. Spodziewałem się dwucyfrowych wyników, a tu miłe zaskoczenie. Owszem w mieście trzeba liczyć się z dziesięciolitrowym spalaniem,  ale tylko tam.

Trasa to już zupełnie inna bajka i inne wartości na wyświetlaczu. Katalogowe 6,6 litra jest do uzyskania, aczkolwiek wymaga to spokojnej jazdy. Cięższa noga to większe spalanie, ale nawet jeśli spalimy 8 litrów na 100 kilometrów to ciągle bardzo dobry wynik.

Trudno znaleźć słabe punkty tego samochodu. Pickup to narzędzie pracy. Narzędzie dla profesjonalistów, a takie narzędzia muszą być niezawodne w każdych warunkach i taki jest Isuzu D-max  

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor