Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

 

Dwa duże wydarzenia motoryzacyjne prawie w tym samym czasie i oba w Warszawie.  Przypadek, czy niedopatrzenie organizatorów, a może to dwie różne imprezy? 

Porównajmy.  Samochód to wspólny mianownik. Cel też podobny - sprzedaż samochodów i usług z tym powiązanych. Dalej zaczynają się już różnice. Przede wszystkim inny jest adresat imprezy i to determinuje jej kształt. Warsaw Moto Show to impreza masowa, czyli dla każdego kto kupi bilet. Taka formuła to duże wyzwanie organizacyjne, ale skoro ma się aspirację aby być największą i najlepszą imprezą to trzeba się z tym zmierzyć. Pierwszy punkt Warsaw Moto Show bez problemu zrealizowało, nikt w Warszawie nie oferuje tyle powierzchni ekspozycyjnej co Centrum Wystawiennicze PTAK. Trzy olbrzymie hale, czy to wystarczy aby zadowolić każdego. Tu już zaczynają się schody.  Wszystkiego po trochu. Jeśli jeszcze dodam, że każda hala ma inną tematykę, to robi się problem. Oczywiście nie jest tak źle.

Oferta jest naprawdę szeroka, od maluchów po limuzyny aż do supersamochodów. Jest na co popatrzeć i niestety tylko popatrzeć.  Tysiące zwiedzających, więc samochody  trzeba chronić przed tłumem. Teoretycznie to potencjalni klienci. W rzeczywistości to zdecydowana większość przyszła tylko pooglądać.

Skoro i tak nic się im nie sprzeda, to czy warto się nimi przejmować? Niestety część wystawców, zwłaszcza droższych modeli tak podeszła do tematu. Zwyczajnie olewając publiczność. Zamknięte samochody, ekspozycje odgrodzone sznurem od zwiedzających, normalnie jak w muzeum. Z tą różnicą, że w muzeum są dzieła sztuki, a tu na palcach jednej ręki można było policzyć naprawdę wyjątkowe pojazdy. Całą resztę można spotkać na ulicach. Oczywiście nie w jednym miejscu tak jak tu, więc jednak warto było przyjechać.

Zaskakujące, że w drugiej hali poświęconej historii motoryzacji nie było takich problemów. Tu królowały youngtimery. Kolekcjonerzy to pasjonaci co widać i czuć. Nie ma barier, podziałów na klientów i oglądaczy. Trzecia hala dedykowana była entuzjastom sportów motorowych. Rajdy, wyścigi, offroad i jeszcze trochę.

Trzy grzybki w barszczu to zdecydowanie za dużo. Ogromny potencjał jaki drzemie w tej imprezie kisi się w trzech halach. Wszystkiego po trochu i zostaje niedosyt. Spokojnie można byłoby zrobić z tego kilka imprez tematycznych.

Fleet Market to właśnie impreza tematyczna, poświęcona samochodom firmowym. Jeśli ktoś myśli, że auto firmowe to "blaszanka" z segmentu B, to jest w grubym błędzie.  Na Fleet Market znajdziemy propozycje z każdego segmentu, przecież samochód potrzebny jest zarówno rzemieślnikowi, przedstawicielowi handlowemu jak i prezesowi. Praktycznie przekrój rynku.

Jeśli tak, to czym się różni od Warsaw Moto Show? Na pierwszy rzut oka to mniejsze ekspozycje, za to oprawa bardziej okazała, pomimo iż nie ma tu Ferrari, Aston Martina i podobnych marek. Samochody, można by rzec bardziej dostępne dla ludzi.  Takie samochody to przedział cenowy od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy, tak że dla oglądaczy też jest na czym oko zawiesić. Jest jeszcze jedna zauważalna różnica, a mianowicie ludzie i ich ubiór. To, że wystawcy są w garniturach to normalne, ale tu garnitur lub marynarka to zwyczajny strój odwiedzających Fleet Market. Właśnie odwiedzający, czyli adresat Targów jest tu najważniejszy.  Impreza skierowana jest do przedsiębiorców, osób zajmujących się zarządzaniem i obsługą samochodów służbowych. Tu do wstępu nie wystarczy zakup biletu, bo ich zwyczajnie nie ma, aby wejść, trzeba wcześniej dokonać rejestracji.  Oczywiście nie wyeliminuje to przypadkowych osób,  ale radykalnie zwiększa liczbę osób zainteresowanych kupnem. 

Większość osób to klienci lub przyszli klienci, więc trzeba im poświęcić należytą uwagę. Odgrodzić ekspozycję sznurem, bez przesady to jak strzał w kolano, tu nawet nie wypada aby samochód był zamknięty przed klientem. Wszystko można dotknąć, wsiąść, sprawdzić wygodę czy ergonomię. Co więcej, można pytać i rozmawiać z osobą kompetentną.  Czyżby impreza doskonała i nie ma wad. No cóż, chociaż to trudno uznać za wadę,  jest zbyt dobrze, a wystawcy za bardzo starają się aby ich stoisko było wyjątkowe.

Targi zaczynają się o 8, a kończą o 16. Osiem godzin, zdawałoby się że to dużo czasu, ale tu cały czas coś się dzieje. Weźmy na przykład premiery samochodów. W tym roku było ich 18. Pierwsza o 9, ostatnia około 15, czyli co 20 minut. Każda z oprawą artystyczną, kilka słów o bohaterze odsłony, czyli samochodzie i już można iść na kolejny występ. W międzyczasie kawa, herbata, którą prawie każdy wystawca proponuje. Przekąski ciasteczka. W tym rozpieszczaniu odwiedzających łatwo zapomnieć o charakterze imprezy. 

Przecież jeszcze trzeba popatrzeć na wszystko pod kątem własnej firmy. Które rozwiązania będą nam potrzebne. Na koniec dodam, że istotnym elementem Fleet Market są panele konferencyjne gdzie warto uzupełnić wiedzę na tematy dotyczące pojazdów flotowych.

Szybkie porównanie i okazuje się, że jednak nie ma mowy o zbiegu dat czy niedopatrzeniu organizatorów.  To dwie nie konkurujące ze sobą imprezy, skierowane do innego odbiorcy, a co za tym idzie z inną ofertą. Obie godne polecenia.

Dariusz Pastor