Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Nowe Clio to prawdziwa świeżynka.   Auto dopiero wchodzi na nasz rynek, więc ciekawość co w nim znajdziemy nowego potęguje emocje.  

Clio to obecnie najmniejszy model oferowany w Polsce przez Renault. Mały samochód to jednak duże wyzwanie dla projektantów. Klienci chcieliby wszystko, a rozmiar i cena na wszystko nie pozwala, zwłaszcza jeżeli ma to być popularne auto, a nie niszowy projekt dla wybranych. Według mnie taki samochód musi obronić się przynajmniej w trzech kategoriach: wygląd, funkcjonalność, cena.

Musi być ładny i budzić sympatię, to połowa sukcesu.  W końcu takie autko to narzędzie, które będziemy codziennie używać.  Więc lepiej abyśmy się od razu polubili.

Clio już czeka na mnie. Pięknie mu w tym jasnym błękicie. Kolejna niespodzianka czeka w środku. Białe wykończenie to zupełnie inna bajka. Świat  luksusu w takim maluchu to naprawdę miłe. Już polubiłem nowe Clio.  

Wnętrze trochę mnie zaskoczyło, spodziewałem się, że stylistycznie pójdzie w stronę Megane/Talisman,  a tu nowa droga.  Olbrzymi centralny wyświetlacz umieszczono wyżej na desce rozdzielczej, a nie jak myślałem, że zostanie wbudowany w konsolę. Osobiście nie jestem entuzjastą wystających elementów, które zaburzają uporządkowanie przestrzeni. Inna sprawa, że takie umieszczenie ekranu jest bliżej linii wzroku, więc szybciej i bezpieczniej odczytamy informacje.

Wróćmy jeszcze do wyglądu zewnętrznego. Od poprzednika różni się niewiele. Lekko zmieniony grill i światła. Sylwetka nie straciła świeżości linii, więc głębsza ingerencja nie była tu potrzebna.  Co innego wnętrze. Nie było źle, ale nowe modele Renault wyglądały zdecydowanie nowocześniej.  Teraz Clio nie ma kompleksu młodszego brata na dorobku.

Punkt pierwszy zaliczony.

Funkcjonalność, to chyba najtrudniejsze zadanie dla małego samochodu.  Niby auto miejskie, a często okazuje się, że ma być autem do wszystkiego. Odwieźć dzieci do szkoły, dojechać do racy, pojechać na zakupy, a jak trzeba to i na wakacje. Nie zapominajmy o księgowych, którzy takie autka chętnie widzą w flocie aut firmowych. No to przyjrzyjmy mu się teraz pod tym kątem.  Pierwsze co nas zainteresuje to ilość miejsca.  Samochód mierzy 4050 mm, więc nie oczekujmy cudów.  Z przodu całkiem fajnie. Wygodnie wpasujemy się w fotel i nie będziemy narzekać na ciasnotę.  Nazwałbym to przytulnym komfortem. Wyprofilowanie foteli sprzyja temu uczuciu. Z tyłu ilość miejsca zależy od tego jak daleko odsuniemy przedni fotel.

 

W uniwersalnym samochodzie przydaje się bagażnik. 

391 litrów pojemności to naprawdę dobry rezultat. Nawet jestem zaskoczony, że udało się wygospodarować tyle miejsca. Piąte drzwi ułatwiają dostęp, ale próg załadunku jest dosyć wysoko. W bagażniku znany już patent z podwójnym dnem ułatwia życie. W razie potrzeby możemy złożyć oparcia tylnej kanapy.

 

Statyczną część poznania można już zakończyć i przejść do jeszcze przyjemniejszej części czyli jazdy. Litrowy silniczek generuje 100 KM.  To powinno wystarczyć aby autku zapewnić odpowiednią dawkę wigoru.  Przycisk „start” nikogo pewnie nie zdziwi,  ale ilość sygnałów jaka do nas dociera wraz z uruchomieniem silnika może zaskoczyć. Oczywiście jak na przedstawiciela tego segmentu. Głównie to zasługa centralnego ekranu. Forma przekazu wyprzedza konkurencję.

Jest ładnie, nowocześnie, ale przydałoby się teraz to dopasować do siebie.  Akurat z tym nie powinno być problemu.  Elektronika daje nam duże pole manewru.

 

Zacznijmy od walorów estetycznych i wybierzmy swój ulubiony kolor podświetlenia.

 

Teraz zestaw wskaźników. Temperatura i wskaźnik paliwa są obowiązkowe, ale szybkościomierz możemy wybrać według własnych preferencji.

Klasyczny lub cyfrowy. Wszystkie operacje przeprowadzamy na dotykowym ekranie.

 

Możliwości jest więcej

Fajna zabawa, ale ruszmy z miejsca. Manualna skrzynia biegów i 100 KM to dobre połączenie. Sprawdźmy jednak czy nie są dane tylko na papierze. Zacznijmy od przyśpieszenia, 11,8 s do 100km/h nie rzuca na kolana. Ot, tak trochę lepiej niż średnia w segmencie aut miejskich. W rzeczywistości, subiektywne wrażenie jest dużo lepsze. Oczywiście trzeba wiedzieć do czego służy skrzynia biegów i zdecydowanie używać pedał gazu. Zaryzykuję stwierdzenie, że nowe Clio budzi emocje. Jest jeszcze wersja 130 konna i tu nie ma już wątpliwości jeśli chodzi charakter auta. 9 sekund do setki mówi samo za siebie.

Moje Clio celuje w środek stawki. Klient ma dostać wszystko w jednym aucie i wygląda, że ta sztuka się udała.  W takim przypadku liczy się komfort prowadzenia i z tym nie ma problemu. Łatwa obsługa, dobry dostęp do funkcji auta. Co istotne, autko jeździ z lekkością i dobrze reaguje na polecenia kierowcy.  

Miejskie autko powinno wykazywać ponadprzeciętne zdolności do parkowania. Małe rozmiary to pierwszy plus, drugi to elektronika i asystenci parkowania. Oba są do naszej dyspozycji. Myślę, że z drugiej próby Clio także wychodzi zwycięsko. Faktycznie jest to uniwersalne auto dla którego znajdzie się miejsce i w firmie i w rodzinie.

Zostaje punkt trzeci – koszty. Cena 100 konnej wersji Intens to 62900zł.  Uwzględniając, iż jest to już dobrze wyposażone auto, to cena jest do zaakceptowania. Jeśli szukamy zdecydowanie tańszej oferty to najtańsze Clio SCe 65 wyceniono na 46900zł.  Nie mniej ważne są koszty utrzymania, w których najważniejszą pozycją jest paliwo. Producent podaje średnie spalanie w widełkach 5,1 – 5,3 litra na 100 km. Wszystko zależy od rodzaju trasy i sposobu jazdy. Czym dłuższy dystans tym dokładniejszy wynik. 

Mnie na dystansie 180 kilometrów wyszło 4,6 l/100km. Poniżej katalog, ale było więcej trasy niż miasta.

Czy da się zejść niżej? W trasie zdecydowanie tak. 3,9 litra osiągnąłem bez wysiłku.  Miasto i tryb sport daje odmienny rezultat – 8,1 litra i powiedzmy, że nie jest to szczyt możliwości.  Odrzucając skrajności, pozostaje uznać dane producenta za wiarygodne.

Jest jeszcze jeden aspekt który należy brać pod uwagę - wartość rezydualną. Flotowcy doskonale wiedzą o czym mówię, klient indywidualny przeważnie nie myśli o tym co będzie kiedy przyjdzie pora na zmianę auta. Wartość rezydualna, to przewidywana wartość samochodu po okresie jego użytkowania. Przeważnie jest to okres trzech lat. Renault Clio jest w czołówce aut które tracą najmniej w takich rankingach. Warto pomyśleć o tym już przy zakupie. Raz, że minimalizujemy straty, dwa, że na tak popularne auto powinniśmy szybko znaleźć klienta.

Punkt trzeci także na plus, czyli Renault Clio obroniło się w każdej kategorii.

 

Jest jeszcze niewymierny aspekt przyjemności z jazdy.  Mnie ten samochód wyjątkowo przypadł do gustu. Najpierw kupił mnie swoim wyglądem, potem ujął mnie wnętrzem, a na koniec przekonał prowadzeniem.  Taki przyjaciel na co dzień, na którego można liczyć w każdej potrzebie.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor