Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Megane nie była w planie, ale informacja, że jest to wersja GT Line wystarczyła, aby zmienić plany. Sportowa wersja, nawet jak koni brak i tak warta jest grzechu.

Czerwień to dobry kolor dla takich samochodów. Wystarczy tylko dodać kilka agresywnych detali i już zaczynamy wyróżniać się na ulicy. Styliści z Renault nie poszli jednak tą drogą. GT Line nie epatuje spojlerami, nie świeci chromami, a i tak widać że jest to auto z pazurem.  Dyskretne podkreślenie charakteru robi wrażenie, które potęguje się po zajrzeniu do wnętrza. Sportowych siedzeń trudno nie zauważyć.  Oparcia zintegrowane z zagłówkami, niebieskie przeszycia, to musi się podobać.

Na ocenę składa się suma wszystkich elementów auta, a tu wszystkie detale pasują do siebie. Niebieskie przeszycia foteli i taki sam wzór na dźwigni hamulca ręcznego, do kompletu gałka zmiany biegów też ma niebieskie akcenty. Kolejnych szczegółów nie trzeba długo szukać, ozdobna listwa na drzwiach też niebieska.

Francja – elegancja,  to powiedzenie świetnie pasuje do samochodów Renault. Siadam za kierownicą, a właściwie wtapiam się w fotel.  Dobrze dopasowany otacza i przytrzymuje kierowcę. Teraz nie ma wątpliwości, oznaczenie GT nie trafiło tu przypadkiem. Wciskam przycisk start co pobudza do życia kolorowe wyświetlacze. Kolory to mocna strona bogatszych wersji wyposażenia. Do wyboru paleta kilku barw podświetlenia wnętrza i zegarów. Zegary też można zmieniać, wprawdzie ich wygląd przypisany jest do wyboru trybu jazdy, ale możemy dopasować to do naszych preferencji, tak jak jeszcze kilka innych parametrów.  Bez obaw, nie ma mowy o efekcie wieś śpiewa i tańczy, wszystko ze smakiem komponuje się w całość. Normalnie GT – luksus i sport.

Jakoś laurokowaty opis wyszedł, ale co zrobić. Ocena wyglądu zawsze jest subiektywna, a ja po prostu lubię ten francuski szyk Renault.

Ok. ruszam, może tam będzie do czego się przyczepić i zrównoważy to pierwszą część pochwalną. W końcu 130 koni to nie jest zbyt dużo.  Z salonu wyjeżdżam spokojnie, nawet jakbym chciał to na małych osiedlowych uliczkach mądre by to nie było. Dostojnie, sprawdzam komfort zawieszenia. Jest jak na francuza przystało – komfortowo tłumi nierówności, silnik cicho pracuje, muzyka w tle, czysta przyjemność, zwłaszcza że na dworze upał, a tu klimatyzacja działa doskonale. Olbrzymia nawigacja pomaga nie zabłądzić w gąszczu małych uliczek. Wyjeżdżam z labiryntu, kawałek prostej kusi aby sprawdzić stado naszych koni. Mocniejsze depnięcie pedału gazu i samochód rwie do przodu. Ciekawe, powtarzam próbę i to samo. Miła niespodzianka. Osiągi idą w parze z wyglądem.

 

W domu sprawdzam dane techniczne i zastanawiam się nad siłą sugestii. Silnik 1,2 litra, 130 KM i przyśpieszenie od 0 do 100km/h w 11,0 sekundy, w wersji z silnikiem diesla (dCi130) miałem tyle samo koni, a przyśpieszenie nawet nieco lepsze (10,6s), a jednak teraz jestem przekonany, że auto jest zdecydowanie lepsze. Cyfry nie kłamią, czyżby aż taka była siła sugestii. Wychodzi, że tak, wystarczy opakować silnik w sportowe szaty i nasz mózg to kupi. Co mi tam, ważne, iż daje to przyjemność z jazdy. Ma to jednak i swoją ciemną stronę, która nazywa się spalanie. Nie wynika to z tego, że auto nie może palić mniej, bo może, ale wina tkwi w nas. Mając samochód o takim wyglądzie, gdzie czujemy smak motosportu, czy wypada jechać stosując zasady ecodrivingu ? Teoretycznie tak, praktycznie to kiepski pomysł. Nie po to kupiliśmy takie auto, aby ciągnąć się jak smród po gaciach.  Co prawda super osiągi auta to efekt pracy naszego mózgu, ale najważniejsze, że jazda sprawia przyjemność. Iluzja też kosztuje, ale 9 czy 10 litrów nie jest wygórowaną ceną. Jak zmęczy nas zabawa, wystarczy zmniejszyć nacisk na pedał gazu i wszystko wraca do normy. Spalanie 6,5 litra  osiągniemy bez większego wysiłku. Można jeszcze bawić się w tryb eco, ale nie przesadzajmy z szukaniem oszczędności.

Grandtour to nadwozie kombi. Pewnie GT Line nie są stworzone z myślą o przewozie kubłów z farbami, narzędzi czy cegieł, ale kombi z założenia ma przewieźć więcej niż inne wersje nadwozia. Pojemności bagażnika wynosi 580 litrów, to dobry wynik. Jest dość płytki, ale pamiętajmy, że w kombi możemy pakować pod sam dach, możemy jeszcze złożyć siedzenia i wtedy dysponujemy już pokaźną przestrzenią. Sprytny patent do składania siedzeń ułatwia życie. Jeden ruch dźwignią i po sprawie.

Czyżby Renault Megane nie miał słabych punktów? Najgorzej w ocenie wypadły światła mijania. W testowanym egzemplarzu świeciły mizernie. Podejrzewam złe ustawienie, bo w Megane Grandcoupe takich problemów nie było. Z drobnych spraw, które irytują to szybko opadająca klapka schowka pomiędzy siedzeniami.

Jest jeszcze jedna sprawa, tworzywa użyte do wykończenia wnętrza. Miękkie, miłe w dotyku tylko, że w upalne dni łatwo zostają na nich ślady pyłu.

Na koniec parę słów o kosztach. Megane Energy TCe 130 GT Line wyceniono  na 87299 zł, czyli niecałe 6 tysięcy więcej od najtańszej wersji z tym silnikiem.  W tym przypadku to dobrze zainwestowane pieniądze. Z jednej strony mamy uniwersalny samochód z dużą przestrzenia bagażową, ale jeśli tylko zechcemy wystarczy wybrać tryb sport i poczuć smak adrenaliny. Krzywdy sobie nie zrobimy, 130 KM na szaleństwa nie pozwoli, ale też nie zaboli mocno przy tankowaniu. GT Line to dobrze wyważony kompromis pomiędzy rozsądkiem a przyjemnością.

Test Renault Megane Grandcoupe

 

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor