Auto w Pracy

Slideshow Image Slideshow Image Slideshow Image

Jeżeli liczy się pierwsze wrażenie, to trzeba przyznać że w przypadku Land Cruisera jest ono ogromne.  Na ulicy, aż tak nie rzuca się to w oczy. Autobusy, czy dostawczaki  są przecież większe, wystarczy jednak podejść do naszego auta i ……..  jest to kolos. Jeżeli jeszcze przesiadamy się z osobówki to wrażenia do potęgi. 

Wielkie koła (19”) i prawie dwa metry wysokości tego nie można nie zauważyć. Napompowane błotniki mają jeszcze wizualnie wzmocnić takie wrażenie. Może się podobać lub nie, ale efekt został osiągnięty. Dobrze że są progi, bo autko wysoko zawieszone, a wsiąść trzeba.  W środku też miejsca nie brakuje.  Bagażnik do najmniejszych nie należy, nawet bez składania siedzeń przewieziemy pokaźne gabaryty.

 

Wnętrze to złoty środek między elegancją, a nowoczesnością. Z akcentem na elegancję. Sam dobór kolorów, czerń, ciemne szarości i matowe srebro dają do zrozumienia, że tu wszystko zostało dopracowane do najdrobniejszego szczegółu. Jaskrawe kolory, polerowane chromy, to zostawmy dla tych którzy aby zaistnieć na rynku, muszą wyróżnić się za wszelką cenę. Land Cruiser tego nie potrzebuje.  Dobre materiały i wygoda użytkowania pojazdu to główne jego cechy, tak jak w luksusowej limuzynie. No tak, tylko że to nie jest limuzyna. Land Cruiser to przecież samochód terenowy. Nawet nie SUV, tylko prawdziwa terenówka na ramie z reduktorem i  blokadą napędów. Jednym słowem, auto do ciężkiej roboty w terenie, przynajmniej takie były założenia przy narodzinach tego kultowego już modelu. Czy kombinezon i ubłocone walonki będą tu pasować ?. Co zostało z terenowej dzielności auta to oceni się po zjechaniu z asfaltu. 

Wracamy za kierownicę. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. W tym przypadku to powiedzenie można traktować dosłownie.  W tym modelu Toyoty siedzimy znacznie wyżej niż w samochodzie osobowym, co sprawia że na świat patrzymy z góry. Lepsza widoczność przekłada się na poprawę bezpieczeństwa. Poczucie bezpieczeństwa to chyba główny argument dla którego kupuje się takie samochody. Duży czyli bezpieczny, napęd 4x4 to bezpieczeństwo na śliskiej drodze, lepsza widoczność, to trafia do klienta. Czy warto oszczędzać na bezpieczeństwie ?

Odpalanie na przycisk, automatyczna skrzynia biegów, wszystko jak w samochodzie. Jedynie trzeba przyzwyczaić się do gabarytów. W osobówkach często nie widzimy przed sobą maski, tutaj mamy naprawdę solidny kawał blachy przed oczami. To nawet dobrze, łatwiej wyczuć auto.  Toyota zadbała o wsparcie dla naszych zmysłów. Do dyspozycji mamy cały zestaw kamer, pokazujących co znajduje się wokół auta. Przełączmy, sprawdzamy, nawet można popatrzeć z góry jak wygląda sytuacja.  Ruszamy, obsługa banalnie prosta.  Światła włączają się automatycznie, biegów nie trzeba zmieniać bo automat, wystarczy kręcić kierownicą. Komfort jazdy nie odbiega od tego co oferują dobrej klasy osobówki. Jest nawet lepiej, nie musimy przejmować się  takimi drobiazgami jak dziury w jezdni czy krawężniki.  Takie drobiazgi nie robią na nas wrażenia.  Spowalniacze tak samo, odrobina rozsądku i można o nich zapomnieć.

Na odczucie komfortu w znacznym stopniu wpływa ilość miejsca jakie mamy do dyspozycji. Land Cruiser jest pięcioosobowy z opcją dwóch dodatkowych siedzeń. Pięć osób nie może narzekać, miejsca jest dużo. Gorzej mają pasażerowie w trzecim rzędzie. Tu rewelacji nie ma, a do tego drastycznie zmniejsza się objętość bagażnika. W awaryjnych sytuacjach takie rozwiązanie uratuje sytuacje, ale na dłuższą podróż to tego nie widzę.

Moja Toyota ma wysokoprężną jednostkę o pojemności 2,8 litra, generującą 177 KM. No cóż, takie parametry nie czynią z Land Cruisera demona szybkości.  Oczywiście wystarcza to do sprawnego podróżowania, ale w samochodzie za ponad 200 tysięcy to trochę mało. Jeszcze 100 KM i byłoby ok, a tak to o dynamicznym przyśpieszeniu można zapomnieć. Hmm, to może jednak jest terenówka, a nie wyścigówka. Trzeba to sprawdzić. Nie ważne, że 90 % procent Land Cruiserów nigdy w prawdziwy teren nie zjedzie. My przynajmniej spróbujemy liznąć offroadu.  Poszukamy skrótów.  Opuszczam asfalt, drogi gruntowe nie powinny być dla mnie przeszkodą.  Kolejny, trochę błota czy piasku nie robią na nas wrażenia. Duży prześwit więc specjalnie nie przejmujemy się tym co pod nami.  Komfortowo przetaczamy się po nierównościach.  Świetnie, poczucie satysfakcji psuje fakt że to droga publiczna. Żaden powód do dumy z przejazdu trasą, którą pokona każdy samochód. Może wolniej, może wytrzęsie, ale jednak da się przejechać. W takim razie trzeba zwiększyć stopień trudności. Właśnie trafia się okazja aby skrócić skrót.  Trzeba zawrócić, a że  droga wąska to zawrócimy na łące.  Szybka decyzja, rozpoznanie terenu jak to się mówi „w boju” i stoimy.  Tego się nie spodziewałem,  owszem grunt rozmiękł, ale bagno to nie jest, a koła ślizgają się w błocie. No cóż, dobre opony to podstawa, a tu mamy opony szosowe. Na asfalt dobre, ale nie w terenie. Glina i i trawa to zestaw który momentalnie zakleił bieżnik. Piękna gładka opona, normalnie sliki jak się patrzy, tylko jak na tym wyjechać, kiedy auto nie ma czym się odepchnąć od podłoża. Do dyspozycji mamy sporo kombinacji ustawień napędu, trybu jazdy, blokady, ale z fizyką trudno walczyć. Samochód swoje waży, a siła tarcia znikoma. Dobrze że auto nie wkleiło się po osie, więc szanse są. Koła nie kręcą się w miejscu, to już rokuje nadzieję. Trochę w przód, trochę  w tył i przegarniamy błotko.  

Przygoda ostudziła zapał do podboju terenu, przynajmniej na dziś. Wracam na asfalt, tu żadnych niespodzianek nie będzie. Chyba, że wynik spalania. Producent podaje 6,3 litra/100km w trasie, a u mnie prawie 9. Zdziwiony, wcale nie. Jak by się zgadzało, to dopiero zrobiłbym oczy.  Wszystkie tego typu dane to wartości orientacyjne,  pewnie w sprzyjających warunkach możliwe do osiągnięcia. W realu jest tyle zmiennych wpływających na spalanie, że wynik powinien mieć spore widełki. W mieście wyniki też się rozjechały. Miało być 9,3 a jest ponad 12. Co się dziwić, jak auto testuję na krótkich trasach przy sporym ruchu. Nie ma co narzekać, przy tych rozmiarach to i tak dobry wynik.

Pierwszy zjazd z drogi skończył się małą wklejką, ale taka przygoda nie może nas pokonać. Ok. notujemy w głowie, błotne SPA nie na tych oponach, więc szukamy innych atrakcji.  Zimówki podobno sprawdzają się w piasku, skoro tak, to jedziemy do piaskownicy. 

Tym razem potwierdziły się oczekiwania, można szaleć. Land Cruiser idzie jak czołg, można kręcić ósemki, kółka czy co się chce. Piach miejscami do pół koła, ale to żadna przeszkoda. Jest moc, jest i zabawa. Dobra zabawa musi kosztować, spalanie dobiło do 40 litrów na 100 kilometrów. 

Tu było lepiej niż dobrze, zostawiamy zrytą piaskownicę i ruszamy poznawać okolicę. Auto jest duże i nowe, więc krzaczory nie są mile widziane, inne utrudnienia jak najbardziej.  Trzeba powiedzieć, że jeżeli sami nie będziemy szukać kłopotów, to trudno znaleźć drogę publiczną gdzie Toyota nie da rady. Gdyby jeszcze tylko zmienić opony na AT (All Terrain).

Jak podsumować przygodę z Land Cruiserem.  Samochód ciekawy z dużym potencjałem zarówno jako auto rodzinne, jak i samochód terenowy. Co do atutów auta rodzinnego to sprawa prosta, duży, wygodny, bezpieczny, same plusy. Jak to wygląda z terenem? Można powiedzieć a kto bogatemu zabroni utopić minimum 200 tysięcy w błocie ? Jeżeli tak, to możliwości są.

Oczywiście nawet dla tych co nigdy w prawdziwy teren nie pojadą (a pewnie będzie ich przynajmniej 95% ) 4x4 jest atutem. Nigdy nie wiadomo gdzie nawigacja zaprowadzi, co przygotują nasi drogowcy, o niedzielnych wyprawach na łono natury nie wspominając. Do pomocy cały zespół systemów wspomagania, ustawień trybów jazdy i wielu innych parametrów. W tej klasie nie może być inaczej, klient płaci i wymaga.

W mieście też masa plusów, Land Cruiser to prawdziwy pogromca krawężników, spowalniaczy czy dziur w jezdni. 

Czy są jakieś minusy ? Wielkość auta, na trasie to nawet zaleta, chociaż masa robi swoje i dynamika nie powala, to w mieście jednak spore ograniczenie. Gdzieś zaparkować trzeba. Spalanie w mieście też potrafi zaskoczyć.

Na zakończenie kilka słów o cenie. Czy 200 tysięcy złotych  za takie auto to dużo? Na pierwszy rzut oka wygląda to na dużą kwotę, a tyle trzeba zapłacić za podstawową wersję tego modelu.

Czy aby na pewno ? Limuzyny też kosztują sporo pieniędzy, a SUV-y klasy premium to już górna półka cenowa. W przypadku Land Cruisera mamy wszystko w jednym. Teraz cena nie jest taka straszna.

Land Cruiser ma jeszcze coś, czego nie znajdziemy w SUV-ach. Atrybuty prawdziwie terenowego samochodu, a to powoduje, że na auto trzeba spojrzeć z innej perspektywy.